| | FAQ | Szukaj | Użytkownicy | Rangi | Rejestracja | Profil | Wiadomości | Zaloguj
Linki | Ekipa | Regulamin | Galeria | Artykuły | Katalog monet | Moje załączniki
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi Podziel się tym co czytasz: Blip Facebook Nasza klasa Idź do strony 1, 2, 3 ... 45, 46, 47  Następny
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
H2HSnake
Podporucznik

Podporucznik





Posty: 367
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi Odpowiedz z cytatem

Zbrodnie UPA/OUN na mieszkańcach kresów wschodnich cz.2

W zwiazku z tym ze wazny temat zostal zamkniety przez osobiste wypady uzytkownikow. Pozwolilem sobie otworzyc nowy i kontynuowac w nim dyskusje i prezentowanie artykulow,tekstow, dowodow na temat zbrodni Ukrainskich Nacjonalistow na obywatelach 2 RP. Prosze takze innych uzytkownikow zeby powstrzymywali sie przed osobistymi wycieczkami i prostackim obrazaniem innych uzytkownikow.
Do administratorow: Czy nie prosciej bylo po prostu usunac glupie posty i nie zamykac calego tematu?
Przepraszam za brak polskiej czcionki ale siedze w Irlandii w kafejce...ciezko tu o polskie znaki ;p.
Pozdrawiam
Sebastian
P.S. Od tego postu na TEMAT panowie na TEMAT !! w przypadku braku argumentow lepiej zamilczec niz kogos bez sensu i po prostacku obrazac.

_________________
"Kto te struktury(OUN-UPA) broni, usprawiedliwia, usiłuje je zrównać z bezbronną ludnością, albo nawet z AK - ten nie zasługuje na szacunek ani jako człowiek, ani jako człowiek nauki."-Wiktor Poliszczuk


Ostatnio zmieniony przez H2HSnake dnia Sob 22 Wrz, 2007 19:06, w całości zmieniany 1 raz

Sro 19 Wrz, 2007 14:33

Powrót do góry
żukow
Major

Major




Posty: 1884
Pochwał: 4
Skąd: Bidziny
Archiwum: Prokuratury we Wrocławiu
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi Odpowiedz z cytatem

Pierwsza ze zbrodni została dokonana jeszcze podczas trwania II wojny światowej w małej, ale jakże ciekawej miejscowosci Serednie Małe, położonej niedaleko Polany, na zboczach pasma Otrytu. W marcową noc z 29 na 30-go, rozegrała się tragedia mieszkańców Małego Seredniego. Miejscowość była zamieszkana przez tzw. szlachtę zagrodową. Bojówki SKW OUN zjawiają się w wiosce z zamiarem wymordowania mieszkających tam Polaków.

W tą straszną dla rodzin polskich noc, wymordowano następujące rodziny:
Michalskich, Jastrzębskich i Cichońskich. Zabito także Emila Kwiatkowskiego. Z rąk UPA zgineli jeszcze Józef Skowroński, Aniela Radwańska z synem, Mieczysław i Stefania Wiśniewscy. W sumie zamordowanych przez UPA mieszkańców Seredniego było 16. Zbiorowa mogiła mieszkanców znajduje się na cmentarzu w Polanie.

10 lipca 1944 roku (data nie jest do końca pewna, natomiast fakt mordu tak) UPA zamordowała w lesie pod Baligrodem mieszkańców Średniej Wsi. (by ZBIGNIEW JANTOń)

Zostali aresztowani przez UPA i doprowadzeni do lasu pod Baligrodem, gdzie już były zwłoki 10 mężczyzn. Wśród aresztowanych byli: ojciec i dwóch braci Gryzieckich, dwóch braci Gefertów, M. Kucharek, J. Podgórski, T. Sobik, A. Bober, M. Materna, Gorlicki i Michnowicz. Zostali oni zamordowani, udało się uciec tylko Gryzieckiemu.

6 sierpnia w Baligrodzie doszło do zamordowania 42 mieszkańców Baligrodu.

6 sierpnia jako miasteczko "niczyje", Baligród odwiedzili uzbrojeni ludzie. Mieszkańcy obserwowali przybyszów z zaciekawieniem. To sotnia "Burłaki" weszła do Baligrodu. Upowcy sprawnie rozbiegli się pomiędzy domami w poszukiwaniu Polakow. Tych, którym nie udało się uciec czy też schować zgromadzono na rynku. Następnie wyprowadzono ich poza zabudowania i wymordowano. Zginęło 42 osoby. W centrum Baligrodu znajduje się obecnie pomnik upamiętniający to wydarzenie.

W wyniku dotychczasowego śledztwa prowadzonego przez IPN, ustalono, iż:

Atak oddziałów UPA nastapił w dniu 6 sierpnia 1944r, a jego celem była na polska ludność wsi Baligród; pow. Sanok zgromadzona na Mszy Św. w miejscowym kościele. W wyniku akcji o charakterze pacyfikacyjnym zamordowano 41 osób narodowości polskiej, w tym 10-ciu mężczyzn, którzy opuścili pomieszczenie kościoła. Wspomnianym nakazano położenie się twarzą do ziemi, po czym w tej pozycji zostali rozstrzelani. Pozostałe osoby zostały rozstrzelane w pobliżu własnych domów, gdzie zostały schwytane przez napastników.

Dotychczasowe ustalenia wskazują na to, iż opisaną zbrodnię sprowokowali miejscowi księża greckokatoliccy, którzy nawoływali do zabijania Polaków, Żydów i bolszewików. Wśród napastników rozpoznano członków policji ukraińskiej z Baligrodu oraz Ukraińców - mieszkańców sąsiednich w stosunku do Baligrodu wiosek. Zbrodnia w Baligrodzie była zaskoczeniem dla Polaków, gdyż przed napadem na plebani u księdza rzymskokatolickiego w Baligrodzie odbyło się spotkanie z delegacją ukraińską ze wsi Stężnica, której przewodził tamtejszy ksiądz greckokatolicki. W jego trakcie spisano protokół, z którego treści wynikało, iż ludność polska na tym terenie może się czuć bezpiecznie. Przedstawione wyżej okoliczności wskazują na to, iż strona ukraińska nie dotrzymała przyjętego zobowiązania.

Mord w Mucznem; 16 sierpnia

16 sierpnia w Mucznym zostało wymordowanych 74 Polaków. Byli to uciekinierzy przed falą represji i przed frontem.

W postępowaniach dotyczących ataków UPA na Rudkę i Baligród jedynymi źródłami dowodowymi pozostają zeznania świadków, gdyż w tamtym okresie czasu na tamtym terenie nie działały żadne ośrodki władzy. Okupujący je Niemcy nie podejmowali żadnych czynności w związku z opisanymi napadami.

_________________
"W czas wojny potrzebujemy kogoś nowego, komu możemy zaufać, kto poprowadzi ludzi jak jakiś święty. "
— Tupac Amaru Shakur

Sro 19 Wrz, 2007 16:29

Powrót do góry
DOMARASC
Porucznik marynarki

Porucznik marynarki




Posty: 592
Skąd: Sztutowo
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi Odpowiedz z cytatem

żukow. nie zapomniałeś o czymś? nie napisałeś, że tekst w Twoim poście pochodzi z tej stronki:
http://www.twojebieszczady.pl/upa/upa6.php

Sro 19 Wrz, 2007 21:53

Powrót do góry
żukow
Major

Major




Posty: 1884
Pochwał: 4
Skąd: Bidziny
Archiwum: Prokuratury we Wrocławiu
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi Odpowiedz z cytatem

No właśnie. Ale skleroza nie boli Laughing
_________________
"W czas wojny potrzebujemy kogoś nowego, komu możemy zaufać, kto poprowadzi ludzi jak jakiś święty. "
— Tupac Amaru Shakur

Czw 20 Wrz, 2007 14:09

Powrót do góry
H2HSnake
Podporucznik

Podporucznik





Posty: 367
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi Odpowiedz z cytatem

O to wlasnie chodzi panowie, dziekuje Uśmiech celowo zmienilem tresc tematu z obywateli polskich 2 RP na obywateli 2 RP gdyz jak wiadomo tak samo tlumnie byli mordowani przez UPA Ukraincy, Zydzi i inne narodowosci.

P.S.temat ktory staram sie prowadzic jest "jednostronny" poniewaz dotyczy on zbrodni popelnionych przez organizacje faszystowskie OUN/UPA na obywatelach 2 RP. Nie widze zatem powodow zeby w tym temacie bronic ich zbrodniczej ideologii czy poczynan w jakikolwiek sposob tak samo jak nie smial bym bronic racji czy poczynan nazistow jezeli chodzi o Holocaust.Zbrodnia zostanie potepiona wlacznie z jej wybielaczami. W bledzie jest ten kto rozpatruje lodobojstwo na kresach jako konflikt polsko-ukrainski.Podpina sie w ten sposob caly narod ukrainski pod zorganizowana akcje ludobojstwa przeprowadzona przez odlam Nacjonalistow Ukrainskich.W calej Ukrainie OUN/UPA wiecej mialo przeciwnikow niz zwolennikow. Zreszta co tu gadac. Zapraszam do zglaszania kolejnych swiadectw i dyskusji.

_________________
"Kto te struktury(OUN-UPA) broni, usprawiedliwia, usiłuje je zrównać z bezbronną ludnością, albo nawet z AK - ten nie zasługuje na szacunek ani jako człowiek, ani jako człowiek nauki."-Wiktor Poliszczuk

Sob 22 Wrz, 2007 19:05

Powrót do góry
mufcc
Plutonowy

Plutonowy




Posty: 60
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi Odpowiedz z cytatem

Może to? Zwłaszcza listy może się komuś przydadzą
www.stankiewicz.e.pl/ludobojstwo/polemika.html

Sob 22 Wrz, 2007 21:42

Powrót do góry
H2HSnake
Podporucznik

Podporucznik





Posty: 367
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi Odpowiedz z cytatem

Oto list od pani Ewy Siemaszko (zainteresowanym tematem nie musze tlumaczyc kto to) ktory zostal do mnie forwardowany od kolegi.

Troche nieaktualny, ale widac na czym polega dzialanie pana Grzegorza Motyki i o dziwo pana Rafala Wnuka
"Witam!
W poniedziałek 24 września film Grzegorza Motyki i Rafała Wnuka "Wołyń w
pożodze" w TV Polonia, godz. 18.10, w cyklicznym programie "Z archiwów
IPN".
Obaj Panowie czynili wielkie starania, aby zrehabilitować UPA i nie
dopuścić do pełnej prawdy o Wołyniu. M.in. na konferencji w Lublinie w
2001 lub 2002 r. usunęli z tytułu mego referatu termin ludobójstwo i nie
zgodzili się na zamieszczenie przy moim referacie mapek lipcowych
napadów w pokonferencyjnej publikacji.
Pozdrawiam serdecznie
Ewa Siemaszko"
i kto takich do IPN wpuscil sie zastanawiam.

_________________
"Kto te struktury(OUN-UPA) broni, usprawiedliwia, usiłuje je zrównać z bezbronną ludnością, albo nawet z AK - ten nie zasługuje na szacunek ani jako człowiek, ani jako człowiek nauki."-Wiktor Poliszczuk

Pon 24 Wrz, 2007 21:21

Powrót do góry
wiekto@gmail.com
Starszy szeregowiec

Starszy szeregowiec




Posty: 39
Skąd: Kraków
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi Odpowiedz z cytatem

Sprawiedliwi z Wołynia

Szanowni Państwo!
Pragnę Państwa poinformować, że 8 września Światowy Kongres Kresowian w Bytomiu podjął decyzję o przystąpieniu do realizacji projektu znanego pod roboczą nazwą Sprawiedliwi z Wołynia. Oznacza to, że organizacje kresowian udzielą pomocy, ale fizycznie, organicznie ktoś to musi zrobić. Zadania tego podjął się Stanisław Srokowski, pisarz a ja zobowiązałem się pomagać wszystkimi siłami. Podstawową bolączką naszych kresowych spraw jest całkowite przemilczanie przez media. Dlatego zwracam sie z prośbą o rozpowszechnienie w internecie tej informacji. Aby wszyscy, którzy ewentualnie byliby zainteresowani tą akcją mogli sie o niej dowiedzieć i ewentualnie udzielili jej poparcia. Pan Szczepan Siekierka, prezes SUOZUN w Wrocławiu jest bardzo zainteresowany powodzeniem tej akcji, sympatyzują z nami Pani Ewa Siemaszko, pani Lucyna Kulińska, pan Wiktor Poliszczuk i wielu innych. Proszę także o przesyłanie na adres internetowy Pana Stanisława Srokowskiego wszelkich pomysłów, wniosków i przemyśleń odnośnie praktycznej strony realizacji projektu. Statut jest w trakcie tworzenia. Poniżej tekst listu od Pana Srokowskiego, w którym w ogólnym zarysie kreśli On wizję projektu. Będą potrzebni sponsorzy - konieczne jest dotarcie do Nich z informacją.
Pozdrawiam
Wiesław Tokarczuk
ul. Mogilska 121/86
31 - 571 Kraków

Tak, to prawda, idea uhonorowania dzielnych i prawych Ukraińców chodzi za mną od dawna, wszak sam zostałem ocalony dzięki bohaterskiej postawie naszej sąsiadki. Byłem kilka lat temu nad jej grobem, bo już nie żyje, zapaliłem świeczkę, złożyłem kwiaty i pomodliłem się za jej duszę. I wiem, że to wszystko za mało. Ale uważam, że z tego nie wolno robić jednorazowej, okazjonalnej i prowincjonalnej uroczystości. To musi się odbyć w atmosferze wielkiej powagi i z pewną perspektywą dla całej sprawy. Czyli najpierw należy zebrać grupę inicjatorów, powołać właściwą do działań grupę, wypracować statut i powołać Kapitułę Pamięci, czy coś w tym rodzaju. I naturalnie zdobyć dla tej idei środki z Unii Europejskiej, zapewnić jej sprawną logistykę, zastanowić się nad znakami i symbolami uroczystości, zjednać sobie życzliwego artystę, który by przygotował np. Statuetkę Odwagi i Pamięci, Tablicę Pamiątkową, nadać uroczystości ogólnopolski, a może i międzynarodowy charakter. Tak to widzę. Jeśli uzna Pan za słuszne przekazanie mojego widzenia rzeczy innym zainteresowanym, proszę to czynić.

Serdecznie pozdrawiam
Stanisław Srokowski
Stanisław Srokowski <srokowski@free.art.pl>
Światowy Kongres Kresowian

ul. Moniuszki 13
41-902 Bytom
Polska

Telefon i fax: +48 32 281-51-51

Adres e-mail: lwow1@o2.pl
http://www.kresowianie.avx.pl/kontakt.php

Czw 27 Wrz, 2007 11:52

Powrót do góry
wiekto@gmail.com
Starszy szeregowiec

Starszy szeregowiec




Posty: 39
Skąd: Kraków
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi Odpowiedz z cytatem

Wybory a pamięć o ludobujstwie na Wołyniu

APEL DO KRESOWIAN, W POLSCE I NA ŚWIECIE


Drogie Kresowianki

Drodzy Kresowianie

Drodzy Potomkowie Kresowian


W Polsce toczy się bój o prawdę. Od wielu lat nasz kresowy dramat nie może się doczekać należnego miejsca w pamięci narodowej. Akty ludobójstwa dokonane przez ukraińskich nacjonalistów z UPA na Polakach w latach 1939-1945, w rezultacie których zostały wymordowane setki tysięcy polskich obywateli, w tym dzieci, kobiety i starcy, wciąż są wypychane ze świadomości zbiorowej. A głosy umierających w strasznych mękach naszych matek, ojców, braci i sióstr są zagłuszane półprawdami, albo kłamstwami.

Dotychczas polski Parlament nie potępił zbrodni ukraińskich nacjonalistów, choć Senat potępił tzw. akcję Wisła. Czas najwyższy, byśmy się upomnieli o prawdę w naszym Parlamencie. Chcemy wiedzieć, czy najwyższa władza ustawodawcza zdobędzie się na akt dziejowej sprawiedliwości i potępi te zbrodnie. Chcemy wiedzieć, czy władze polskie nadal będą pozwalały, by symbole zbrodni, pomniki Bandery i innych morderców, były stawiane na polskiej ziemi. Chcemy wiedzieć, czy władze polskie staną po stronie własnego narodu, chroniąc jego pamięć.

Odbędą się wybory. Trwają spotkania z kandydatami na posłów i senatorów. Wielu z nich niebawem zasiądzie w Parlamencie. Wielu wejdzie do rządu. Mamy prawo wiedzieć, jak patrzą na naszą historię. Jak widzą nasze dzieje. Czy wiedzą i rozumieją, co się na Kresach stało. Czy pamiętają o swoim dziedzictwie. Od nich bowiem będzie w dużej mierze zależało, jaki ukształtuje się w Polsce stosunek do prawdy historycznej.

Dlatego ważne dla każdego z nas, by w Parlamencie znaleźli się ludzie uczciwi, mądrzy i sprawiedliwi. By umieli rządzić. I służyć Polsce i prawdzie.

Jest nas, Kresowian i naszych potomków, w Polsce, kilka milionów. W dużej mierze od naszych głosów będzie zależało, kto wejdzie do Parlamentu, a kto nie.

DLATEGO APELUJę.

Po pierwsze: idźmy na wybory i wybierajmy tylko tych, którzy służą prawdzie.

Po drugie, chodźmy na spotkania z kandydatami na posłów i senatorów, i zadawajmy im następujące pytania:

1.

Jaki ma pan stosunek do pamięci narodowej, a szczególnie do ludobójstwa na Kresach?
2.

Czy wystąpi Pan w Parlamencie z inicjatywą o potępienie zbrodni ukraińskich nacjonalistów? I czy poprze pan taką inicjatywę, gdy ktoś inny z nią wystąpi?


Od odpowiedzi na te pytania uzależniajmy nasze poparcie dla kandydatów.

Pamiętajmy, że to od nas też zależy, jak Parlament i inne polskie władze będą traktować prawdę o naszej historii.

ID?MY NA WYBORY I WYBIERAJMY tylko TYCH, KTÓRZY SŁUŻ? PRAWDZIE i POLSCE, i S? GODNI NAS REPREZENTOWAć.


Z ukłonami i serdecznymi pozdrowieniami

STANISŁAW SROKOWSKI

www.srokowski@free.art.pl

http://free.art.pl/srokowski

Czw 27 Wrz, 2007 12:14

Powrót do góry
de Villars
Moderator
Generał dywizji

Generał dywizji





Posty: 8028
Pochwał: 6
Skąd: Kraków
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Dotychczas polski Parlament nie potępił zbrodni ukraińskich nacjonalistów, choć Senat potępił tzw. akcję Wisła.

Bo niechęć do wszystkiego co po 1945 r. przesłoniła niektórym narodowy interes...

_________________
Dmą w rogi zaklęte
Dudni ziemia, kurz staje
Jako burze w szale
Idą, idą Wandale!
Szaleją topory
Dzicy jako zwierzory
Szpony bogów w szale
Idą, idą Wandale!

Czw 27 Wrz, 2007 13:23

Powrót do góry
seth
Użytkownik zbanowany

Użytkownik zbanowany




Posty: 7615
Pochwał: 35
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi Odpowiedz z cytatem

wiekto coś tam
Cytat:
W Polsce toczy się bój o prawdę.


Obiektywizm nie wystarczy ??? Bo jak znam życie tyle prawd ile stron.

Czw 27 Wrz, 2007 18:16

Powrót do góry
de Villars
Moderator
Generał dywizji

Generał dywizji





Posty: 8028
Pochwał: 6
Skąd: Kraków
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Bo jak znam życie tyle prawd ile stron.

No i z tych prawd nasza jest mi bliższa, czytaj: prawdziwsza Twisted Evil

_________________
Dmą w rogi zaklęte
Dudni ziemia, kurz staje
Jako burze w szale
Idą, idą Wandale!
Szaleją topory
Dzicy jako zwierzory
Szpony bogów w szale
Idą, idą Wandale!

Czw 27 Wrz, 2007 20:06

Powrót do góry
wiekto@gmail.com
Starszy szeregowiec

Starszy szeregowiec




Posty: 39
Skąd: Kraków
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi Odpowiedz z cytatem

Sprawiedliwi wśród Narodów Świata na Wołyniu

Tylko tyle na ten temat ? To chyba z powodu zaskoczenia. No bo jak tu skrytykować chęć uhonorowania postaw szlachetnych Ukraińców ratujących życie Polaków w czasie rzezi. No nie wypada, przecież Żydzi odznaczają Medalem Sprawiedliwych. Więc co zrobić ? Przemilczeć i wzruszyć ramionami.
Czy ktoś słyszał o książce Romualda Niedzielko "Kresowa Księga Sprawiedliwych" ? A o inicjatywie arcybiskupa Życińskiego pod nazwą "Pamięć Sprawiedliwych" ? A o Tablicy wmurowanej na pomniku ofiar zbrodni ukraińskich nacjonalistów w Wrocławiu poświęconej Ukraińcom udzielającym schronienia Polakom ?
Jeśli o tym nie wiecie, to zadajcie sobie pytanie, dlaczego ?
Crying or Very sad

Pią 28 Wrz, 2007 21:09

Powrót do góry
wiekto@gmail.com
Starszy szeregowiec

Starszy szeregowiec




Posty: 39
Skąd: Kraków
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi Odpowiedz z cytatem

Sąsiedzi z Marcelówki

Do napisania wspomnień z okresu mojego życia na Wołyniu skłoniła mnie postawa niektórych Ukraińców mieszkających w Polsce. Mianowicie twierdzą oni, że rzeź Polaków na Wołyniu stanowiła skutek wielowiekowego ucisku narodu ukraińskiego przez Polaków, którzy zabierali Ukraińcom bogactwa, sami żyli w dostatku a Ukraińcy z tego powodu cierpieli zawinioną przez „Lachów" nędzę.

Spontaniczny wybuch gniewu gnębionego ludu przeciw uciskającej go „szlachcie polskiej" byłby zatem całkowicie usprawiedliwiony. Są już znane argumenty przeczące kłamstwom, że był to odwet za prześladowania Ukraińców na ziemiach chełmskich. Była to akcja organizowana przez UPA, zarządzona przez OUN, a nie powstanie ludowe.

Jak wyglądało rzekome „bogactwo" pochodzące z wyzysku? O tym chcę opowiedzieć.

Urodziłam się 08.01.1928 we wsi Marcelówka, gmina Werba, powiat Włodzimierz Wołyński, jako 11 dziecko sołtysa wsi Marcelówka Piotra Zaremby. Nasza rodzina mieszkała tu „z dziada-pradziada", nie wiem, kiedy tu przybyli nasi przodkowie.

Czworo mojego Rodzeństwa zmarło jako dzieci, prawdopodobnie z powodu chorób (Józia, Józef, Kazimierz i Maria). Siostra Kazimiera zmarła przed rzeziami, już po wejściu Niemców, jako Gaczyńska po mężu, osierocając troje dzieci. Przeżyła uderzenie pioruna w dach domu, w którym się znajdowała i aż do śmierci uważaliśmy Ją za chorą na umyśle, ponieważ prosiła nas, abyśmy uratowali Jej dzieci przed mordowaniem siekierami. Niestety, to była przepowiednia, która sprawdziła się w 1943 roku – Jej dzieci zginęły od siekier bandytów ukraińskich we wsi Mohylno. Mój ojciec zmarł tuż przed wojną, w 1939 r. Siostra Franciszka mieszkała we wsi Antonówka Borek, z dwójką dzieci, nosiła nazwisko Surma

W Marcelówce pozostała moja Matka – Rozalia, bracia: Władysław, Stanisław, Jan, siostra Albina i ja, Stanisława. Ponadto mieszkała z nami Hela, żona Jana.

Marcelówka składała się z trzech części, tą, w której my mieszkaliśmy, nazywano „Spalona" na pamiątkę pożarów w czasie pierwszej wojny światowej.

Naszymi sąsiadami byli: po drugiej stronie drogi – ukraińska rodzina Giergielów, dwa gospodarstwa, na których gospodarowało dwóch braci Giergielów, jeden z nich miał na imię Tolko a jego żona - Ziuńka. Z córek drugiego pamiętam Nastkę, blondynkę, i brunetkę Wierę. Ich matka nazywała się Aleksandra Giergiel. Wiera chodziła ze mną do szkoły. Przezywała polskie dzieci „Lachy". Obok nas mieszkała ukraińska rodzina Hryszczuków (matka Małanka, córka Nina, syn Józef, imienia drugiego syna nie pamiętam), a za nimi polska rodzina Mizerskich. Na gospodarstwie został Adolf Mizerski. Jego brat był żołnierzem zawodowym (oficerem) Wojska Polskiego i ukrywał się z tego powodu. Kiedyś przypadkiem zauważyłam, jak się chował – powiedziałam o tym w domu i zostałam bardzo surowo pouczona, żebym nikomu o tym nie mówiła. Rodzina oficera została przez Sowietów wywieziona w głąb Rosji, gdzie matka zmarła, a dwóm córkom, Albince i Stasi, udało się wrócić po wojnie do Polski. Los oficera nie jest mi znany.

W Marcelówce nie było kościoła ani cerkwi, na nabożeństwa chodziliśmy pieszo do Włodzimierza Wołyńskiego. Buty nieśliśmy w rękach, ubieraliśmy je dopiero tuż przed miastem, myjąc przy tym nogi w stałym miejscu – dużej kałuży czystej wody.

Mój ojciec Piotr ufundował w Marcelówce kapliczkę Matki Boskiej, przed którą odbywały się „majówki". Połowa naszego domu została przez ojca oddana na szkołę, dopiero później została wybudowana szkoła. Uczyliśmy się razem z dziećmi ukraińskimi a także niemieckimi, bo w Marcelówce było kilka rodzin niemieckich. Niemcy wyjechali w 1940 roku, po wejściu Sowietów. Pamiętam, że dzieci ukraińskie miały dodatkowe lekcje, na które nie chodzili Niemcy i Polacy, lekcje języka ukraińskiego.

Ukończyłam tylko trzy klasy szkoły powszechnej. We wrześniu 1939 miałam pójść do klasy czwartej, ale poszłam znowu do trzeciej i uczyłam się w języku rosyjskim. Potem, już za Niemców, do szkoły nie chodziłam, bo nie było nas na to stać. Moi starsi bracia również ukończyli edukację na czwartej klasie. Natomiast moja koleżanka Luba Bołwach – Ukrainka – kontynuowała naukę we Włodzimierzu Wołyńskim. Z czasów dzieciństwa zapamiętałam, że jajka nie były przeznaczone do jedzenia, lecz na sprzedaż, aby mieć pieniądze na sól, zapałki, naftę, odzież i buty. Tylko w okresie świąt używaliśmy jajek na własne potrzeby, do wypieku ciast. Aby dostać od ojca pieniądze na zeszyt, musiałam bardzo długo prosić. Gdy jedliśmy ziemniaki ze wspólnej miski, czasami dochodziło do „bitwy" na łyżki o skwarki. Nie uważaliśmy się za szlachtę, o tym nigdy nie było mowy.

W spadku po śmierci ojca matce przypadły 4 morgi, a każdemu z rodzeństwa (bez Franciszki) 3 morgi ziemi. Stąd wiem, że nasze gospodarstwo obejmowało 19 morgów ziemi. W tym był kawałek lasu, sad i pasieka. Buty były cenną rzeczą – nosiło się, jakie były, znoszone przez starsze rodzeństwo. Stąd mam zniekształcone palce, pamiątka po zbyt ciasnych butach.

Jedynym przypadkiem negatywnego odnoszenia się Ukraińców w stosunku do Polaków było „przezywanie" - „wy Lachy". Nauczycielki – najpierw pani Ozierowa, potem Antonina Skalska – wytłumaczyły nam, skąd pochodzi nazwa i dzięki temu dzieci polskie nie czuły się obrażane. Nie pamiętam, żeby dzieci polskie przezywały dzieci ukraińskie.

Przykładem na poprawność wzajemnych stosunków było wspólne kolędowanie w czasie świąt, w święta prawosławne dzieci polskie wolały brać ciasto, a ukraińskie – pieniądze, a w święta katolickie odwrotnie. Umiałam śpiewać kolędy ukraińskie, a dzieci ukraińskie – polskie. Cała nasza rodzina po zakończeniu żniw – co ze względu na ilość osób w rodzinie oraz niewielką ilość pola następowało szybciej niż u sąsiadów – ruszała na pomoc sąsiadom, Ukraińcom. Pewnego razu brat Stanisław ukradł z pola sąsiadom Giergielom słonecznik. Ja zostałam wysłana przez rodzeństwo aby panią Aleksandrę Giergielową przeprosić, całowałam Ją w rękę. Te przeprosiny nie pomogły, bo sąsiadka przyszła na skargę do rodziców i lanie dostały także te dzieci, które słonecznik jadły.

Stosunki z Niemcami także były dobre. Zapamiętałam z opowiadania brata, że kawalerka polska chodziła do niemieckiej panny, a to z powodu śmiechu, jaki wzbudził u Polaków niemiecki obyczaj nie krępowania się przy oddawaniu gazów w towarzystwie. Ojciec panny – Niemiec – był oburzony wybuchem śmiechu, mówił „Dlaczego się śmiejecie, że mojej córce się zdrowi". Gdy przez Włodzimierz przeciągały oddziały niemieckie w 1941 roku, Polak, Surma z Borku, został zauważony przez dawnego mieszkańca Marcelówki, sąsiada córki Surmy, w tym momencie żołnierza w niemieckim mundurze. Nastąpiło serdeczne powitanie, połączone z wypytywaniem o rodzinę i sąsiadów, pozdrowieniami. Trudno to sobie wyobrazić – oto żołnierz niemiecki wychodzi z kolumny i pada w objęcia znajomego Polaka.

Między Polakami i Ukraińcami zawiązywały się przyjaźnie. Mój brat Jan był zakochany z wzajemnością w Ukraince, służącej u Kotwicy, męża siostry Adolfa Mizerskiego (Kotwicowie mieli dwie córki, jedna z nich miała na imię Elżbieta). Jan chciał się ożenić i Jego wybranka nie miała nic przeciwko temu. Prawdopodobnie mój ojciec nie dopuścił do tego związku, a konkretnie jako sołtys zatrzymywał listy pisane do ukochanej przez Jana z wojska i w ten sposób doprowadził do rozbicia pary. Wydaje mi się, że Jan na łożu śmierci żałował i wspominał tą dziewczynę, która ostatecznie wyszła za Ukraińca.

Drugi brat Tolka Giergiela, najprzystojniejszy z rodziny, Andronik, też mieszkał w Marcelówce i był żonaty z Polką. Był bardzo zaprzyjaźniony z moją siostrą Franią. Po wojnie pisali listy do Frani, w listach powtarzała się prośba o opłatek. Jego fotografię mam do dzisiaj.

Przyjaźń zaś pomiędzy moim bratem Władysławem a Ukraińcem Tolkiem Giergielem zadecydowała o naszym życiu.

Po śmierci Piotra Zaremby sołtysem Marcelówki został mój brat Władysław, ale na krótko, po wejściu Sowietów funkcję tę objęła Ukrainka Hryszczuk.

Moja siostra Frania wraz z rodziną padła ofiarą napadu rabunkowego. Ukraińcy podając się za Sowietów i strasząc wywiezieniem na Sybir ukradli głównie odzież. Rodzina oficera Mizerskiego została wywieziona na Sybir.

W czasie okupacji niemieckiej sołtyska Hryszczukowa wyznaczyła brata Stanisława na roboty do Niemiec, był on tam do końca wojny. W wyniku choroby stracił jedno płuco, ale wojnę przeżył.

W 1943 roku dała się zauważyć radykalna zmiana nastawienia Ukraińców, polegająca na całkowitym zaniechaniu używania języka polskiego w stosunkach z nami, mówili tylko po ukraińsku. W okolicy zdarzały się mordy pojedyńczych osób lub rodzin polskich, ale początkowo nie odbieraliśmy tego jako zagrożenia dla nas wszystkich. Ukraińcy izolowali się od nas, odbywały się zebrania bez obecności Polaków.

Adolf Mizerski po raz pierwszy uniknął śmierci uratowany przez ojca mojej serdecznej koleżanki Olgi Bołwach. Było to w Mohylnie, gdzie (wyznaczony przez sołtyskę) zawiózł Ukraińców z Marcelówki swoim wozem konnym na zebranie w cerkwi. Ukraińcy zostali tam poinformowani o decyzji OUN unicestwienia Polaków, symbolicznie poświęcono narzędzia mordu. Powracający do Marcelówki uczestnicy zebrania chcieli natychmiast zabić swego furmana, ale powstrzymał ich Ukrainiec Bołwach mówiąc, że jeszcze nie teraz, poźniej, dajcie mu teraz spokój. Przyjaciel brata Władysława, Tolko Giergiel, gdy jeszcze razem pili bimber, po pijanemu mówił: ja Ci Władziu, w razie czego, zawsze dam znać. Władysław tego nie zapamiętał, będąc pod wpływem alkoholu, ale ja tak.

Zapamiętałam dość dobrze dzień, w którym mieliśmy umrzeć za to, że byliśmy Polakami. Dzień był słoneczny, piękny, wiał lekki wiatr. Jeszcze przed żniwami, czereśnie były w pełni dojrzałe. Siedziałam na czereśni i zrywałam owoce, chciało mi się śmiać i śpiewać. Śpiewałam. Zapamiętałam, że obok drogą przechodziła Wiera Giergiel, koleżanka ze szkoły. Nie odezwała się do mnie.

Po południu brat Władysław przy pomocy sąsiada Adolfa Mizerskiego podbierali w pasiece miód. Nieoczekiwanie przyszedł sąsiad Tolko Giergiel i stojąc przy płocie przyglądał się Władkowi. Nic nie mówił i kilka razy powoli odchodził, ale moja Mamusia zatrzymywała Go „oj, Tolku, co z nami będzie". W ten sposób skutecznie nie pozwoliła Mu odejść.

Wreszcie podjął decyzję, zawołał Władka do płotu i na osobności poinformował Go, że tej nocy przyjadą mordercy i musi uciekać. Zastrzegł, że tej informacji nie należy udzielać rodzinie Mizerskich. Tolko chciał nas uratować ze względu na Władka. Oczywiście Mizerscy także zostali przez nas ostrzeżeni.

Tuż przed zachodem słońca pospiesznie spakowaliśmy się, rzucając na wóz głównie pościel i żywność. W ciemnościach, przez pola, bezdrożami uciekaliśmy do Włodzimierza Wołyńskiego. Ja pełniłam funkcję furmana, brat Jan, bratowa Hela i siostra Albinka prowadzili 3 krowy, bo tyle mieliśmy. Mamusia i brat Władysław w tym czasie kończyli zakopywać podebrany miód w sadzie. Byli świadkami przyjazdu furmanek pełnych nieznanych nam morderców-Ukraińców, prawdopodobnie z Mohylna. Ukryci w zbożu nieopodal domu słyszeli słowa zawiedzionych rezunów po przeszukaniu zabudowań: „ne ma wże ich, wtekły". Uciekając Mamusia i brat Władek nie zapamiętali miejsca ukrycia miodu – nigdy nie został odnaleziony.

Natychmiast po zapadnięciu zmroku wokoło pojawiły się łuny pożarów. Zanim dojechaliśmy do drogi, wóz się wywrócił, ale zabroniono mi płakać i nie czyniąc hałasu pozbieraliśmy nasz dobytek. Udało nam się dotrzeć do przedmieść Włodzimierza. Schroniliśmy się w gospodarstwie Szczęchów, u brata Mamusi, w tzw. Cegielni. To było na przełomie czerwca i lipca 1943 roku.

Pojawił się problem braku żywności. Mamusia ryzykując życie chodziła do Marcelówki i przynosiła nam żywność z naszego gospodarstwa.

Pewnego razu napotkała na dordze mieszkańca Marcelówki, Ukraińca o nazwisku Moniak. Nie pamiętam Jego imienia, ale pamiętam, że przed wojną zwracał się do moich rodziców „wujku", „ciociu". Moniak przyłożył broń do głowy Mamusi i krzyczał, że ją zabije. Ja tebe ubyju! Ostatecznie tego nie zrobił ale Mamusia po powrocie do Włodzimierza chorowała przez kilka dni. Powtórzyła nam, że zdaniem Moniaka nie ma dla nas ratunku i choćbyśmy uciekli do Krakowa, to nas znajdą i zabiją. („Ne ma dla was riatunku, chocz do Krakowa wtikajte wseodno was znajdut") Prawdopodobnie niektórzy Ukraińcy uwierzyli, że po likwidacji Żydów nadeszła kolej na eksterminację Polaków.

Głód zmusił Mamusię od podjęcia na nowo wypraw po żywność z pól naszego gospodarstwa w Marcelówce. Teraz jednak podchodziła skrycie, przez pola, unikając całkowicie ludzi.

Jednego dnia w polu, w dużej odległości od zabudowań, spotkała sąsiadkę Ziuńkę Giergiel, żonę Tolka Giergiela. Okazało się, że banderowcy zorganizowali zasadzkę w domu.

Pani Giergiel czekała wiele godzin, przez trzy dni z rzędu, aby ostrzec Mamusię przed schwytaniem. Bandyci spodziewali się, że gdy zatrzymają matkę, to za nią przyjdą dzieci i będą mogli wszystkich zamordować. Mamusia nie poszła tam więcej, a żywność brała z pól obcych, nieznanych sobie ludzi. Łamała w ten sposób przykazanie „nie kradnij", ciążyło Jej to i spowiadała się w kościele. Ja z siostrą Albinką chodziłyśmy do obierania ziemniaków w wojskowej stołówce niemieckiej w zamian za obiad. Mój brat Władysław - o czym wtedy nie wiedziałam – wstąpił do partyzantki AK.

Ta sprawa jest skomplikowana. Mianowicie widziałam mego brata z bronią w grupie kilkunastu innych Polaków pod dowództwem umundurowanego Niemca. Teraz wiem, że Polacy – uciekinierzy z palonych wsi brali broń od Niemców, sądząc, że ci organizują samoobronę. Wg Niemców była to zapewne „Schutzmannschaften", czyli policja pomocnicza. Ten oddziałek, w którym był mój brat nie miał mundurów. Służąc w tej samoobronie brat jednocześnie należał do AK.

Karabin zabierał z sobą, gdy jechaliśmy zbierać żywność z pól położonych przy głównych drogach (to były pola cudze, nie wiemy – Polaków czy Ukraińców; kradliśmy z konieczności).

Dzięki temu karabinowi ocaleliśmy być może kolejny raz. Byliśmy ostrzelani z lasu, ranny został Szczęch, brat mamusi a mój chrzestny. Innym razem konny banderowiec próbował odciąć nam drogę ucieczki, ale brat wystrzelił i banderowiec spadł z konia. My natychmiast ruszyliśmy do panicznej ucieczki. Ciała nie znaleziono, ale doszły wieści, że upowiec został ranny. Ukraińcy i Polacy w mieście okupowanym przez Niemców rozmawiali ze sobą i nie dochodziło w zasadzie do zabójstw. Niemcy mieli wyłączność na posiadanie broni. Aby zdobyć prawo używania broni dla ratowania życia Polacy służyli w Schutzmannschaften.

Mój brat Władysław Zaremba brał udział w zatrzymaniu i likwidacji uzbrojonych banderowców jadących saniami w Cegielni na przedmieściach Włodzimierza. Wśród banderowców był niestety jeden Ukrainiec z Marcelówki. Mówiono, że Ukrainiec ten, ciężko ranny, przeżył.

Potem oddział AK, w którym był mój brat, zaatakował banderowców we wsi Mohylno. Z jego opowieści wynika, że po zdobyciu wsi były zabijane także kobiety-Ukrainki. Był świadkiem uśmiercenia dziewczyny ukraińskiej przez Polaka – została przebita bagnetem, gdy uciekała przez okno z domu. Przeżył to bardzo – on nie potrafił mordować. Dziewczyna była ponoć bardzo piękna, brat doznał szoku, gdy zobaczył jej śmierć, to wyłączyło go z jakiegokolwiek działania. Strzelał z karabinu w czasie zdobywania wsi, ale nie wie, czy kogokolwiek trafił. Ze wsi Mohylno zabrano żywność dla głodujących we Włodzimierzu polskich uciekinierów. Dla nas Mohylno było gniazdem morderców. W tej wsi zginęły dzieci mojej siostry Kazimiery - Dyzio, lat około 10, Boguś, lat około 8, Tereska, lat około 7. Tereskę widziałam ostatni raz w Mohylnie, gdy zawoziłam jakąś przędzę znajomym Ukraińcom. Obierała ziemniaki bardzo cieniutko, mimo to była bardzo ostro i surowo strofowana przez macochę. Nadeszła okrutna śmierć i przestało to być ważne...

Gaczyński, mąż Kazi, przeżył w ukryciu. Był świadkiem, jak banderowiec rozbija główkę jego najmłodszego dziecka (niemowlę płci męskiej, imienia nie pamiętam) o framugę drzwi trzymając je za nogi. Zginęła także jego druga żona, a dwoje starszych dzieci, moich siostrzeńców, zginęło od siekier, tak jak przepowiedziała ich matka.

Ponieważ wciąż brakowało żywności, przenieśliśmy się do Bielina, gdzie była zorganizowana polska samoobrona. Mieszkaliśmy w gospodarstwie jednego z Ukraińców. Przed śmiercią głodową ratowały nas nasze krowy, ich mleko. Gdy Niemcy w Wielką Niedzielę 1944 roku bombardowali Bielin, my schroniliśmy się w lesie, krowy uwiązaliśmy w sadzie. Zabudowania naszego gospodarza – Ukraińca – spłonęły, krowy w sadzie ocalały.

Bardzo straszny okres przeżyliśmy po rozbiciu samoobrony polskiej w Bielinie przez Niemców. Zostaliśmy zmuszeni do ukrywania się po lasach. Ruszyliśmy w drogę w grupie, na którą składały się rodziny Surmów, Zarembów i Mizerskich. Brat Władysław był z nami. Miał broń (karabin), który przejechał z Włodzimierza Wołyńskiego ukryty w furmance Surmy – seniora. Liczył na to, że Niemcy nie będą przeszukiwać wozu starca. W Bielinie ta broń wzmocniła siły polskiej samoobrony. Jechaliśmy więc grupą 5 furmanek kryjąc się po lasach. Chociaż minęła Wielkanoc, jednak wiosna spóźniała się i spaliśmy na śniegu.

W wielkim strachu kryliśmy się jak zwierzyna łowna przed ludźmi mówiącymi po niemiecku i po ukraińsku. Zdecydowanie bardziej paraliżował nas strach przed Ukraińcami. Doskonale wiedzieliśmy, czego możemy oczekiwać ze strony banderowców, którzy wszystkie swoje siły wykorzystywali wtedy na zabijanie polskiej ludności. Aby zwiększyć swoje szanse na przeżycie, nocami przemieszczaliśmy się na wschód, aby jak najszybciej dotrzeć w rejon działania nadchodzących wojsk sowieckich. W dzień kryliśmy się w lesie, truchlejąc na dźwięk mowy ukraińskiej. Szczęście nam dopisało, nie napotkaliśmy rezunów, front przeszedł i odtąd nocowaliśmy już w stodołach u Ukraińców, a w dzień korzystaliśmy z możliwości ugotowania posiłku w ich kuchniach. Pod władzą sowietów cywilna ludność ukraińska już nie brała udziału w obławach na Polaków. Teraz trzeba się było obawiać tylko uzbrojonych morderców z UPA, a ci kryli się w lasach.

Stałym problemem był brak żywności, o którą prosiliśmy wszystkich. Zbieraliśmy poziomki na sprzedaż.Siostra Frania Surma wyprosiła raz mąkę w młynie za darmo. Ratowały nas krowy-żywicielki. Próbowałam handlu – jabłka można było drożej sprzedać przy koszarach Sowietów. Pewnego razu, gdy pchałam taczki z jabłkami, wystraszył mnie sowiecki żołnierz grożąc odprowadzeniem do „komendatury" za „spekulację".

Powoli wędrując wróciliśmy do Włodzimierza. W drodze przeżyliśmy bombardowanie niemieckich samolotów. Akurat gdy przejeżdzaliśmy przez most właśnie zbudowany przez sowieckich saperów, nadleciały samoloty. Pamiętam okrzyki tych chłopców, którzy wkrótce zginęli: skoriej, skoriej! Przejechaliśmy, zaraz potem most został rozbity a my przypadliśmy do ziemi przy drodze. Trzymałam przed sobą jak tarczę obraz Matki Boskiej i głośno modliłam się, podczas gdy obok pociski z karabinów maszynowych samolotów wbijały się w ziemię. Trzeba uznać za cud, że nikt z nas, uciekinierów, nie zginął.

Ostatnim etapem naszej wędrówki (przed wygnaniem) był Włodzimierz Wołyński. Stamtąd po raz ostatni odwiedziłam z innymi członkami rodziny naszą Marcelówkę. Wszystkie domy naszego gospodarstwa i naszych ukraińskich sąsiadów zostały spalone. Tylko jeden dom, matki Mizerskiego, ocalał i tam znaleźli schronienie ci Ukraińcy, którzy nie wyjechali. Hryszczukowie sklecili sobie z resztek desek jakby budę i tak wegetowali. Zapamiętałam, że spotkaliśmy Nastię Giergiel, która choć młodsza ode mnie wyglądała zdrowo i była tłustym dzieckiem, podczas gdy ja byłam chuda jak szkielet, co zostało skomentowane ze zrozumieniem i współczuciem.

Córka sąsiadów Wiera Giergiel w tym czasie roznosiła listy. Spotkałam ją w Włodzimierzu Wołyńskim. Zachowywała się tak, jakby nas nigdy nie znała. Nie odzywała się do nas – koleżanka ze szkoły. Jakie przeciwieństwo do serdeczności okazywanej przez Lubę Bołwach.

Wysiedlenia za Bug doczekaliśmy we Włodzimierzu. Miłym akcentem było spotkanie koleżanki szkolnej z Marcelówki – Luby Bołwach, która i teraz była dla mnie jak zawsze bardzo serdeczna, uściskała i wycałowała. Prawdopodobnie w Jej domu rodzinnym nie udało się mordercom z OUN zasiać zatrutego ziarna nienawiści. Sąsiad Adolf Mizerski także odwiedził naszą Marcelówkę – było to już po wkroczeniu Sowietów i ucieczce Niemców. Nasze zabudowania oraz sąsiadów, także Ukraińców, były spalone. Hryszczukowie sklecili sobie jakieś budki i tak mieszkali.

Mizerski pozwolił sobie na to, by postraszyć Hryszczukową wysiedleniem do Włodzimierza, dopiero później dał się poznać jako były sąsiad. Wg relacji Hryszczuków sprawcami spalenia Marcelówki, w tym naszych zabudowań, byli Polacy, uciekinierzy ze spalonych wsi, którzy schronili się we Włodzimierzu przed śmiercią z rąk banderowców. Po wejściu Sowietów penetrowali okolice miasta w poszukiwaniu żywności i z zemsty palili zabudowania.

Za Bug, do Polski, odjechaliśmy na własnych furmankach. Ja musiałam pojechać do Włodzimierza jeszcze raz. Brat Władysław został zabrany przez Sowietów (zmobilizowany), jako Polak służył w Wojsku Polskim. Brat Jan pojechał w tym czasie w rejon Lublina do rodziny żony Heli. Zatrzymaliśmy się w gospodarstwie Ukraińca we wsi Dziekanów pięć kilometrów od Hrubieszowa.

Zaszła konieczność odwiezienia naszego gospodarza, po którym przejmowaliśmy gospodarstwo, za Bug. Tylko ja, najmłodsza z kobiet, umiałam obchodzić się z końmi, które były wymienione przez Sowietów. W ogóle lubiłam konie, umiałam orać nawet, a konie słuchały mnie bardziej niż mężczyzn, co kilka razy w sposób bardzo widowiskowy okazały. Odwiozłam „naszego" Ukraińca wraz z dobytkiem do Włodzimierza Wołyńskiego. Tam przenocowałam. Ten dobry człowiek dla mojego bezpieczeństwa odprowadził mnie do samej granicy, skąd odszedł pieszo do Włodzimierza. Ja miałam wtedy 17 lat, ale wyglądałam dużo młodziej, jak dziecko. Czekając we Włodzimierzu po raz ostatni widziałam dwie Ukrainki z Marcelówki, ale bałam się do nich podejść a one chyba mnie nie poznały.

Kontakty między sąsiadami z dawnej Marcelówki po wojnie zostały odnowione.

Rodziny Giergielów, Zarembów i Surmów odwiedzały się wiele razy, wymieniały prezenty. Ja otrzymałam zegar ścienny z kukułką i samowar. W zamian kupowaliśmy dla Nich to, co było dostępne w Polsce. Z Ziuńką Giergiel spotkaliśmy się w naszym domu w Dziekanowie.

Stopniowo odeszli z tego świata wszyscy członkowie rodziny Zarembów (oprócz mnie) i Surmów, którzy przeżyli rzeź na Wołyniu. Marian Surma, starszy syn siostry Frani, był ostatnim, z którym utrzymywała kontakt córka Tolka Giergiela, Tamara.

Tamara i Jej mąż Wołodia przyjechali na pogrzeb Mariana Surmy. Kilka lat po wojnie otrzymaliśmy wiadomość o losie członka naszej rodziny Józefa Chmielowca. To był syn siostry mojego ojca. Oboje rodzice Józefa i Olka Chmielowca zmarli przed wojną. Józef Chmielowiec został wywieziony na roboty do Niemiec. Po uwolnieniu chciał wrócić do rodzinnej wsi. Nic nie wiedział o masakrze. Nie zważając na zmiany granic dotarł do spalonej Marcelówki.

Zamieszkał w piwnicy naszego spalonego gospodarstwa. Według skąpej relacji Ukraińców tam zmarł, okoliczności śmierci i pogrzebu są nieznane. Zapewne liczył, że ktoś z rodziny wróci, czekał. Nie doczekał się.

Odczuwam tak wielki żal, gdy o tym myślę. Nie wiem, czy ktokolwiek przed śmiercią uświadomił Go, że Wołyń już nie jest naszą Ojczyzną.

Ja w to uwierzyłam a straszne wspomnienia sprawiły, że nigdy nie chciałam tam pojechać, nawet na Zaduszki! Nie wolno nam jednak zapomnieć o naszych tragicznie zmarłych, chociaż nie znamy miejsc, gdzie spoczywają.

Co do morderców – Bóg ich osądzi.

Modlę się, żeby krwawe czyny banderowców popełnione w tych strasznych czasach nie zatarły w mej pamięci dobra, jakiego zaznaliśmy od wielu prawdziwych ludzi narodowości ukraińskiej.


22.02.2007r. Stanisława Tokarczuk

Dziekanów 121/5/7

22-500 Hrubieszów

Pią 28 Wrz, 2007 21:20

Powrót do góry
wiekto@gmail.com
Starszy szeregowiec

Starszy szeregowiec




Posty: 39
Skąd: Kraków
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi Odpowiedz z cytatem

Tragedia ulicy Lotniczej

Wspomnienia Leokadii Zaręby (z domu Rorat) zamieszkałej w Dziekanowie, gm. Hrubieszów

Urodziłam się 1 czerwca 1927 roku w Mohylnie, gmina Werba, powiat Włodzimierz Wolyński, w rodzinie majstra budowlanego
Marcina Rorata. Moja Mama to Maria Rorat z domu Kruk, pochodziła z Włodzimierza. Miałam troje rodzeństwa - braci
Aleksandra i Pawła oraz siostrę Zofię. Do pierwszej klasy szkoły powszechnej chodziłam w Mohylnie. Mohylno było wielką
wsią zamieszkałą przez mieszaną ludność, w większości ukraińską, żyli tam także Żydzi. Pamiętam, że były tam dwie szkoły,
obydwie w prywatnych domach braci Sawczuków, i duża cerkiew. Naszymi sąsiadami w części wsi zwanej kolonią była rodzina
Panasiewiczów, Ukraińców. Siergiej Panasiewicz był zawziętym nacjonalistą. Jego żona była matką chrzestną mojej Mamy.
Mieli czworo dzieci. Najstarsza córka Hania wyszła za mąż za Kickiego i zamieszkała w Werbie. Średnia Leokadia wyszła
za mąż za Panasiewicza z ul. Lotniczej w Włodzimierzu (nazwisko to samo, ale rodzina inna). Wyrzekła sę swego męża i
dobrowolnie wyjechała na roboty do Niemiec, gdzie zginęła przypadkowo tuż po wojnie w czasie powrotu w strony rodzinne.
Ninka Panasiewicz była moją koleżanką ze szkoły. O najmłodszym synu Sieriożce nie mam żadnych wiadomości.
Sąsiadami naszymi i Panasiewiczów była rodzina Juszczaków:
-wujek Stanisław Juszczak, został zamordowany przez banderowców wcześniej niż reszta, gdyż pozwalał sobie na żarty
z nacjonalistów ukraińskich,
-ciocia Aniela Juszczak, zamordowana przez banderowców w 1943 roku,
-Stefcia Juszczak, córka, lat około 10, zamordowana przez banderowców w 1943 roku,
-Piotr Juszcak, syn, lat około 8, zamordowany przez banderowców w 1943 roku.
Ponadto w Mohylnie mieszkały jeszcze dwie rodziny spokrewnione z nami, Roratami: Mikulyszynowie i Buczkowie.
Mikulyszynowie:
-wujek Andrzej Mikulyszyn, banderowcy zostawili Go w spokoju, może podał się za Ukraińca,
-ciocia Józefa Mikulyszyn, zmarła przed rzeziami,
-syn Stasio Mikulyszyn, zmarł przed rzeziami,
-córka Antosia Mikulyszyn, przeżyła, bo wyjechała na roboty do Niemiec,
-córka Jadzia Mikulyszyn, wyszła za mąż za Śliwińskiego z Marcelówki, uciekli przed rzezią do Włodzimierza,
Andrzej Mikulyszyn powtórnie ożenił się z Ukrainką Pistynką, córka Antosia odwiedzała Go po wojnie, utrzymywała z Nim
kontakty rodzinne i handlowe.
Buczkowie:
-matka seniorka Buczek, imię nie znane, zamordowana przez banderowców w 1943 roku,
-mąż Władysław Buczek, zamordowany przez banderowców w 1943 roku,
-czworo dzieci Buczków, imiona i wiek nie znane, zamordowane przez banderowców w 1943 roku,
-Stanisław Buczek, brat Władysława, schował się w czasie rzezi na strychu, został odnaleziony przez banderowców
i zamordowany w 1943 roku,
-Zofia Buczek, siostra Władysława, uciekła szczęśliwie w czasie rzezi polskiej ludności Mohylna do Włodzimierza.
Pokrewieństwo z Buczkami było dalsze i dlatego nie pamiętam imion dzieci, w szczególności polegało na tym, że moja Babcia,
mama Marii Rorat z domu Kruk była z domu Buczek i pochodziła z Mohylna.
Nic nie zapowiadało strasznych rzezi, które rozpętali banderowcy. Wspolnie z Ukraińcami obchodziliśmy święta religijne,
zapraszano na rodziców chrzestnych bez różnicy wiary i narodowości, częste były małżeństwa mieszane.
Gdy byłam w drugiej klasie szkoły powszechnej w Mohylnie rozpoczęto budowę lotniska. Mój ojciec został wywłaszczony
z swego gospodarstwa. Za otrzymane odszkodowanie kupił gospodarstwo na ul. Lotniczej w Włodzimierzu.
Marcin Rorat, mój ojciec, był powszechnie szanowany za swoją fachowość i uczciwość, zręcznie i szybko budował budynki
drewniane, mieszkalne i gospodarcze. On również odnosił się z szacunkiem do każdego, był więc także lubiany.
W okresie przed rzeziami stawiał budynki dwóm bracim Todorkom (Ukraińcom) z Mohylna. Ja w tym okresie często
chodziłam przez Marcelówkę do Mohylna, aby odwiedzić ojca przy pracy a także rodziny Mikulyszynów i Juszczaków.
Todorkowie przyjmowali mnie bardzo serdecznie, gościnnie częstowali pierogami i innymi przysmakami, można powiedzieć,
że wtedy się zaprzyjaźniliśmy lub może raczej Oni mnie polubili.
Niektórzy mieszkańcy Mohylna odwiedzali nas na ul. Lotniczej, gdy mieli sprawę w mieście. Szczególnie często zachodziła
do nas kuma, dawna sąsiadka, żona nacjonalisty Siergieja Panasiewicza oraz Awderko, ubogi Ukrainiec, który utrzymywał się
grą na skrzypcach i prośbą o chleb. Od mojej mamy zawsze spodziewał się coś dostać i nigdy się nie zawiódł.
W 1942 roku na terenie wsi Mohylno i wsi okolicznych faktyczną władzę sprawowali banderowcy. Ich polecenia za
pośrednictwem sołtysów wykonywali także Polacy. Np. brat mojego przyszłego męża Stanisława Zaręby, Jan Zaręba
z Marcelówki, czekał kiedyś z wieloma innymi woźnicami na zatrzymanie przez UPA niemieckiego pociągu. UPA planowała
pociąg zatrzymać i rozładować broń, do jej przetransportowania potrzebowali wozów. Akcja ta się nie powiodła, furmanki
odjechały do domów bez żadnego ładunku. A może to było tylko sprawdzenie przez UPA lojalności Polaków.
W 1942 roku banderowcy rozpoczęli mordowanie pojedyńczych Polaków lub rodzin polskich, wytypowanych jako wrogów
mogących zorganizować opór przeciwko UPA. W ten sposób zginął wujek Stanisław Juszczak z Mohylna. Nie zdawaliśmy
sobie sprawy, że to wstęp do akcji ludobójstwa, usiłowaliśmy znaleźć jakieś wytłumaczenie tych zbrodni, na przykład,
że to bandyckie napady rabunkowe.
Te wątpliwości skończyły się w połowie 1943 roku. Tuż przed żniwami 1943 roku zapłonęły okoliczne wsie i napłynęły do
Włodzimierza rzesze polskich uciekinierów.
Byliśmy też bezsilnymi świadkami wymordowania Żydów. Przyszły do nas do Włodzimierza (ponieważ nas znały) dwie siostry
Żydowki z Mohylna. Prosiły o schronienie i ratunek. Dotychczas ukrywały się wśród Polaków w Mohylnie, uciekły podczas rzezi.
Zrobiliśmy im kryjówkę na strychu, moja Mama zanosiła im codziennie jedzenie i wynosiła nieczystości w wiadrze.
Ukrywanie Żydów groziło nam wielkim niebezbieczeństwem, ponieważ wokoło kręcili się Niemcy i Ukraińcy, spośród których
nacjonaliści z zapałem współpracowali z Niemcami w eksterminacji Żydów. Gdy w Bielinie realną władzę objęła polska
samoobrona, uciekinierzy zaczęli wyjeżdżać z miasta do Bielina, gdyż tam mieli większe możliwości wykarmienia siebie i zwierząt
- koni i krów. Ponadto mieli szansę uratowania swoich stad przed zrabowaniem przez Niemców. Wtedy "nasze" Żydówki
bezpiecznie ukryte wśród uciekinierów przejechały wraz z nimi do Bielina. Jedna z sióstr zmarła tam z powodu choroby,
druga przeżyła i po przejściu frontu przyszła nam podziękować za uratowanie życia. Wreszcie razem z Polakami "repatriowała się"
do Polski. Widziałam Ją po wojnie w Hrubieszowie. Miała na imię Ruchla (Rachela ?).
Chłopiec żydowski nieznany mi z imienia i nazwiska zrobił sobie kryjówkę na drzewie przy pastwiskach, gdzie wraz z innymi
dziećmi chodziłam paść krowy. Były tam dzieci polskie i ukraińskie. Żydowski chłopiec podchodził do nas, rozmawiał i często
otrzymywał trochę żywności. Dzieci zapewne mówiły o tym swoim rodzicom. Ktoś z rodziców musiał być nacjonalistą i donieść
Niemcom, ponieważ pewnego dnia przyszli Niemcy, udali się prosto do kryjówki chłopca, byli dokładnie poinformowani.
Chłopiec zginął, zamordowali Go.
Na przełomie czerwca i lipca 1943 roku nadciągnęli w dużej liczbie uciekinierzy z okolicznych wsi. Przynieśli straszliwe wieści
o okrutnym mordowaniu całych polskich rodzin, od niemowlęcia do starca. Przywożono makabrycznie okaleczone zwłoki ofiar,
które pośpiesznie grzebano.
Nie miały chrześcijańskiego pogrzebu ciała Polaków zamordowanych w Mohylnie. Przybyła stamtąd cudem ocalona Zofia Buczek.
Po otrząśnięciu się z szoku wywołanego mordem namówiła i przekupiła dwóch Niemców i w ich towarzystwie furmanką pojechała do Mohylna.
W obecności Niemców banderowcy jeszcze nie mordowali.
Zofia Buczek zabrała z rodzinnego domu rzeczy, które jeszcze ocalały z rabunku po rzezi, a które pozwoliłyby Jej przetrwać na wygnaniu.
Sąsiadka - Ukrainka opowiedziała Jej, jak zginęła cała rodzina Buczków. Musieli sobie sami wykopać grób tuż przed progiem swego domu
i tam po okrutnym zamordowaniu zostali pogrzebani. Sąsiadka z własnej woli pokazała w swojej oborze krowy należące do Buczków,
które banderowcy jej kazali przyjąć. "Zosiu, ja nie chciałam brać tych krów, ale kazali" mówiła z płaczem.
W asyście Niemców Zosia odzyskała część ruchomego mienia i bezbiecznie wróciła do Włodzimierza.
W rzezi w Mohylnie została zamordowana moja ciocia Aniela Juszczak i Jej dzieci, Stefcia i Piotr. Przypadek sprawił, że po
zajęciu miasta przez Sowietów spotkałam Ninkę Panasiewicz w Włodzimierzu ubraną w palto zamordowanej cioci Anieli.
Ja wracałam ze szkoły a ona szła do miasta. Na mój widok przeszła na drugą stronę ulicy. Może wstydziła się tak niegodnie
zdobytego ubrania. Była moją szkolną koleżanką w Mohylnie i sąsiadką.
Późną wiosną 1944 roku banderowcy "oczyścili" z bezbronnej ludności polskiej prawie cały powiat. Uciekinierzy utworzyli dwa skupiska,
gdzie czuły sie w miarę bezpiecznie - w Bielinie, pod opieką polskiej samoobrony, oraz w Włodzimierzu, w zasięgu niemieckich
władz okupacyjnych. UPA chciało dokończyć swego krwawego dzieła. Potrzebowali nowych ofiar. Przekupili dostawą wędlin,
bimbru i pieniędzy Niemców, którzy w umówionym dniu w określonej porze oddali im we władanie całą ulicę Lotniczą.
W jakiś sposób mój ojciec Marcin Rorat dowiedział się, że coś niedobrego wisi w powietrzu. Może zaobserwował odejście
posterunków niemieckich i skojarzył to z wizytą banderowców z żywnością u Niemców. A może ostrzegł Go ktoś z przyjaźnie
nastawionych Ukraińców. Nie wiem. W podobny sposób o zamiarach upowców dowiedziały się także inne rodziny, na przykład
Bydłowskich, Wróblów - one uratowały sie. W każdym razie pewnego dnia ojciec w pośpiechu zaprzągł konie i zarządził
szybki odjazd do mieszkania rodziny Kruków w pobliże koszar niemieckich. Było mi bardzo żal garnków w kuchni, one były
moim największym skarbem. Wbrew naglącym okrzykom odjeżdżających wozem członków mojej rodziny pobiegłam do kuchni
i zaczęłam znosić garnki do piwnicy, aby je tam ukryć i uratować przed rabunkiem. Obiecałam zaraz potem dołączyć do nich
piechotą - około półtora kilometra. Niestety, nadjechali na saniach upowcy. Do naszego domu pierwszy wszedł Awderko,
"dobry" znajomy z Mohylna. Przytrzymując silnie i popychając do wyjścia, mówił: " no, zabyramo Lodziu na rodinu, do Mohylna".
Za nim weszli dwaj bracia Todorko. Poznali mnie i sprzeciwili się: "ne, teju dewczynu my ne zabyramo". A do mnie: "ubirajsia,
idy do Nemciw, tam stajaty, to Cię nikt nie zabierze, przeżyjesz". W ten sposób zostałam uratowana od strasznej śmierci
przez braci Todorko. Gdy podeszłam do Niemców nadzorujących na polu w pobliżu ulicy Lotniczej kopanie okopów, jeden
z nich mówiący po polsku powiedział: " dobrze zrobiłaś, że tu przyszłaś, teraz stój tu blisko, aż odjadą."
W tym czasie banderowcy, którzy przyjechali na ulicę Lotniczą ogromną ilością sań, wywlekali Polaków na całej jej długości.
Schwytanych wiązali i układali jak snopy na saniach. Rozlegał się płacz i narzekanie. Przywiązywani do sań jęczeli.
Było co najmniej 30 sań, na każdych ułożono od pięciu do dziesieciu osób. Polacy kopiący okopy pytali Niemców,
co się dzieje. Niemcy odpowiadali,że nic się im nie stanie. Wreszcie przy całkowitej obojętności Niemców przerażający
tabor odjechał. W ich obecności banderowcy nie zamordowali nikogo. Widocznie taka była umowa miedzy nimi.
W mieście miał być "ordnung". Zapewne dzieki tej umowie skutecznie obroniła się przed porwaniem uciekinierka Anna
Kryszczuk przebywająca w domu sąsiadów Bydłowskich. Gdy przyszli po Nią, chwyciła za siekierę i wymachując nią
krzyczała: " no chodź, chcesz mnie zamordować, to ja też ci łeb obetnę". Zbity z tropu rezun wycofał się i odszedł.
Żadna z osób zabranych z ulicy Lotniczej tego dnia nigdy nie powróciła. Los, jaki zgotowali im upowcy, poznaliśmy
dzięki relacji kumy Panasiewiczowej, chrzestnej mojej mamy. Ona nadal przychodziła do nas do Włodzimierza i dzięki
Niej wiemy, co dalej się wydarzyło. Już przy wyjeździe z miasta część Polaków została przywiązana do sań za głowy lub za nogi
i tak wleczona aż do Mohylna. Między innymi widziano panią Langową wleczoną za saniami, przywiązaną za szyję.
W Mohylnie mordercy zadali sobie wiele trudu, aby przysporzyć ofiarom jak najwięcej cierpień. ćwiartowali, wbijali na pal, palili
żywcem i obdzierali ze skóry. Panasiewiczowa z bólem o tym opowiadała, w czasie masakry modliła się za ginące w mękach
ofiary. Ona była bardzo pobożna i nie mogła pogodzić się z tym, co wyprawiali Jej rodacy należący do OUN i UPA.
"To było straszne, tak mnie bolało serce od tego okrucieństwa, tego pastwienia się nad Polakami."
Banderowcy stale ponawiali wypady na obrzeża miasta, starając się zaskoczyć bezbronnych Polaków i zamordować ich.
Można powiedzieć, że urządzali sobie polowania na ludzi.
W niedługi czas po masakrze ludzi z ulicy Lotniczej grupa rezunów na wypadzie, jadąca saniami i uzbrojona po zęby,
natknęła się na oddział polskiej samoobrony w Cegielni. W obliczu uzbrojonych mężczyzn "heroje" z UPA, tak okrutni
i zuchwali w stosunku do bezbronnych, nie stawiali oporu. Zaczęli tłumaczyć się, że jadą do Niemców, oddać broń.
Polacy rozpoznali w nich krwawych morderców. Rozstrzelali zbrodniarzy. Wśród nich był nasz sąsiad z Mohylna,
Siergiej Panasiewicz. Zginął mężnie, nawet po trafieniu pierwszą kulą wznosił okrzyki "Haj żywe Ukraina."
Inny upowiec, ciężko ranny, przeżył. Pochodził z Marcelówki. Przy egzekucji zbrodniarzy był mój szwagier, Władysław Zaremba.
Z tego powodu wiele lat po wojnie życzliwi Ukraińcy ostrzegali Go, żeby broń Boże nie chodził na cmentarz w Włodzimierzu.
Upowiec z Marcelówki rozpoznał Go, widział, że miał broń. Groziła Mu zemsta po latach.
Do "repatriacji" mieszkaliśmy w zabudowaniach rodziny mojej mamy, Kruków, w pobliżu koszar. Po rozbiciu samoobrony w Bielinie
ilość uciekinierów znów wzrosła. Wszystkie zabudowania gospodarcze, wszystkie podwórza były zapełnione szukającymi
ocalenia Polakami. Moi rodzice oddali im do dyspozycji wszystko co mieli. Solidarnie staraliśmy się przetrwać.
Jeden z uciekinierów, nazwiskiem Krawiec, po latach powiedział mi, że moja mama była jak matka dla uratowanych z rzezi.
Niektórzy Polacy stracili wiarę w ocalenie. Włodzimierz stał się wyspą w morzu banderowskiej zagłady. Sąsiad Świętoniowski,
zawodowy sierżant, stwierdził, że woli zginąć z rąk cywilizowanych Niemców, niż od barbarzyńskich rezunów.
Zgłosił sie wraz z rodziną na roboty do Niemiec, ale ci wysłali go do obozu w Majdanku, gdzie ślad po nim zaginął.
Mój przyszły szwagier Jan Zaręba z żoną Helą pod osłoną Niemców wyjechał w okolice Lublina.
Wkroczenie Sowietów przerwało zagładę. W czasie przejścia frontu nasz dom na ul. Lotniczej uległ spaleniu.
To ułatwiło nam podjęcie decyzji o "repatriacji". Przejechaliśmy granicę na Bugu na furmankach. Mając do wyboru
mieszkanie w mieście Hrubieszów wybraliśmy dom po wysiedlonych Ukraińcach we wsi Dziekanów. Ojciec miał
na ul. Lotniczej 10 morgów pola i to przeważyło, że wybrał wieś. Rodzina Kruków osiadła we wsi Czumów.
Na Ukrainie pozostał brat Ojca - Jan Rorat. Po śmierci żony Polki, która zmarła nie mając dzieci, ożenił się z Ukrainką
i miał z Nią dwoje dzieci, Piotra i Marysię. Mieszkali na Ukrainie na wsi Sierakówka. Mój stryjeczny brat Piotr Rorat
nawiązał z nami kontakt telefoniczny. Był lotnikiem. Chciał przyjechać w odwiedziny do Polski. Gdy złożył podanie o paszport
i przyznał się do rodziny w Polsce, został karnie przesiedlony na Syberię. Ostatni telefon do mojego męża: "Żegnaj Stasiu,
już się nie zobaczymy, skończyła się przyjaźń, wywożą mnie na Syberię."
Nie potrafię sobie wytłumaczyć, czym była spowodowane barbarzyńskie okrucieństwo banderowców. Po latach dowiaduję się, że
wg nacjonalistów Polacy rzekomo współpracowali z Niemcami na zgubę narodu ukraińskiego. To nieprawda.
Staraliśmy się przebywać w pobliżu Niemców, aby uratowć życie przed niczym nie prowokowanymi napaściami rezunów z UPA.
Polscy mężczyźni brali broń od Niemców, aby bronić kobiet, dzieci i siebie przed wymordowaniem.
Natomiast tragedia ulicy Lotniczej w Włodzimierzu stanowi dowód na współpracę OUN i UPA z Niemcami nawiązaną
tylko i wyłącznie w celu wymordowania jak największej ilości Polaków. Jestem przekonana, że chcieli zabić nas wszystkich.
Przyjście Sowietów było dla nas wybawieniem przed zagładą.
Jak to możliwe, że tak ważne dla przetrwania narodu doświadczenie ludobójstwa jest przemilczane lub wręcz zakłamywane
w środkach masowego przekazu. Dlaczego IPN dla "zabużniaków" jest Instytutem Niepamięci Narodowej ?
Przecież nie czuję nienawiści do narodu ukraińskiego. W tych strasznych czasach poznałam wielu uczciwych dobrych ludzi -
Ukraińców. Im chcę publicznie wyrazić uznanie i szacunek. Natomiast żądam potępienia ludobójstwa. Tego mnie w wolnej Polsce
pozbawiono.
Może z tych względów również uratowanie od śmierci Żydówki Racheli nie doczekało się uhonorowania, ponieważ zdarzyło się
w okolicznościach objętych zmową milczenia ?


Dziekanów, 6 kwietnia 2007 r.
Uwaga, po "repatriacji" części rodziny Zarembów z Marcelówki zmieniono pisownię nazwiska, Rozalia, Stanisława i Władysław pozostali przy
nazwisku Zaremba, a Janowi i Stanisławowi urzędnicy zmienili na Zaręba i tak pozostało.

Pią 28 Wrz, 2007 21:37

Powrót do góry
rydz-smigly
Kapitan

Kapitan




Posty: 1136
Pochwał: 1
Skąd: EUROPA
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi Odpowiedz z cytatem

Gratuluje Panie Stanislawie, myslalem juz ze wszyscy o Wal Wolyniakach zapomnieli.

Wto 02 Paź, 2007 14:06

Powrót do góry
H2HSnake
Podporucznik

Podporucznik





Posty: 367
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi Odpowiedz z cytatem

WOw Bardzo szczęśliwy czyzby to rzeczywiscie sam Pan Stanislaw Srokowski wpis zrobil? (jezeli tak to jestem zaszczycony Uśmiech, jezeli nie to tez fajnie bo znalazly sieswiadectwa). Duzo pozytecznych informacji bez wybielania. zostalem ubiegniety we wklejeniu informacji o inicjatwie Pana Srokowskiego, ale to dobrze Uśmiech. wiecej materialu prosze, wiecej swiadectw.
_________________
"Kto te struktury(OUN-UPA) broni, usprawiedliwia, usiłuje je zrównać z bezbronną ludnością, albo nawet z AK - ten nie zasługuje na szacunek ani jako człowiek, ani jako człowiek nauki."-Wiktor Poliszczuk

Wto 02 Paź, 2007 15:20

Powrót do góry
wiekto@gmail.com
Starszy szeregowiec

Starszy szeregowiec




Posty: 39
Skąd: Kraków
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi Odpowiedz z cytatem

Nie, to nie Pan Stanisław Srokowski

Wpis zamieściłem ja, wiekto, lecz za zgodą Pana Srokowskiego. Pan Srokowski przygotowuje projekt fundacji mającej na celu uhonorowanie Ukraińców udzielających pomocy Polakom w czasie ludobójczej czystki etnicznej m. in. na Wołyniu. Proszę wszystkich, którzy nie chcą się wyrzec pamięci o naszych tragicznie zmarłych, aby udzielili pomocy w tej pracy. Uważam to za sposób przebicia się do mediów z prawdą. Zwróćcie uwagę, jak przemilczane są te kresowe tematy. Korzystają z tego postbanderowcy, między innymi związani z ZUwP i nieustannie wybielają, rehabilitują OUN/UPA. Spróbujcie sobie wyobrazić, jaki to ból sprawia ludziom, których bliscy stracili życie w niewypowiedzianych mękach. Swoimi czynami banderowcy nie tylko wykluczyli sie z grona ludzi cywilizowanych, ale też uzurpując sobie prawo do występowania w imieniu Ukrainy, okryli ja hańbą. Nie moja jest sprawą pouczanie narodu ukraińskiego jak do tego co się działo na Wołyniu w okresie wojny mają ustosunkowywać, natomiast stosunek do tego każdego Europejczyka, któremu jest bliski i drogi dorobek humanizmu europejskiego, jest jasny i jednoznaczny. Napawa go obrzydzeniem. Jest sprawą Ukraińców czy im odpowiada piętno hańby, którym ją działalność w latach ostatniej wojny szowinistów ukraińskich z Małopolski Wschodniej i Wołynia obdarzyła. Jest sprawą ich wyboru, czy świat ma ich widzieć jako prymitywnych rezunów dzieci i kobiet, bo widocznym jest, że krwawe czyny OUN i UPA są akceptowane wśród znaczącego odłamu społeczeństwa ukraińskiego, rezunów uważa się za bohaterów i buduje się im teraz pomniki, nie tylko na Ukrainie, ale też w Polsce. Każdy naród ma takich bohaterów, na jakich zasłużył. Ale nie wolno nam zapomnieć, że w morzu krwi przelanej przez banderowców jest wiele krwi ukraińskiej. To krew prawdziwych bohaterów,
którzy w godzinie próby męczeńską śmiercią potwierdzili swoje człowieczeństwo. Zginęli za próbę ratowania Polaków lub nawet za werbalną krytykę poczynań ludobójców, za odmowę udziału w zabójstwach. Przestańmy być wspólnikami banderowców w zamilczaniu i zakłamaniu. Mamy poprawne stosunki z Niemcami i pomimo obchodzenia ciągle rocznic bitew z nimi stoczonych oraz obchodów żałobnych na miejscach licznych mordów przez Niemców dokonanych, te stosunki z tego powodu nie ulegają pogorszeniu. nie zabrania sie nikomu oddawania czci pomordowanym, ani do żałoby i pamięci. Inaczej sprawa sie przedstawia w stosunku do mordów popełnionych przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach. Są trudności w stawianiu im pomników, oskarża sie ludzi czczących męczeńską i nieraz okrutną śmierć bliskich o zakłócanie dążeń do pojednania polsko - ukraińskiego, o to samo ludzi o tym piszących, jakby historię można było traktować wyrywkowo. Zebrania z okazji rocznic mordów traktuje sie jako prowokację. Tworzy sie dwie kategorie ofiar, tych których czcić można i tych o których należy zapomnieć. Nasuwa się analogia z okresem PRL-u, gdy można było pamiętać o ofiarach zmagań z faszyzmem, a nie wolno było pamiętać o ofiarach mordów i deportacji komunistycznych. To było podłością wtedy i podłością jest teraz.
Jestem kresowianinem "obudzonym" niespełna rok temu. Wystarczyła dyskusja z młodą Ukrainką mieszkającą od urodzenia w Polsce. Zapytałem Ją jak ocenia fakt spalenia żywcem Ukraińca przez banderowców w grochowinach, w których wywiózł polską rodzinę poza zasięg ich siekier i
pił. Odpowiedziała bez chwili namysłu : "poniósł zasłużoną karę". Więc niech nie łudzą się politycy liczący na to wraz z odejściem ostatnich świadków rzezi "problem" zniknie.

Sro 03 Paź, 2007 19:14

Powrót do góry
H2HSnake
Podporucznik

Podporucznik





Posty: 367
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi Odpowiedz z cytatem

Panowie, to co zobaczylem przed chwila sprawilo ze zabolalo mnie serce (autentycznie) z nerwow i niemocy, czuje sie bezradny.
Oto dowod na to ze nacjonalisci ukrainscy nie zaprzestali swojej dzialalnosci a co gorsza szerza obrzydliwa propagande...
brak mi slow...

http://www.youtube.com/watch?v=y3iFqeNakIw&eurl=http%3A%2F%2Fwww%2Enation%2Eo
Ciekawe co na to fani SS GAlizien :], pewnie poczuja sie obrazeni lol.
Ale tak szczerze to robi sie nieciekawie.

wlasnie przeczytalem ze podobno byla taka akcja ze UPA z niemcami sie tluklo :] ot moj blad hehe, ale dobrze wiemy jak wygladal ogol sytuacji.

_________________
"Kto te struktury(OUN-UPA) broni, usprawiedliwia, usiłuje je zrównać z bezbronną ludnością, albo nawet z AK - ten nie zasługuje na szacunek ani jako człowiek, ani jako człowiek nauki."-Wiktor Poliszczuk

Sob 27 Paź, 2007 21:58

Powrót do góry
maxikasek
Moderator
Generał broni

Generał broni





Posty: 10580
Pochwał: 34
Skąd: obecnie Szczecin
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi Odpowiedz z cytatem

Cytat:
to tak jakby zrobic teledysk o tym ze brytyjczycy walczyl z amerykanami podczas 2 wojny. Klamstwo w zywe oczy jakoby UPA bylo partyzantka walczaca z niemcami, podczas gdy byli to najwierniejsi sojusznicy.

Znów uogólniasz. Upowcy (Banderowcy) nie tylko walczyli z Niemcami, ale i z niezależnymi od siebie oddziałami ukraińskimi- UPA-bulbowcy czy OUN-M. JEdną z pierwszych akcji UPA był atak na posterunek policji w Wołodymyrcu. Dopiero w 1944 doszło do większych porozumień między Niemcami i UPA (na podobnej zasadzie jak Niemcy -NSZ).

_________________
Prawo Balaniego:
Jak długo trwa minuta, zależy od tego, po której stronie drzwi toalety się znajdujesz.

http://www.powrotlegendy.pl/

Sob 27 Paź, 2007 22:03

Powrót do góry
H2HSnake
Podporucznik

Podporucznik





Posty: 367
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi Odpowiedz z cytatem

Dla mnie już porozumienie w likwidacji profesorów Lwowskich było "większe".
Ale myślę, że im bardziej będą się starali nagłośnić UPA, i rozpropagować ich jako partyzantkę antyhitlerowską tym szybciej cały brud i sprawa ludobójstwa na kresach 2 RP wypłynie na wierzch. Uśmiech

_________________
"Kto te struktury(OUN-UPA) broni, usprawiedliwia, usiłuje je zrównać z bezbronną ludnością, albo nawet z AK - ten nie zasługuje na szacunek ani jako człowiek, ani jako człowiek nauki."-Wiktor Poliszczuk

Pon 29 Paź, 2007 16:44

Powrót do góry
Zakilles
Zakaz pisania




Posty: 9
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi Odpowiedz z cytatem

Nie rozumiem za bardzo słów textu ale uderzają mnie słowa "za ukrainu". Oni nie walczyli za Ukrainę, lecz o władzę dla siebie i faszystowskie jej sprawowanie. Mówi o tym nawet list Tarasa Bulby-Borowca napisany do Bandery, gdzie wypomina im on ludobójstwa i mówi o tym właśnie co piszę. Upowcy z nikim nie walczyli poza polskimi kobietami i dziećmi, napotykając na AK zawse uciekali lub byli zabijani. Powiedzmy wprost, UPA to kolaboranci hitlerowscy, którzy w swojej faszystowskiej ideologii zabrnęli dalej nawet niż Niemcy. Niemcy wiedzieli, że ludność cywilna jest im potrzebna, UPA zabijała wszystko co nie było "ukraińskie". Mordercy, którym należy sie wieczne potępienie a nie sława! Czas na smietnik historii już ich odesłać. Oby tak się stało. Krew mnie zalewa jak widzę napisy po ukraińsku " herojam slawa", "wiczna slawa herojam"... wstyd mi, ze polski rząd nie jest w stanie nic z tym zrobić, nie dba o polskich obywateli, którzy też tam przeciez zostali. Sam mialem okazję spotkać babcie rozpaczające nad tym przykrym zjawiskiem, mieszkające we Lwowie... nadzieja w PSL w rządzie teraz, bo oni jako jedyni wykazali zainteresowanie Kresowianami pomordowanymi przez UPA. Miałem okazję poznać pana Samborskiego, posła PSL, który bardzo pięknie mówi i ma bogatą wiedzę. Panie Tadziu, liczymy na pana Uśmiech wszyscy Kresowianie... Parafrazując zgniłe pomarańczki: "Kresowianie, razom nas bahato, nam ne podolati!!". Cześć i pamięć ofiarom, nie oprawcom. Pozdrawiam

Wto 30 Paź, 2007 21:48

Powrót do góry
wiekto@gmail.com
Starszy szeregowiec

Starszy szeregowiec




Posty: 39
Skąd: Kraków
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi Odpowiedz z cytatem

Tekst listu do Pani Danuty Skalskiej z Światowego Kongresu Kresowian
FUNDACJA PAMIęCI, HEROIZMU I PRAWDY


Szanowna Pani Danuto,

uważam, że nadeszła pora, by upomnieć się o tych dobrych ludzi, którzy ratowali mordowanych Polaków na Kresach. Tego wymaga zarówno religia, etyka, pamięć i historia. Trzeba temu nadać charakter instytucjonalny. Nie wolno rzeczy sprowadzać do jednorazowej, okazjonalnej i prowincjonalnej uroczystości. To musi się odbyć w atmosferze wielkiej powagi i z pewną perspektywą dla całej sprawy. Czyli najpierw:

1) należy zebrać grupę inicjatorów,

2) powołać właściwy do działań zespół ,

3)wypracować statut,

4)powołać Fundację Pamięci, Heroizmu i Prawdy,

5) zdobyć dla tej idei Fundacji środki z Unii Europejskiej,

6) zapewnić jej sprawną logistykę,

7) zastanowić się nad znakami i symbolami uroczystości,

8) zjednać sobie życzliwego artystę, który by przygotował np. Statuetkę Odwagi i Miłosierdzia, Tablicę Pamiątkową ,

9) nadać uroczystości ogólnopolski, a może i międzynarodowy charakter .



Tak to widzę.

Jeśli Konkres Kresowian uzna za słuszne przeanalizowanie i przekazanie mojego projektu innym zainteresowanym stronom, proszę to czynić. Zależy mi na tym, by się wypowiedzieli w tej sprawie m.in. pp. Siemaszkowie, p. Kulińska i ludzie tej miary. A oto bardziej szczegółowe elementy tej wielkiej konstrukcji.



1. Powołanie Fundacji Pamięci, Heroizmu i Prawdy

Należy stworzyć odpowiedni statut, a w tym statucie zawrzeć zadania i cele, jakie Fundacja sobie stawia, m.in.:

a) honorowanie Ukraińców, Litwinów, Białorusinów, Rosjan, Łotyszy itp., którzy w czasie ludobójstwa na Kresach pomagali ocalać życie Polakom.

b) opierać się na zeznaniach uratowanych Polaków( potwierdzenie tego faktu musi dokonać przynajmniej dwu polskich świadków) oraz należy się oprzeć na świadectwach ludzi ratujących – tzn. Ukraińców, Litwinów… itp.( przynajmniej dwu świadków tego wydarzenia).

c) w przypadku, gdy bohaterowie nie żyją, zaświadczać mogą ich najbliżsi.

d) w tym celu musi być powołany specjalny Zespół w Fundacji, który by się tylko tym zajmował.





2. Powołanie Kapituły Pamięci, Heroizmu i Prawdy

a) Kapituła stoi na czele Fundacji i nią zarządza( coś w rodzaju Zarządu)

b) Kapituła co roku organizuje Dzień Pamięci, Heroizmu i Prawdy( wtedy odznacza bohaterów)

c) W związku z tym, powołuje Komitet Organizacyjny Dnia Pamięci, Heroizmu i Prawdy, który by zajął się gromadzeniem kapitału na rzecz:

* Przygotowania Orderu Pamięci, Heroizmu i Prawdy

( order taki byłby odznaczeniem dla bohaterów)

* Przygotowania Złotej Księgi Pamięci, Heroizmu i Prawdy ( dla wpisywania w niej nazwisk bohaterów, coś w rodzaju Kroniki Pamięci.

* Stworzenia Alei Pamięci, Heroizmu i Prawdy w jakimś parku, w jakimś mieście( Bytom? Wrocław? ) i tam byłyby tablice (kamienne? miedziowe?) z nazwiskami bohaterów i krótkimi notatkami, za co uwiecznia się tę osobę w Alei)

Odznaczona osoba otrzymywałaby też Statuetkę Pamięci albo Ikonę Pamięci Heroizmu i Prawdy( znam artystę, który by takie Ikony dość tanio wykonywał)

Komitet Organizacyjny działałby też na rzecz:

*zabezpieczenia przyjazdu bohaterów wydarzenia, hotelu, kosztów podróży, miejsca uroczystości,

* zaproszenia gości

* zabezpieczenia posiłków

* przygotowania projektów finansowych do Unii Europejskiej, Ministerstwa Kultury i Sztuki, itp.

* zabezpieczenia radia, prasy TV, Internetu

* założenia strony internetowej

* opieki prasowej nad uroczystością

* objęcia uroczystości honorowym patronatem prasowym

* zapraszania Honorowego Przewodniczącego Komitetu Organizacyjnego – Prezydenta Polski(?) Ministra Sprawiedliwości(?)



Kolejność do ustalenia.

TO PROJEKT . Do dyskusji.

Swoją powinność spełniłem. Reszta należy do strony praktycznej. Mój udział widziałem w stronie koncepcyjnej. Stroną realizacyjną mogą się zająć inni.

Uważam, że w ciągu roku, do najbliższego Zjazdu Kresowian w Częstochowie, powinien być ten Projekt przedyskutowany i w miarę możliwości wprowadzany – przynajmniej w części - w życie.

Proszę o uwagi i potwierdzenie odbioru tego projektu.



Z serdecznymi pozdrowieniami

Stanisław Srokowski

Pon 05 Lis, 2007 11:10

Powrót do góry
H2HSnake
Podporucznik

Podporucznik





Posty: 367
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi Odpowiedz z cytatem

Jest nowa strona o ludobójstwie na Wołyniu

www.volhynia-galicia.pl

zachęcam do rozpowszechniania gdzie się da. ;p i udzielania pomocy w postaci linków i informacji.

_________________
"Kto te struktury(OUN-UPA) broni, usprawiedliwia, usiłuje je zrównać z bezbronną ludnością, albo nawet z AK - ten nie zasługuje na szacunek ani jako człowiek, ani jako człowiek nauki."-Wiktor Poliszczuk

Wto 11 Gru, 2007 18:53

Powrót do góry
sanoczanin
Użytkownik zbanowany

Użytkownik zbanowany







Posty: 154
Skąd: SANOK
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi Odpowiedz z cytatem

Niestety na ukrainie banderowcy sa traktowani jak bohaterowie a jaka jest prawda kazdy z nas wie i pora juz zeby wladze polskie uznaly to jako ludobojstwo.
_________________
Rynio

Czw 27 Gru, 2007 18:39

Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Idź do strony 1, 2, 3 ... 45, 46, 47  Następny Strona 1 z 47

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Możesz dodawać załączniki w tym forum
Możesz ściągać pliki w tym forum



Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Forum.
Redakcja magazynu "Inne Oblicza Historii" nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.



Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
 
INNE OBLICZA HISTORII | Aktualny numer | Archiwum | Prenumerata | Dystrybucja | Galeria