| | FAQ | Szukaj | Użytkownicy | Rangi | Rejestracja | Profil | Wiadomości | Zaloguj
Linki | Ekipa | Regulamin | Galeria | Artykuły | Katalog monet | Moje załączniki

Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
erkael56
Major

Major




Posty: 1569
Odpowiedz do tematu Odpowiedz z cytatem

Kuzkina mat’

Anatolij Burowcew

Słowniki mówią, że użyte w tytule rosyjskie idiomatyczne wyrażenie, jak i jego rozwinięcie – pokazat’ kuzkinu mat’ – oznacza groźbę (czasami ironicznie lub żartobliwie) pod czyimś adresem. Językoznawcy przytaczają pięć wariantów tego wyrażenia. Jednakże my zamierzamy opowiedzieć o wynikach filologów i lingwistów, ale o pewnym całkiem materialnym obiekcie, szeroko znanym (w wąskich kręgach) pod nazwą Kuzkina mat’, przy czym pochodzenie takiej nazwy w danym wydarzeniu rozumie się jednoznacznie.

Dnia 12.X.1960 roku, przywódca państwa radzieckiego Nikita Siergiejewicz Chruszczow występujący na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ z gniewną mową zagroził imperialistom, a w szczególności USA, pokazaniem kuzkinej mati. I pokazał. Wprawdzie imperialistom przyszło czekać na to prawie dwa i pół roku. Kuzkina mat’ pokazała się światu jako najstraszniejsza w historii Ludzkości bomba wodorowa (H) o mocy ponad 50 Mt TNT. Teraz, po upływie ponad pół wieku, kiedy wreszcie zdjęto z niej woal tajemnicy nad tymi dalekimi latami, można opowiedzieć o tym, co się wtedy zdarzyło.


Obiekt-700


Wiadomo, że na początku atomowego wyścigu liderowały Stany Zjednoczone, a w roli doganiającego był ZSRR. Jednakże już w połowie lat 50-tych ubiegłego wieku, rywale zbliżyli się i walka o przewodnictwo toczyła się ze zmiennym szczęściem. Zimna Wojna nabrała tempa. W tych latach Związek Radziecki w morderczym tempie zbudował tzw. Obiekt-700 – istniejący i działający do dziś dnia Centralny Poligon Nuklearny. Rozmieszczono go w oddali od postronnych oczu na wyspie Południowej archipelagu Nowa Ziemia, nieopodal Biełuszej Guby – „stolicy” archipelagu (N 32°32’26,52” – E 052°19’05,89”). We wrześniu 1955 roku tutaj właśnie – w Czornej Gubie (N 70°42’ – E 054°36’) przeprowadzono pierwszą podwodną próbę jądrową. Stopniowo centrum jądrowych eksperymentów przenosiło się z Kazachstanu na Północ. Jądrowe wybuchy przeniosły się z głębi na powierzchnię Ziemi, a także nad jej powierzchnię – w atmosferę i pod wodę. Wszystkiego przeprowadzono prawie 150 wybuchów jądrowych i termojądrowych różnych rodzajów i mocy.
Przyjmowane na uzbrojenie ładunki posiadały rozmiary i kształty dostosowane do możliwości samolotów bombowych: 2,5 Mt bomby H nie odróżniały się niczym od zwyczajnych półtonowych bomb lotniczych i bez problemu mieściły się w komorach bombowych radzieckich maszyn Tu-16. Samoloty tego typu z eskadry stacjonującej pod Połtawą Samodzielnego Korpusu Lotnictwa Bombowego Dalekiego Zasięgu wykorzystywano także do testów na Nowej Ziemi. Kiedy przyszło dokonać napowietrznego wybuchu o mocy 2,5 Mt, samolot-nosiciel wystartował z bazy lotniczej w Olenia na Półwyspie Kola.


Gigantyczny grzyb


Dowódcy korpusu gen. W.W. Reszetnikowowi udało się dopiąć tego, żeby przy próbach wektora tej broni uczestniczył cały pułk takich bombowców. Uważał on bowiem, że bojowi lotnicy powinni w praktyce zobaczyć jak wygląda wybuch jądrowy. I tak 27 samolotów, które wyleciały spod Nowgorodu, potkało się w zadanym miejscu z samolotem-nosicielem bomby i towarzyszyły mu w odpowiedniej odległości, na wysokościach od 9000 do 12.000 m. Maszyną prowadzącą tej grupy dowodził sam gen. Reszetnikow. Później opowiadał on o swych wrażeniach z tego lotu. Kiedy bomba wybuchła, to spod chmur wypełzła ogromna biała kula, która ciągnęła za sobą biały słup. Grzyb poeksplozyjny osiągnął wysokość 30.000 m! Samoloty asysty zatoczyły wokół niego krąg w bezpiecznej odległości. Niektórzy co gorliwsi piloci chcieli podlizać się generałowi chcieli przelecieć pod kapeluszem grzyba, ale im na to nie pozwolono. Grzyb, wedle opowiadania generała, był nadzwyczaj piękny: był on różowo-błękitny, pastelowy i przypominał ogromny mieczyk. Wszystko na niebie świeciło i luminizowało. Ale lubować się tą feerią nie można było długo – do samolotów dotarła fala uderzeniowa, która zaczęła nimi trząść we wszystkich płaszczyznach. Na szczęście pilotom udało się opanować rozbrykane maszyny i wszystkie samoloty – w tym nosiciel bomby – powróciły szczęśliwie do swych baz. Samo0lot-nosiciel, który był z nich najbliżej epicentrum wybuchu nie odniósł żadnych uszkodzeń mechanicznych, ale spłonęła cała farba na jego kadłubie. Na wszelki wypadek spisaną go ze stanu pułku i przekazano do Muzeum Politechniki Kijowskiej Sił Powietrznych ZSRR.


„Brzemienna maszyna”


To, że to było 2,5 Mt, daleko nie przekraczało możliwości Związku Radzieckiego, i tego nie ukrywano. Wręcz odwrotnie, przeciek informacji na ten temat został zainscenizowany. W „New York Times” jeszcze w dniu 8.X.1961 roku poinformował Amerykanów o czekającym ich superwybuchu i podano nawet orientacyjne daty. Natomiast obywatele radzieccy dowiedzieli się o tym post fatum. Eksperyment ten był niejako afiliowany do XXII Zjazdu KPZR. W swoim referacie N.S. Chruszczow obruszył się na imperialistów i powiedział: Dzisiaj mamy najsilniejszą w świecie, 100-megatonową bombę, ale jej nie detonujemy, bo w Moskwie mogą wylecieć szyby. Jak na razie zdetonujemy 50-megatonową. Sala zareagowała na to długimi burzliwymi oklaskami. Kiedy przyszedł czas pokazania światu Kuzkinej mati (do swego historycznego doświadczenia to dziecię akademika A.D. Sacharowa pozostawało bezimiennym), do bazy lotniczej w Oleniu bombę dostarczono specjalnym transportem kolejowym. Nie bacząc na to, że świat wiedział już o mającym nastąpić wybuchu, transport odbywał się przy zachowaniu szczególnych środków bezpieczeństwa. Z Arzamasu-16 wysłano w czterech kierunkach cztery identyczne pociągi. Który z nich transportował bombę, to wiedział jedynie bardzo wąski krąg wtajemniczonych.
Podnieść w niebo Kuzkiną mat’ Tu-16 nie był w stanie. Nieporęczna bomba , której długość wynosiła 8 m i była w stanie ledwie zmieścić się w luku bombowym jedynie ciężkiego bombowca Tu-95B Miedwied’ – Bear w kodzie NATO. Trzeba było przebudować mu kadłub, a i tak część bomby wystawała poza niego. Lotnicy od razu ochrzcili ten samolot „brzemienną maszyną”. Kadłub pomalowano na biało i dokładnie wypolerowano (trzeba było zmniejszyć działanie błysku świetlnego eksplozji). I taki też wzbił się w powietrze w dniu 30.X.1961 roku, o godzinie 09:15 MSK.


Superwybuch


Samolot z załogą 9 ludzi był dowodzony przez mjr pil. Durnowcewa. O godzinie 11:30 po rozkodowaniu i zdjęciu zabezpieczeń (operacja wykonywana przez załogę i naziemny punkt kontroli) bombę zrzucono z wysokości 4000 m, na spadochronie, powierzchnia którego wynosiła 1 km²! W tej chwili pilot dał maksymalne obroty wszystkich 4 silników i oddalał samolot od punktu zerowego eksplozji. Kiedy do niej doszło, samolot był już oddalony o 100 km. Ale od fali uderzeniowej takiej eksplozji nie uciekniesz. Po minucie ona uderzyła w samolot. Pierwszym zobaczył ją (naprawdę zobaczył!) znajdujący się na ogonie strzelec-radiooperator i zameldował dowódcy przez interkom: Nadchodzi fala. Dowódca nie uwierzył od razu, no bo jak można zobaczyć falę uderzeniową w powietrzu? Ale po chwili wszystkie wątpliwości się skończyły. Fala dogoniła samolot i pochwyciła wielotonową maszynę jak pyłek i przeniosła ją na swym grzbiecie potrząsnąwszy solidnie i poleciała do przodu. Na czole fali powietrze było tak zgęszczone, że można je było widzieć. Fala uderzeniowa trzykrotnie obleciała kulę ziemską zanim się uspokoiła. Grzyb atomowy wyrósł na wysokość 67 km, zaś błysk wybuchu widziano w promieniu 800 km. Wszystkie parametry wybuchu były obserwowane, analizowane i notowane przez naziemne służby poligonu. Obliczenia wykazały, że moc eksplozji wynosiła 57 Mt – o wiele przekraczającą moc wszystkich wybuchów w czasie II Wojny Światowej, w tym bomby A, które zniszczyły Hiroszimę i Nagasaki.


Silne wrażenie


W tym ekstremalnym locie Miedwiedia, w pewnym bezpiecznym oddaleniu znajdował się Tu-16, z którego prowadzono filmowanie całego wydarzenia. Potem film pokazano Chruszczowowi i członkom Biura Politycznego KC KPZR. Nikita Siergiejewicz zaprosił na pokaz przebywającego w ZSRR szachinszacha Iranu i jego małżonkę. Film wywołał na wszystkich silne wrażenie – nerwy szachinszachowej nie wytrzymały widowiska i zakrywając twarz rękami wybiegła z Sali. Niemniejsze wrażenie wywołał ten film w USA. Po bez mała dwóch latach negocjacji, w dniu 5.VIII.1963 roku, podpisano porozumienie o zaniechaniu prób nuklearnych w trzech środowiskach. Rolę w tym bardzo pożytecznym dla Ludzkości porozumieniu odegrała właśnie Kuzkina mat’.
Po podpisaniu układu na twórców Car Bomby spadł grad odznaczeń, nagród i wszelkiego rodzaju premii. A.D. Sacharow dostał swoją trzecią Gwiazdę Bohatera Pracy Socjalistycznej, ale z biegiem czasu on diametralnie zmienił poglądy i odszedł od prac nad rozwojem broni jądrowej stając się bojownikiem o jej zupełną likwidację.


Źródło – „Archiw XX wieka” nr 3/2017, ss. 26-27
Przekład z rosyjskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz

Pon 15 Sty, 2018 18:53

Powrót do góry
Speedy
Porucznik

Porucznik




Posty: 563
Pochwał: 7
Skąd: Wawa
Odpowiedz do tematu Odpowiedz z cytatem

Re: Kuzkina mat’

Hej

Jeszcze moje 3 grosze sprostowania:

erkael56 napisał:

Dnia 12.X.1960 roku, przywódca państwa radzieckiego Nikita Siergiejewicz Chruszczow występujący na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ z gniewną mową zagroził imperialistom, a w szczególności USA, pokazaniem kuzkinej mati. I pokazał. Wprawdzie imperialistom przyszło czekać na to prawie dwa i pół roku.
(podkr.moje)

Hmm test "Car-bomby" odbył się 30.X.1961 a więc w rok później, nie dwa i pół.

erkael56 napisał:

Podnieść w niebo Kuzkiną mat’ Tu-16 nie był w stanie. Nieporęczna bomba , której długość wynosiła 8 m i była w stanie ledwie zmieścić się w luku bombowym jedynie ciężkiego bombowca Tu-95B


Przede wszystkim chodziło o masę "superbomby", wynoszącą 26,5 t. Max. udźwig bomb Tu-16 wynosił 9 t; oczywiście zawsze można trochę naciągnąć, ale 300% to jednak przesada. Max. udźwig Tu-95 to ok. 20 t.


I jeszcze to z tą falą jest słodkie Uśmiech

erkael56 napisał:

Ale od fali uderzeniowej takiej eksplozji nie uciekniesz. Po minucie ona uderzyła w samolot. Pierwszym zobaczył ją (naprawdę zobaczył!) znajdujący się na ogonie strzelec-radiooperator i zameldował dowódcy przez interkom: Nadchodzi fala. Dowódca nie uwierzył od razu, no bo jak można zobaczyć falę uderzeniową w powietrzu? Ale po chwili wszystkie wątpliwości się skończyły. Fala dogoniła samolot i pochwyciła wielotonową maszynę jak pyłek i przeniosła ją na swym grzbiecie potrząsnąwszy solidnie i poleciała do przodu. Na czole fali powietrze było tak zgęszczone, że można je było widzieć.


Gdyby na czole fali uderzeniowej było takie ciśnienie, to zaręczam że z samolotu zupełnie nic by nie zostało. W rzeczywistości czoło fali widać, bo wskutek zwiększonego ciśnienia wykrapla się tam woda (obecna w powietrzu para wodna). Często widać to też przy konwencjonalnych eksplozjach, np. filmach z bombardowań z II wojny czy Wietnamu. Tyle że wtedy ta otoczka pary momentalnie znika, widać ją tylko ułamek sekundy. A przy nukach wysokie ciśnienie fali utrzymuje się dłużej.

_________________
Pozdr.
Speedy

Sro 17 Sty, 2018 15:24

Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Możesz dodawać załączniki w tym forum
Możesz ściągać pliki w tym forum



Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Forum.
Redakcja magazynu "Inne Oblicza Historii" nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.