| | FAQ | Szukaj | Użytkownicy | Rangi | Rejestracja | Profil | Wiadomości | Zaloguj
Linki | Ekipa | Regulamin | Galeria | Artykuły | Katalog monet | Moje załączniki

Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
erkael56
Kapitan

Kapitan





Posty: 1341
Skąd: Małopolska
Odpowiedz do tematu Odpowiedz z cytatem

Niezwykłe katastrofy małych samolotów

O tych katastrofach lotniczych mówi się bardzo mało. Nie są tak sensacyjne i spektakularne, jak te wielkie potężnych Airbusów i Boeingów i nie powodują tylu ofiar. A jednak są bardzo ciekawe, boż przypominają niektóre dziwne zjawiska i zdarzenia z akwenów Trójkąta Bermudzkiego. Pozwolę sobie przypomnieć trzy z nich, i tak:

Samolot-widmo

Był to pierwszy przypadek, który mnie zainteresował:

Londyn, PAP – W czwartek odwołano w zasadzie akcję poszukiwania wraku samolotu Learjet 25, który po pokonaniu w tajemniczych okolicznościach dystansu 2500 km pomiędzy Wiedniem, a wodami omywającymi Islandię, spadł do Atlantyku. Katastrofa mogła nastąpić 200 mil na południe od tej wyspy. Maszyna spoczęłaby więc na dnie ok. 180 metrów pod lustrem wody, co uniemożliwia dotarcie do wraka.
W dalszym ciągu wysuwa się rozmaite hipotezy na temat przyczyn tragedii. Samolot z 3 osobami na pokładzie wystartował w rejs testowy do odległego o 720 km Hamburga, lecz z nieznanych przyczyn na pułapie 14.000 metrów przeleciał nad RFN, Holandią, Morzem Północnym i Szkocją, poczym zniknął z ekranów radarowych. Wysłane samoloty zwiadowcze nie dostrzegły śladu życia w tej maszynie, nikt nie siedział w kabinie pilota, ani w przedziale dla pasażerów. Prawdopodobnie po uruchomieniu automatycznego pilota nastąpiła nagła dekompresja wraz z wyłączeniem dopływu tlenu. Brak tlenu w 15 sekund powoduje utratę przytomności i w ciągu 6 minut śmierć. Na tej wysokości temperatura wynosi -56ºC, w której wszystko błyskawicznie zamarza „na kość”.
Według uczestników akcji ratunkowej, kapitan maszyny złamał podstawową zasadę bezpieczeństwa opuszczając kabinę po włączeniu automatycznego pilota. Nawet gdyby w takich warunkach w samolocie dostrzeżono ślady życia, przyjście pasażerom z pomocą byłoby niemożliwe. Po dwóch podejściach do samolotu-widma na odległość 10 metrów, towarzyszące mu maszyny oddaliły się, a Learjet z prędkością 17 km/min. (1020 km/h) pomknął ku swemu przeznaczeniu.
Obserwacja szlaku pokonanego przez samolot wykazała, że w rejonie 100 km na północ od Frankfurtu n/Menem punktu docelowego, niespodziewanie samolot zboczył z kursu.
Jako najbardziej prawdopodobny scenariusz tragedii piloci brytyjscy podają celowe spowodowanie dekompresji w maszynie w ramach prowadzonych eksperymentów.
„Głos Szczeciński”, 21.V.1983 roku

Więcej informacji na ten bulwersujący temat uzyskał specjalizujący się w historii wypadków i katastrof lotniczych Pan Stanisław Bednarz, który znalazł w Internecie notatkę AP z dnia 20.V.1983 roku, a która brzmi tak:

Niemiecki Learjet: kokpit pusty – katastrofa na Atlantyku?

Londyn, AP, 19 maja - zachodnioniemiecki odrzutowiec dyspozycyjny zboczył z kursu 1600 mi/~2560 km w środę, w czasie lotu treningowego z Wiednia i z kontroli lotów nikt nie mógł uwierzyć, że rozbił się na Atlantyku, 200 mi/320 km na południe od Islandii.
Przedstawiciele Stanów Zjednoczonych w Islandii wysunęli teorię, że zawiódł system dostarczania tlenu do samolotu w czasie lotu, dzięki czemu załoga w składzie trzech osób straciła przytomność. Urzędnicy powiedzieli, że piloci prawdopodobnie zginęli w katastrofie. Poszukiwanie wraku samolotu zostały odwołane na początku dnia dzisiejszego.
Gdy samolot przeleciał nad północną Europą, to brytyjskie, holenderskie i amerykańskie myśliwce zostały wysłane na przechwyt z powodu obaw, że dojdzie do katastrofy na zaludnionym obszarze, ale samolot przeleciał po linii prostej nad Szkocją i dalej nad Atlantykiem na wysokości około 43000 ft/~14.330 m.
Dwa myśliwce typu Phantom z RAF dogoniły go nad Szkocją, a por. RAF John Marr – pilot jednego z nich powiedział, że z pewnością nikogo nie było w kokpicie. Pomyślał także, że nie było jakiegoś incydentu, i że załoga mogła leżeć na pokładzie.
Jedna z teorii głosi, że system podawania tlenu do wnętrza samolotu padł i załoga włączyła autopilota, zaś piloci wyszli z kabiny by przeprowadzić test rozprężania.
Harry Hopkins – członek Brytyjskiego Komitetu Bezpieczeństwa Lotów powiedział, że największą tajemnicą jest puste miejsce w kokpicie.
- W większości sytuacji kryzysowych, jeden pilot może opuścić swoje miejsce, podczas gdy drugi próbuje latać samolotem – powiedział on.
Oficjele powiedzieli, że samolot Learjet 25B należący do firmy czarterowej Republiki Federalnej Niemiec, opuścił Wiedeń w środę, około godziny 15:00 CEST na przelot o długości 450 mi/720 km do Hamburga w RFN. Miał on paliwo na 4 godziny lotu. Learjet 25B osiąga maksymalną prędkość podróżną prawie 550 mph/~885 km/h.
Manfred Kuppers, główny inspektor Federalnego Urzędu Lotnictwa zachodnioniemieckiego w Brunszwiku powiedział, że kontakt radiowy urwał się 40 minut po starcie, gdy samolot był 12 mi/19 km na północ od Norymbergii. Powiedział on, że samolot przeleciał nad zachodnią Holandią i nad Morzem Północnym zniknął z ekranów radarów około 250 mi/400 km na północny zachód od Szkocji.
Komandor-porucznik William Clyde, rzecznik amerykańskiej bazy NATO w Keflaviku, na Islandii powiedział, że załogi nie było i jest prawie pewien, że niedobór tlenu był spowodowany przez niedobór tlenu spowodowany przez wadliwe działanie systemu podawania tlenu do wnętrza samolotu, którego wadliwe działanie było odpowiedzialne za ten incydent. On powiedział, że samolot rozbił się prawdopodobnie po wyczerpaniu paliwa.
Dr John Lemon, lekarz z brytyjskiego Urzędu Lotnictwa Cywilnego powiedział, że objawy niedotlenienia lub niedobór tlenu to niewyraźne widzenie, drżenie palców i senność. Ale on powiedział, że stan może przyjść na tak powoli osoba może nie zdawać sobie coś było nie tak.

James Greenwood, wiceprezes zakładów Learjet w Tucson, AZ, powiedział, że dopóki jednostka nie została odzyskana, to przedwcześnie byłoby wnioskować, co poszło źle.
- Wszelkie spekulacje o tym, co się stało, byłyby czystą spekulacją w tym momencie.
Źródło - “The New York Times” - http://www.nytimes.com/1983/05/20/world/german-learjet-cockpit-empty-is-thought-to-crash-in-the-atlantic.html

I jeszcze na ten temat z detalami z mojej strony internetowej:

Szczególnie tkwi w moim mózgu podobny i bardzo tajemniczy przypadek katastrofy niemieckiego (wtedy jeszcze zachodnioniemieckiego) samolotu Learjet 25B nr rej. D-CDPD z dnia 18.V.1983 roku, który lecąc z Wiednia (VIE) do Hamburga (HAM) w locie treningowym z nieznanych przyczyn nie wylądował w Hamburgu i lecąc na autopilocie po wyczerpaniu się paliwa wpadł do Atlantyku w odległości 350 mi/560 km na pn-zachód od Szkocji, mniej więcej w okolicach punktu opisanego współrzędnymi N 61°57’ – W 010°51’. Przyczyną było najprawdopodobniej rozhermetyzowanie kabiny, które nastąpiło 40 minut po starcie z Wiednia, aczkolwiek piloci wojskowi, którzy przechwycili samolot, NIE WIDZIELI NIKOGO W KOKPICIE. Zginęły trzy osoby.
Dziwne – nieprawdaż?
A oto następny wypadek:

Styczeń 1980: „Cessna 441”

I jeszcze jeden podobny wypadek: dnia 10.I.1980 roku - Cessna 441 na trasie z Shreveport do Baton Rouge, LA, przestaje komunikować się przez radio, leci daleko oczywiście na autopilocie, i ostatecznie wpada do Oceanu Atlantyckiego u wybrzeży Północnej Karoliny z powodu wyczerpania paliwa. Dwaj pasażerowie, nowy trener piłki nożnej z Louisiana State University Bo Rein i pilot, zginęli w tej katastrofie. Zakłada się, że pilot stracił przytomność w locie z powodu niedotlenienia wynikającej z dekompresji kabiny. Amerykańska Wikipedia podaje, co następuje:

Bo Rein i doświadczony pilot Louis Benscotter polecieli samolotem Cessna 441. Lot miał trwać 40 minut, ale kiedy Benscotter skierował się na wschód, by ominąć burzę, kontrola lotu straciła z nim kontakt. Samolot wyszedł na wysokość 40.000 ft/~13.300 m i skierował się dokładnie na wschód. Samolot został przechwycony przez maszynę US National Guard w Północnej Karolinie o 1000 mi/1600 km od kursu i na wysokości 41.600 ft/13.870 m – o 6600 ft/3300 m wyższej od najwyższej certyfikowanej dla tego typu samolotu. Piloci wojskowi NIE WIDZIELI NIKOGO KOKPICIE. Samolot kontynuował lot nad Oceanem Atlantyckim, gdzie rozbił się po wyczerpaniu paliwa. Wrak maszyny był nie do odzyskania. Zwłoki pilota i pasażera nie zostały nigdy odnalezione. Przyczyna katastrofy jest nieznana, ale najprawdopodobniej dekompresja kabiny wywołała niedotlenienie i w rezultacie utratę przytomności przez pilotów.


I jeszcze raz „Learjet”…


I znowu Pan Stanisław Bednarz od lat poszukujący materiałów na temat katastrof lotniczych wykopał z czeluści Internetu kolejny dziwny wypadek lotniczy, w którym brał udział samolot dyspozycyjny Learjet, a który z niewiadomych przyczyn uległ katastrofie w Meksyku.
Podobnie jak w przypadku samolotów, które wpadły do Atlantyku – katastrofy opisane na stronie –
http://wszechocean.blogspot.com/2016/05/zaginiony-samolot-malezyjski.html,
http://wszechocean.blogspot.com/2014/05/zaginiony-samolot-malezyjski-11.html
• i http://wszechocean.blogspot.com/2016/09/katastrofa-na-zwodniczej-gorze_28.html
- samolot ten z niewiadomych przyczyn najprawdopodobniej uległ dehermetyzacji kabiny i kokpitu, ze skutkiem śmiertelnym dla załogi – pasażerów na szczęście nie było.
Samolot Learjet 24B o numerze rejestracyjnym N-234CM wystartował w dniu 16.XII.1988 roku z lotniska w Memphis (MEM), TN w rejsie do Dallas Addison Airport (ADS), TX. Na pokładzie znajdowały się dwie osoby załogi – w tym kandydatka na astronautkę i pracownica NASA – Susan Reynolds. I podobnie jak w opisanych wcześniej przypadkach, samolot nie odpowiadał na wezwania radiowe i po przeleceniu Dallas skierował się na południe – ku Meksykowi. Wysłany na rozpoznanie samolot przechwytujący USAF – Northrop T-38 Talon nie był w stanie skontaktować się z załogą, a pilot zameldował, że NIE WIDZI WNĘTRZA KOKPITU poprzez zamarznięte szyby.
Learjet 24B wszedł w meksykańską przestrzeń powietrzną i kontynuował lot aż do wyczerpania paliwa, a następnie spadł martwym korkociągiem na ziemię w okolicy Cuatro Cienegas (stan Coahuila) na N 26°59’ – W 102°03’59”, 740 m n.p.m. – 823 km za celem podróży i 1472 km od miejsca startu!
Oczywiście członkowie załogi ponieśli śmierć jeszcze w powietrzu. Domniemana przyczyna – rozszczelnienie się kadłuba maszyny na wysokości przelotowej – 12-14 km – podobnie jak w obu opisanych wcześniej wypadkach.

Czy oba te wypadki nie przypominają nam czegoś?

Ależ tak – w taki właśnie dziwny sposób zachowywał się malezyjski Boeing 777 z rejsu MH370, który przepadł gdzieś w Oceanie Indyjskim w zagadkowych okolicznościach w dniu 8.III.2014 roku i teraz egipski Airbus 320, który wpadł w wody Morza Śródziemnego jakieś 290-300 km na północ od Aleksandrii. W przypadku tego ostatniego, oficjalnie przyczyną tej katastrofy był pożar.
Zarówno cypryjski Boeing 737, jak i niemiecki Learjet uległy rozhermetyzowaniu, wskutek czego załoga i pasażerowie zapadli najpierw w śpiączkę, a potem zmarli z braku tlenu. To pewnik i nie ma nad tym co dyskutować. Należałoby teraz postawić pytanie: czy tak samo było w przypadku zaginionego Boeinga 777 malezyjskich linii lotniczych?
Zauważmy, że w przypadku MH370 i MS804 samoloty po utracie łączności wykonują jakieś nieprzewidziane planem lotu, dziwne manewry, które w przypadku MH370 skończyły się trwała zmiana kursu i lotem gdzieś ku południowym sektorom Oceanu Indyjskiego w drodze na Antarktydę, zaś w przypadku MS804 - lotem do morza.
Z kolei niemiecki Learjet i cypryjski Boeing 737 przerywają łączność i lecą dalej na autopilocie aż do wyczerpania się paliwa. Wygląda na to, że załoga i pasażerowie szybko stracili przytomność – poza stewardem z Boeinga 737, który usiłował sprowadzić maszynę na ziemię, co mu się nie udało – co skończyło się katastrofą.
Uważam zatem, że podobnie mogło być w przypadku malezyjskiego Boeinga 777, który uległ dehermetyzacji – nie wiemy z jakiej przyczyny, może była to bomba na pokładzie, usterka techniczna czy uderzenie jakiegoś obiektu w samolot – który potem wykonał skręt w lewo o 90°, przeleciał nad Sumatrą i następnie skręcił znowu o 90° w lewo – tym razem lecąc już nad Oceanem Indyjskim w stronę Antarktydy… Być może tak jak w przypadku lotu HA522 na pokładzie znajdował się ktoś, kto usiłował zawrócić samolot do Kuala Lumpur, ale nie miał na tyle wiedzy czy po prostu siły, by tego dokonać…

Jakieś wyjaśnienie?

Reasumując: wyjaśnienie tajemnicy katastrofy egipskiego Airbusa może być pomocne w wyjaśnieniu katastrofy malezyjskiego Boeinga 777. Podobieństwo tych wszystkich czterech wypadków jest oczywiste i jak na razie – póki nie zostaną wydobyte szczątki tych samolotów – pozostały nam tylko hipotezy. Nawet tak egzotyczne jak działanie złowrogich sił Trójkąta Bermudzkiego (gdzie Rzym, gdzie Krym?) czy wyjątkowo paskudnych Kosmitów (czyżby nasze samoloty przeszkadzały im w lataniu?), terrorystów (w końcu zawsze znajdzie się jakiś świr) albo megakriometeorytów, które latają jak popadnie.
Szczególnie te ostatnie mogłyby stanowić jakieś wyjaśnienie. Pisałem już o tym, więc przypomnę tylko adresy stron:
http://wszechocean.blogspot.com/2016/03/bolid-bawarski-tkc-w-miniaturze.html,
http://wszechocean.blogspot.com/2012/11/jeszcze-o-pwdre-ser-1.html i dalsze,
http://wszechocean.blogspot.com/2013/05/bolid-skandynawski-i-lodowe-kule.html,
http://wszechocean.blogspot.com/2016/03/wahadowiec-columbia-ofiara-lodowego.html,
http://wszechocean.blogspot.com/2012/12/sprawa-nr-021x-katastrofy-lotnicze.html i inne.
Istnieje możliwość, że samoloty te zostały w powietrzu uderzone przez megakriometeoryty, które w nie trafiły, a następnie roztrzaskały się na małe fragmenty, które się po prostu stopiły. Nie znaleziono żadnych śladów poza śladami uderzenia, bo żadnych odłamków nie było. Stopniały i wyparowały w atmosferę. A śledczy mieli potężną zagwozdkę…

_________________
www.wszechocean.blogspot.com

Sro 07 Gru, 2016 10:19

Powrót do góry
erkael56
Kapitan

Kapitan





Posty: 1341
Skąd: Małopolska
Odpowiedz do tematu Odpowiedz z cytatem

Kolejny „Learjet”

I tym razem nieoceniony Pan Bednarz znalazł kolejny tajemniczy wypadek lotniczy z udziałem samolotu Learjet-23 numer rejestracyjny N331DP.
Katastrofa ta wydarzyła się w dniu 18.I.1990 roku, o godzinie 17:51 EST w okolicy Ansonii, OH, na N 40°12’ – W 084°38’. Zginęła dwuosobowa załoga.
Samolot wystartował z Detroit, Willow Run Airport (YIP), MI, i leciał do Lousville, Standiford Field (SDF), KY. W 17 minut po starcie załoga zaczęła zgłaszać problemy z utrzymaniem kontroli nad maszyną. O godzinie 17:48 samo0lot znacznie zboczył z kursu i zaczął się wznosić do pułapu 29.100 ft/9700 m, zaś o godzinie 17:51 utracono z nim kontakt radiowy i radarowy.
Kontroler lotu zauważył, że mowa pilota była bełkotliwa i niemalże niezrozumiała. Następnie samolot rozbił się w stromym nurkowaniu. Prawdopodobną przyczyną była nagła niedyspozycja obu pilotów i utrata kontroli nad samolotem prawdopodobnie wskutek dehermetyzacji maszyny i hipoksji załogi, chociaż nie odnotowały tego rejestratory na pokładzie samolotu.
I zagadka pozostała zagadką do dnia dzisiejszego…

_________________
www.wszechocean.blogspot.com

Nie 11 Gru, 2016 10:45

Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Możesz dodawać załączniki w tym forum
Możesz ściągać pliki w tym forum



Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Forum.
Redakcja magazynu "Inne Oblicza Historii" nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.