| | FAQ | Szukaj | Użytkownicy | Rangi | Rejestracja | Profil | Wiadomości | Zaloguj
Linki | Ekipa | Regulamin | Galeria | Artykuły | Katalog monet | Moje załączniki

Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Zubek
Gość

Odpowiedz do tematu Odpowiedz z cytatem

łosie bojowe

Witam,
kol. Robert podał linka na ciekawy tekst - poniżej dość dowolne moje tłumaczenie, bo to ciekawostka taka jest:

Rogata kawaleria
Bojowe łosie – zapomniani bohaterowie wojny zimowej.
Na podstawie materiału dokumentalnego - Radzieckie oswojone łosie bojowe– podręcznik:
„Wykorzystanie łosi w kawaleryjskich oddziałach RККА. Kurs szkolenia specjalistów wojskowych. Тeoria i praktyka „ (Wyd. Wojenizdat Ludowego Komisariatu Obrony, 1938
) - jednej z unikatowych książek, które udało się zdobyć Redakcji „Popularnego Mechanika” w cudem zachowanym archiwum Michaiła Głuchowa, dyrektora specośrodka, gdzie hodowano i szkolono bojowe łosie.

Nad tundrą wstawał polarny świt...

Dowódca fińskiej grupy dywersyjnej Оlli Paawinen obrzucił powolnym spojrzeniem polanę, rzucił okiem na swych zaprawionych już w bojach żołnierzy, którzy rozmieścili się na odpoczynek, na ciemny jeszcze o tej porze las. Zauważył regulaminowo wystawioną, ledwo widoczną w półmroku czujkę,
Specjalnej takiej potrzeby nie było, gdyż przez zaśnieżony karelski las mógł przedostać się tutaj tylko prawdziwy bradiaga, tutejszy, jednym słowem - mieszkaniec tych stron. Wg przekazanych mu na odprawie fińskich danych najbliższe oddziały Armii Czerwonej znajdowały się nie bliżej, niż 30 km stąd. Lekki styczniowy mróz poranka mile orzeźwiał, choć wokół panowała spokojna, mroźna cisza.

Nagle nieco zaskoczony Olli usłyszał gdzieś niedaleko cichy chrzęst gałązek i skrzypienie śniegu. Wytężył słuch i naprężył się wewnętrznie, ale prawie zaraz znów się zrelaksował, doświadczonym słuchem rozpoznawszy stąpanie łosia.

Wiedział przecież,że dzikie łosie nie podchodzą blisko do człowieka, więc nie zaprzątał sobie tym zbytnio uwagi. Za moment jednak dosłownie skamieniał kiedy na polanę w matowej poświacie zimowego świtu wyszło stado łosi z potężnym samcem na czele, głowę którego zdobiły ogromne gałęziste rogi.

Po chwili Оlli opamiętał się i sięgnął po karabin, lecz łosie już zgodnie obróciły głowy w stronę zaskoczonego Fina. A nad głową każdego, pomiędzy rogami sterczał śmiercionośny, czarny, głęboki jak czasza złowrogiego kielicha otwór lufy karabinu maszynowego...

Łosie jako tajna broń

Na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych wybitny radziecki zoolog, zastępca dyrektora ds. naukowych Моskiewskiego Ogrodu Zoologicznego Piotr Aleksandrowicz Маntejfel podniósł ideę o możliwości oswojenia łosia. Profesor Mantejfel stwierdził, że „dawno już nadeszła pora, aby wprowadzić łosia na listę nowych, udomowionych zwierząt rolniczych”.

Istotnie, przecież łoś – Alces Alces – największy z rodziny jeleniowatych (Cervidae), to przecież w pełni wartościowe zwierzę leśne - myśliwskie, ale - dlaczego nie mógłby być także zwierzęciem hodowlanym? Stąd też też próby oswojenia łosia i wyhodowanie odmiany będącej udomowioną zwierzyną mleczno - mięsną ( oraz pod siodło) były podejmowane i wcześniej, jednak bez specjalnego powodzenia.

Ale - z inicjatywy i przy udziale Мantejfla - utworzono wkrótce kilka farm hodowlanych łosi, a podczas intensywnie prowadzonej hodowli zanotowano znaczne osiągnięcia. Referat o tych sukcesach, przebywszy dość oryginalną drogę wśród kolejnych instancji radzieckiej władzy, w połowie 1934 trafił na biurko Ludowego Komisarza Obrony Klimenta Woroszyłowa.

Tu mała dygresja - w 1932r. ZSRR i Finlandia podpisały umowę o nieagresji, a w 1934 umowę przedłużono na dziesięć lat.

Ale w połowie lat 30. Stalin zaczął realnie obawiać się, że Finlandia może udostępnić swoje terytorium Niemcom albo Wielkiej Brytanii jako bazę wypadową do napaści na ZSRR, bo przecież granica znajdowała się w sumie niespełna 32 km od Leningradu.

Wojna z Finlandią była więc tylko kwestią czasu, z czego doskonale zdawano sobie sprawę w Ludowym Komisariacie Obrony. Jednym z najistotniejszych problemów, który należało rozwiązać był transport i komunikacja. Mało zaludnione obszary, na których – jak się wydawało - przebiegać by miały przyszłe działania wojenne, pokryte były głównie przez lasy i bagna. Dróg nadających się do ruchu pojazdów praktycznie nie było, a zimową porą nawet konie po prostu ugrzęzłyby w śniegu..

Szkółka numer trzy

Z takich to przyczyn referat o pracach jednego z prowincjonalnych ośrodków badawczych, napisany przez jednego z uczniów profesora Мantejfla, został uważnie przestudiowany przez wojskowych. W referacie wspomniano bowiem m.in., iż łosie zdolne są wyżywić się same w każdych warunkach, nawet tylko trawą wygrzebaną nawet spod śniegu, są bardzo wytrzymałe i mogą swobodnie wędrować po niemal nieprzebytych terenach, włącznie z bagnem, niosąc przy tym znaczny ładunek.

Dla radzieckich przywódców wydało się to idealnym rozwiązaniem jednego z najistotniejszych problemów przyszłej fińskiej wojny, zatem na biurko Stalina trafiła notatka Woroszyłowa o następującej treści: „Niezwłocznie proponuje się szczególnie uważnie rozpatrzyć zagadnienie i pilnie stworzyć specjalny ośrodek szkoleniowy - szkółkę łosi, w której oswajano by i hodowano łosie – nie tylko dla ludowej gospodarki, ale i specjalnie dla oddziałów kawaleryjskich”.
Adnotacja „ dawat' ” i zamaszysty podpis Wodza wprowadziły projekt w „ nowe życie”.

Już wkrótce został utworzony nowy specjalny ośrodek hodowlany- szkółka Nr 3, do którego z Leningradu i okolic, z innych już istniejących szkółek przeniesiono najlepszych specjalistów wraz z ich hodowlą, już częściowo oswojonymi wychowankami.
Dyrektorem Specjalnej Wołosowskiej Szkółki Nr 3 , usytuowanej niedaleko przysiółka Wołosowo, mianowano autora tego najbardziej cennego obecnie, specjalnego referatu – Michaiła Głuchowa, młodego, ale zdolnego i już doświadczonego zoologa.

W krótkim czasie Głuchow osiągnął w hodowli i oswajaniu łosi znaczące sukcesy, jednak wkrótce postawiono przed nim całkiem nowe, odpowiedzialne zadanie – zamienić te potężne leśne olbrzymy, hodowane jako uległe domowe zwierzęta - w prawdziwe bojowe maszyny.
Było to wyzwanie, praca na tyle ważna i istotna, żе objął nad nią polityczny patronat i opiekę osobiście tow. Żdanow.
W przypadku powodzenia eksperymentu bowiem Stalin całkiem serio zamierzał przesadzić oddziały kawaleryjskie stacjonujące obecnie w karelskiej tajdze - na bojowe łosie.

Przed kolektywem zoologów i wojskowych postawiono zatem, wydawałoby się, całkowicie nierozwiązywalne zadanie. Łosie rzeczywiście posiadają mnóstwo zalet, ale szkolenie ich - to ogromne wyzwanie, łączące się z olbrzymią i ciężką pracą.
Łosie z natury bowiem nie łączą się w duże stada i momentami zachowują się bardzo lękliwe – niejednokrotnie przy najmniejszym znaku cienia choćby niebezpieczeństwa uciekają niemal na ślepo nie wybierając drogi czy kierunku, łamiąc drzewa i krzewy i znosząc wszystko niemal, co akurat stanie im na drodze ( i to nie przesada: dorosły łoś, który może ważyć nawet i 600 kg gdy ucieka spłoszony, biegnie z szybkością około 50 km/h ).

Łosie mają z natury słaby wzrok, ale za to dobrze rozwinięte inne zmysły- węch i słuch (łosie słyszą chrzęst chrustu z odległości nawet 2 – 2,5 km!)
W okresie rui (sezonu godowego) łosie stają tak agresywne, że każde próby podporządkowania ich woli człowieka kończą się niepowodzeniem. Do tego latem, z powodu swoistych właściwości termoregulacji organizmu łosie prowadzą wyjątkowo nocny tryb życia, a dniami praktycznie nie ruszają się z miejsca i odpoczywają.

Z kaemem na rogach

Od 1934 do 1937 rok kolektyw szkółki (około stu ludzi) dokonał dosłownie niemożliwego... Młode łosięta od wczesnego dzieciństwa przyuczane były do obecności ludzi, którzy z kolei przy pomocy specjalnie opracowanych metod kształtowali u młodych odpowiednie nawyki.

Według zapisów w dzienniku Michaiła Głuchowa, jednym z najbardziej złożonych zadań było przyuczenie łosi do znoszenia bez płoszenia się huku wystrzałów. W tym celu obok kojca z łosiętami codziennie odstrzeliwano z różnego rodzaju broni palnej stopniowo zwiększaną ilość ślepych nabojów ze zmniejszonym ładunkiem prochu, a z każdym dniem niemal, sukcesywnie, ładunek ten był powiększany, tak, aby po pewnym czasie przejść do strzelania normalną „etatową” amunicją bojową.

Przy okazji wyjaśniło się, co ciekawe, że łosie rozmaicie reagują na strzały z różnej broni. Zadziwiające, że najspokojniej odnosiły się do serii z PD ( karabinu maszynowego piechoty Diegtiariewa), a pojedyncze strzały pistoletowe bardzo je płoszyły. Dlatego też postanowiono wyposażyć bojowe łosie właśnie w kaemy PD.

Opracowano także specjalne podstawy z mocowaniem dla karabinu maszynowego, jednak możliwość manewru pozostawiała tu sporo do życzenia. Strzelcy- kawalerzyści, którzy pracowali w szkółce, próbowali początkowo dopasować inaczej podpórkę broni, zamiast opierać nóżki kaemu na rozłożystych łopatach rogów – ale ten ostatni sposób okazał się być o wiele bardziej wygodny (chociaż, po prawdzie, był niemożliwy w tym okresie, kiedy łosie zrzucały swoje rozłożyste ozdoby).
Początkowo nawet próbowano mocniej mocować karabin do rogów, jednak szybko okazało się, że wibracje przy wystrzałach ( seriami) doprowadzać mogą łosie do wstrząsu mózgu, a nawet do połamania „łopat”. Wszystkie próby wzmocnienia rogów i uczynienia ich bardziej trwałymi za pomocą specjalnie dobranych pasz nie powiodły się, dlatego też od sztywnych mocowań odstąpiono, zastępując je skórzanymi poduszeczkami.

W końcu nóżki kaemu zaczęto standardowo opierać o końce rozłożystych « łopat » – a przy okazji wykorzystano i inną właściwość tych zwierząt – a mianowicie zaskoczone łosie wykonują samorzutnie funkcję „samonaprowadzania” : obracają głowę w stronę niebezpieczeństwa, jednocześnie naprowadzając kaem na cel, a żołnierzowi- strzelcowi pozostawało tylko skorygować celownik i nacisnąć na spust.

Czy mówicie po fińsku?

W grudniu 1937 roku „Wołosowską Specjalną Szkółkę Nr 3” w towarzystwie tow. Żdanowa odwiedził osobiście Iosif Wissarionowicz. Wódz narodów szczególnie zachwycił się w momencie, kiedy z lasu wypadła ławą łosiowa kawaleria, najeżona karabinami maszynowymi.
Pokaz Wódz przyjął z dużym zadowoleniem, chociaż zwrócił uwagę na nader istotny fakt - zauważył mianowicie, że łosie na razie nie są nauczone odróżniać czerwonoarmistów od białofinów.
Ale wyjaśnić Stalinowi, że łosie mają i wady, a w tym przede wszystkim czarno-białe widzenie i są nie zdolne odróżnić czerwonych gwiazd na czapie od białych znaków fińskich - jakoś nikt nie się nie odważył.

Ślady na śniegu

Wyszkolone i specjalnie przyuczone łosie dawały zimową porą żołnierzom radzieckim niezaprzeczalną przewagę . Jazda wierzchem na łosiu była o wiele lżejsza, łatwiej było skrycie poruszać się po lesie – ślady tych zwierząt nie wywoływały bowiem u przeciwnika żadnych podejrzeń.

Jednak, pod wpływem sugestii Stalina wojskowi instruktorzy szkółki pracowali nad nową ideą – postanowiono mianowicie wykorzystać fenomenalny słuch zwierząt i nauczyć je odróżniać intonację głosu, specyfiki języka mówionego, które w fińskim i rosyjskim w sposób istotny różnią się od siebie.

Do szkółki zaproszono kilku tłumaczy wojskowych, znających fiński język, łosie zaczęto ćwiczyć w „rozpoznawaniu mowy”. Z sukcesem: zwierzęta, słuch których jest wiele razy czulszy od ludzkiego, okazały się bardzo zdolnymi lingwistami. I zwiadowcami...
Wytrenowane łosie mogły rozróżniać fińską mowę z odległości prawie jednego kilometra, po czym umówionym sygnałem ( typu prychanie np. ) przyciągały uwagę jeźdźców, a w przypadku bliższej odległości od Fina nawet od razu atakowały przeciwnika, zadeptując go uderzeniami kopyt przednich nóg, zdolnych jednym uderzeniem zabić nawet wilka.

Ale najgłówniejszej wady łosiowej kawalerii ani uczonym, ani wojskowym pokonać się nie udało. Nijak nie można było przyuczyć łosi poruszania się dużymi stadami, dlatego o stworzeniu ogromnych kawaleryjskich – łosiowych formacji wojskowych, o których marzył towarzysz Stalin, trzeba było zapomnieć.

Dla oddziałów na łosiach należało więc wypracować specjalną taktykę i stawiać przed nimi specyficznie dobrane zadania.
Łosie powinny były zostać zorganizowane m.in. w oddziały do przeciwdziałania licznym drobnym grupom zwiadowczo - dywersyjnym wroga, które działać mogły na naszym zapleczu, a ze strony których nasi wojskowi spodziewali się prawdziwych kłopotów i przykrości (i jak pokazał czas, mieli całkowitą rację!).

Аle z drugiej strony także, co rozumie się samo przez się, oddziały na łosiach również powinny działać na fińskim zapleczu i czynić wrogim wojskom mnóstwo przykrych „ niespodzianek”, działając drobnymi grupami, składającymi się z 10 – 15 jezdnych na łosiach, wyruszających na „swobodny zwiad” w karelskich lasach.

Кiedy wzywa natura

Na podstawie zapisków Michaiła Głuchowa, stwierdzić można, że do 1939 r w szkółce wyszkolono i przygotowano ponad 1500 bojowych łosi, które przeszły odpowiedni program nauki.
Łosiowi kawalerzyści, którym wraz ze szkółką wybudowano specjalny obóz, odbywali równolegle ćwiczenia na specjalnie utworzonym dla nich poligonie i szkolili się jako żołnierze speckawalerii. Eksperyment ten przeprowadzony został w nader właściwym czasie – od wiosny 1939 r stosunki między Finlandią a ZSRR zaczęły się gwałtownie pogarszać.

Tow. Żdanow, mimo swego wysokiego stanowiska (w tym czasu był członkiem Politbiura i delegatem – przedstawicielem w Radzie Najwyższej Rosyjskiej FSRR), tak jak i dawniej nadal sprawował baczną opiekę nad szkoleniem i minimum raz w miesiącu starał się bywać w szkółce, żeby osobiście skontrolować pracę i dopilnować postępów procesu szkolenia bojowego.

W połowie roku 1939 z obu stron zaczęły się przygotowania wojenne, i latem, w czas jednej ze swoich wizyt, Żdanow zadał Głuchowowi proste i oczywiste pytanie: „Michaile Aleksandrowiczu, czy zapewnicie, jak obiecywaliście, półtora tysięcy przygotowanych kawalerzystów? Тow. Stalin sadzi, że będą nam oni bardzo potrzebni mniej więcej na październik...”.
"Niestety, Andrieju Aleksandrowiczu - zmartwił go Głuchow – w październiku dla łosi nastaje okres godowy, czas rui, a wówczas one nie słuchają się nikogo, nawet mnie”.
No a tow. Stalina usłuchałyby? ” – rozważał półżartem - półserio Żdanow?
Towarzyszu Żdanow” - powoli i rozmysłem rozpoczął Głuchow -” Tow. Stalin słucha ludzi” – kontynuował – „A to dlatego, że ludzie nasi - mądrzejsi od łosi.. A łosie w czasie rui nie słyszą nikogo”.

Taka odpowiedź odpowiedź mogła kosztować Głuchowa życie, ale jakoś wywinął się wówczas z rąk wszechwładnego leningradzkiego sekretarza – Żdanow uważnie wysłuchał opinii zoologa i przerwał dalszą dyskusję na ten temat..

Co właściwie Żdanow zameldował i przekazał Stalinowi - historia przemilcza, ale - ZSRR, jak wiadomo, wszystkimi sposobami przeciągał dyplomatyczne rozmowy i pertraktacje z Finlandią aż do niemal końca jesieni .
Gdy tylko okres rui u łosi zakończył się, wszystkie grupy dywersyjne zostały postawione w gotowość bojową. A rankiem 30 listopada zaczęła się wojna zimowa.

Duchy lasów

Łosiowa speckawaleria doskonale spisała się od pierwszych dni wojny. Znakomicie wyszkolone i przygotowane oddziały na łosiach, swobodnie przedostawały się na teren wroga w najbardziej nieprzebytych lasach i zmarzniętych bagnach , błyskawicznie i prawie bezdźwięcznie wynurzając się z otchłani lasów, wzbudzając popłoch i trwogę, siejąc śmierć, i tak samo błyskawicznie i prawie bezdźwięcznie znikając.

Lekkozbrojna grupa nie mogła, rzecz jasna, dostarczyć poważnych kłopotów i realnych przykrości regularnym oddziałom fińskiego wojska, ograniczając się do zniszczenia nieprzyjacielskich zwiadowców i snajperów, ale efekt psychologiczny tych wypadów był ogromny - kiedy na leśną polanę w mroźnej ciszy wypadał oddział złożony z kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu ogromnych łosi, z wyszczerzonymi lufami kaemów na rogach – nawet najbardziej doświadczeni i opanowani fińscy żołnierze kamienieli ze strachu i poddawali się do niewoli.

Jak opowiadała redakcji „Popularnego Mechanika” Inari Jaawinen, wnuczka Olli Paawinena, dowódcy fińskiej dywersyjnej grupy, pojmanego w niewolę, a później zwolnionego do ojczyzny, spotkanie z łosiową kawalerią było jednym z najbardziej pamiętnych wrażeń w jego życiu: „Dziadek często opowiadał tę historię i przyznawał się szczerze, że takiego strachu nigdy więcej nie doświadczył w swoim życiu, bardziej nie bał się nawet wtedy, kiedy prawie że go nie rozstrzelano w niewoli”.

Nawet ci z fińskich żołnierzy, którzy byli najbardziej doświadczeni i poszliby wszędzie, w każdym terenie i w każdych warunkach, opowiadali później swojemu dowództwu, że w takich sytuacjach czuli nieopanowany strach jakiś…
Dowództwo nie bardzo dawało temu wiarę, ale wśród Finów zaczęły chodzić słuchy i bajdy, które rodziły wśród wielu niepiśmiennych żołnierzy legendy o tym, że „czerwonoarmiści widać weszli w pacht z duchami lasów”...


Fińskie polowanie

W marcu 1940 r wojna zimowa zakończyła się podpisaniem umowy pokojowej i wszystkie łosie wróciły do szkółki. Żdanow osobiście przekazał Głuchowowi pochwałę Stalina: „Wychowaliście prawdziwie nasze, radzieckie zwierzęta”.
Ośrodek Nr 3 zaczął się rozbudowywać; na lato latem 1941 planowano zbudować nowe stanowiska i obozy szkoleniowe oraz utworzyć Akademię Kawalerii Specjalnego Przeznaczenia.
Jednakże planom tym nie dane było się spełnić- 22 czerwca 1941 r.. rozpoczęła się Wielka Wojna Ojczyźniana...

Część łosi - około półsetki - latem wysłano na Białoruś do działań na tyłach wroga ( w sumie wykorzystali je tylko partyzanci, wyszkoleni przez instruktorów szkółki ), a pozostałe postanowiono pozostawić w szkółce do czasu zakończenia okresu godowego i odrastania rogów. Ale - do tego czasu zaczęła się blokada Leningradu, a w czasie jednego z ostrzałów artyleryjskich artyleria niemiecka trafiła w skład paliwa w sąsiedztwie szkółki. Ogromny wybuch i powstały w jego następstwie pożar prawie do szczętu zniszczył całą szkółkę. Michaił Głuchow zginął w czasie bombardowania, pozostały tylko jego wspomnienia, ów dziennik, który cudem niemal udało się zdobyć redakcji „ Popularnego Mechanika”

А łosie – które w większości uszły z życiem – rozpierzchły się po okolicznych lasach, jednak nie zapomniawszy o nauce i szkoleniu bojowym. Jeszcze w pierwszych latach powojennych napędzały sporo strachu fińskim myśliwym, którzy w pełni sezonu myśliwskiego spotykali się z niezwykłym zachowaniem tych zwierząt.

Łosie bowiem, nie zwracając uwagi na żadnego z nich i ignorując huk wystrzałów, wychodziły sobie śmiało wprost na myśliwych i zawzięcie ich atakowały, posłyszawszy fińską mowę.

Opublikowano w : „Popularny Mechanik” - miesięcznik - Аuтоr: Dmitrij Mamontow

Pozdrawiam


Ostatnio zmieniony przez Zubek dnia Sob 02 Kwi, 2011 14:53, w całości zmieniany 1 raz

Pią 01 Kwi, 2011 22:37

Powrót do góry
Grot-Dziobecki
Major

Major





Posty: 1915
Pochwał: 3
Skąd: Warszawa
Odpowiedz do tematu Odpowiedz z cytatem

Haha świetna sprawa Uśmiech Błagam, jeszcze jakieś zdjęcie Wyluzowany

Sob 02 Kwi, 2011 11:20

Powrót do góry
Zubek
Gość

Odpowiedz do tematu Odpowiedz z cytatem

Witam, zdjęcia i oryginalny artykuł - w dyskusji w czasach nowożytnych- łoś w armii szwedzkiej, dzięki uprzejmości kol. Roberta05, który gdzieś to wynalazł na stronach .ru
Robert05 napisał:
Witam, jeszcze jedna ciekawa strona, niestety po rosyjsku. Pozdrawiam. http://www.popmech.ru/article/6840-rogataya-kavaleriya/

Artykuł z dopiskiem- publikacja z kwietniowego ( 2010) numeru miesięcznika "Popularny Mechanik", zatem jest to primaaprilisowy żart.
Ale - pomysł przedni, a i teza oraz "dowody" i " materiały"- znakomicie przedstawione Mr. Green
Pozdrawiam

Sob 02 Kwi, 2011 13:07

Powrót do góry
jaco44
Starszy sierżant

Starszy sierżant




Posty: 119
Skąd: Sieradz
Odpowiedz do tematu Odpowiedz z cytatem

A nie mówiłem że rogi łosia to świetna podpórka - tym razem dla lufy rkm
_________________
Si vis pacem para bellum.

Pon 04 Kwi, 2011 20:24

Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Możesz dodawać załączniki w tym forum
Możesz ściągać pliki w tym forum



Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Forum.
Redakcja magazynu "Inne Oblicza Historii" nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.