| | FAQ | Szukaj | Użytkownicy | Rangi | Rejestracja | Profil | Wiadomości | Zaloguj
Linki | Ekipa | Regulamin | Galeria | Artykuły | Katalog monet | Moje załączniki

Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
IjonTihy
Komandor porucznik

Komandor porucznik





Posty: 3516
Pochwał: 6
Odpowiedz do tematu Odpowiedz z cytatem

Racje żywnościowe żołnierzy w Afganistanie

Uważam, że świetny temat: lekki i przyjemny, a jednocześnie "inne" oblicze historii Wink

za Joemonster.org:



Opis załącznika:
Ukraina

Opis załącznika:
USA

Opis załącznika:
Niemcy

Opis załącznika:
Litwa

Opis załącznika:
Polska

Opis załącznika:
Szwecja / Norwegia

Opis załącznika:
Włochy

Opis załącznika:
Australia

Opis załącznika:
Wlk. Bryt.

Opis załącznika:
Kanada

_________________
Armia to przede wszystkim porządek i ład. Tym dziwniejsze jest, że prawdziwa wojna pod względem porządku i ładu przypomina ogarnięty pożarem burdel.


Ostatnio zmieniony przez IjonTihy dnia Pią 10 Wrz, 2010 14:33, w całości zmieniany 1 raz

Pią 10 Wrz, 2010 14:30

Powrót do góry
IjonTihy
Komandor porucznik

Komandor porucznik





Posty: 3516
Pochwał: 6
Odpowiedz do tematu Odpowiedz z cytatem

c.d.


Opis załącznika:
Dania

Opis załącznika:
Korea Płd.

Opis załącznika:
Hiszpania

_________________
Armia to przede wszystkim porządek i ład. Tym dziwniejsze jest, że prawdziwa wojna pod względem porządku i ładu przypomina ogarnięty pożarem burdel.

Pią 10 Wrz, 2010 14:31

Powrót do góry
marek8888
Użytkownik zbanowany

Użytkownik zbanowany




Posty: 4484
Pochwał: 5
Skąd: Sekcja polska NKWD
Odpowiedz do tematu Odpowiedz z cytatem

Może ktoś wie jaki zestaw żywnościowy armii amerykańskiej podczas I wojny w Zatoce żołnierze ochrzcili mianem "odrzucone przez Etiopczyków"? :wink:

Sro 29 Wrz, 2010 13:50

Powrót do góry
maxikasek
Moderator
Generał broni

Generał broni





Posty: 10850
Pochwał: 36
Skąd: obecnie Szczecin
Odpowiedz do tematu Odpowiedz z cytatem

MRE- czyli "Meals Ready to Eat", zwane przez żołnierzy: Meals Rejected by Ethiopians, co oznacza chyba bardziej konkretne znaczenie słowa "odrzucone" Wink
_________________
Prawo Balaniego:
Jak długo trwa minuta, zależy od tego, po której stronie drzwi toalety się znajdujesz.

http://www.powrotlegendy.pl/

Sro 29 Wrz, 2010 14:49

Powrót do góry
marek8888
Użytkownik zbanowany

Użytkownik zbanowany




Posty: 4484
Pochwał: 5
Skąd: Sekcja polska NKWD
Odpowiedz do tematu Odpowiedz z cytatem

OK dzięki :wink: Prawdę mówiąc spotkałem się wyłącznie z polskim "elganckim" tłumaczeniem bez znajomości wersji oryginalnej.

Pozdrawiam

Sro 29 Wrz, 2010 16:09

Powrót do góry
Victor
Warrant Officer Class Two (Sergeant Major)

Warrant Officer Class Two (Sergeant Major)




Posty: 80
Skąd: Kraków
Odpowiedz do tematu Odpowiedz z cytatem

Tak z innej beczki. Nie wiecie jakie racje żywnościowe posiada Armia Federacji Rosyjskiej,z wyjątkiem osławionych kartofli ? Wink
_________________
''per aspera ad astra''

Sob 16 Paź, 2010 19:04

Powrót do góry
daro
Hauptmann

Hauptmann





Posty: 1478
Pochwał: 4
Skąd: Schömberg
Archiwum: WSW
Odpowiedz do tematu Odpowiedz z cytatem

Victor napisał:
Tak z innej beczki. Nie wiecie jakie racje żywnościowe posiada Armia Federacji Rosyjskiej,z wyjątkiem osławionych kartofli ? Wink


Hehehe ... też ciekawość mnie zżera Neutral

_________________
Szukajcie .........i aby Was nie znaleźli.
Pozdrawiam.Dariusz

Sob 16 Paź, 2010 20:47

Powrót do góry
kresowiak
Szeregowiec

Szeregowiec




Posty: 13
Odpowiedz do tematu Odpowiedz z cytatem

Victor napisał:
Tak z innej beczki. Nie wiecie jakie racje żywnościowe posiada Armia Federacji Rosyjskiej,z wyjątkiem osławionych kartofli ? Wink

Kartofle to rarytas. Jeżeli je dobrze podsmażyć na patelni z masełkiem, to język można połknąć z rozkoszy...
Od dłuższego czasu spisuję swoje wspomnienia ze służby w sowieckiej armii (lata 1984 - 1986). A to fragment tych wspomnień z jesieni 1984:

... Nasza kompania była „najmłodsza”, więc wszystkie problemy kucharzy i błędy zaopatrzeniowców skrupiały się na niej. Podczas posiłków za stołem codziennie wybuchały kłótnie i bójki, których nie potrafili poskromić nie tylko sierżanci, ale również oficerowie. W niepamięć poszły wszystkie zasady rozdziału jedzenia, strach przed przełożonymi. Zdziczali z głodu żołnierze nie słuchali rozkazów. Azerowie i Uzbecy organizowali się w małe grupy, które wpadając za stół rozchwytywały większą część jedzenia i dzieliły je następnie tylko między sobą. Taka sytuacja wymusiła również na „białych” organizowanie się w grupy.
W najlepszej sytuacji bywał pierwszy, któremu udało się dobiec do stołu. Nie bawiąc się w poszukiwanie chochli menażką mógł zaczerpnąć z kociołka kaszę, która była najbardziej pożywna, dobiegający w następnej kolejności chwytali chleb. Herbata była na ostatnim miejscu wśród pożądanych produktów żywnościowych – z ciepłej wody wiele kalorii się nie uzyska. Z reguły jednemu chwycić i kaszę i chleb w wystarczającej ilości nie było możliwe, bo nawet pierwszy dobiegający do stołu na chwycenie jedzenia miał ledwo kilka sekund. Wraz z pojawieniem się następnych rywali zawiązywała się bójka, w której trzeba było myśleć więcej o obronie zdobyczy niż o jej pomnożeniu. Dwa bochenki chleba, wydzielane na każdy stół były małe, każdy podzielony na dziesięć mniej więcej równych części, czyli z dwóch bochenków należały się dwie kromki chleba na żołnierza. Łatwe do policzenia i podzielenia. Oczywiście, w warunkach zdziczenia z głodu każdy starał się chwycić więcej niż należne mu dwie kromki. Pechowiec, który przybiegał do takiego stołu ostatni i nie należał do żadnej grupy, mógł nic tam już nie dostać do jedzenia, nawet herbaty. Niepisana reguła głosiła, że jedna z grup nie mogła zagarnąć wszystkiego jedzenia, przeznaczonego na 10 osób, bo oznaczało to gwarantowaną bójkę z niemającymi nic do stracenia głodnymi współtowarzyszami. Za liczone sekundy da się połknąć kilka łyków kaszy lub wepchnąć do ust kromkę chleba, pożreć wszystko, o ile udało się chwycić coś więcej, nie dadzą nadbiegający głodni rywale. Nawet mając przewagę fizyczną nie sposób obronić zdobytą żywność mając zajęte ręce, gdy przeciwnik ma akurat ręce wolne i popychany rozpaczą i wściekłością stara się tą żywność wydrzeć za wszelką cenę. W czasie bójek zdarzało się, że część zawartości kociołka z kaszą wywracała się na stół lub podłogę, rozdeptywano chleb.
Podczas walki o jedzenie za stołem przydatne okazywały się nie tylko siła fizyczna, ale i podstępy. Do osiągnięcia celu stosowało się różne posunięcia taktyczne. Przygotowania do walki o jedzenie zaczynały się jeszcze przed stołówką. Kompania maszerowała do stołówki ustawiona trójkami, pluton za plutonem, zachowując kilkunastometrowe odstępy między plutonami. Z reguły towarzyszył nam jeden z oficerów lub praporszczików, czasem nawet kilku z nich, bo sierżanci sami już nie dawali rady ze zdziczałą z głodu masą żołnierzy. Przed stołówką zmieniano szyk wystawiając plutony obok siebie, zachowując między nimi niewielkie odstępy. Gdy oficer otrzymywał informację, że jedzenie jest już na stołach, dawał rozkaz: „z prawa pojedynczo biegiem marsz” lub „z lewa pojedynczo biegiem marsz”. Komendy „krokiem marsz” oficerowie i praporszczicy nie wydawali, by nie tracić autorytetu. I tak wszyscy żołnierze by biegli do stołów. Do ostatniej chwili nie było wiadome, które skrzydło pobiegnie do stołówki pierwsze, lewe, czy prawe, dlatego walczące o jedzenie za stołem grupy starały się mieć swych przedstawicieli zarówno w lewym jak i w prawym skrzydle plutonu. Czasami środkowy pluton topniał do kilku pierwszych szeregów, a boczne plutony pęczniały jego kosztem. Takie ustawienie się jeszcze nie gwarantowało sukcesu, bo zdarzało się, że w obecności mniej szanowanego przez żołnierzy oficera lub praporszczika szyk przed stołówką rozsypywał się, żołnierze z tylnych szeregów usiłowali przeskoczyć do tego szeregu, który akurat biegł do stołówki, co sprawiało, że po chwili wszyscy pędzili kupą tłocząc się w drzwiach. Dobiegając do stołu też stosowało się różne sztuczki jak łapanie konkurentów za ubranie, popychanie mocniej rozpędzonych tak, żeby minęli nasz stół i stracili na tym tą cenną sekundę, w czasie której ważyło się, kto ze stołówki wyjdzie mniej, a kto bardziej głodny. Czasem widząc, że kociołek z kaszą już jest w rękach rywalizującej grupy, chwytaliśmy metalowe menażki, do których nakładało się kaszę z kociołka, o ile jeszcze cały dziesiątek stał na stole złożony jedna do drugiej. Wystarczyło jedną ręką przycisnąć je na kilka sekund do blatu stołu w oczekiwaniu na nadbiegającą pomoc drugą wolną ręką wydzierając jedzenie u Uzbeków lub Azerów. Bez menażek kaszy z kociołka się nie podzieli, a podzielić trzeba jak najszybciej, bo jedzenie można uznać za zdobyte tylko jak się go połknie.
Akurat w czasie największego braku żywności po dłuższym czasie nieobecności, po urlopie, do jednostki wrócił nasz starlej (starszy lejtnant). Był lubiany przez żołnierzy, miał swoiste poczucie humoru, chociaż wielkiego autorytetu nie miał, z racji tego, że w mordę raczej nie walił. Pozostali oficerowie widocznie uprzedzili go, że mogą być kłopoty w stołówce podczas jedzenia, dlatego gdy kompania stanęła w szyku przed stołówką wygłosił przemówienie:
- Do stołówki wchodzimy spokojnym krokiem. Siadamy za stoły i niczego nie chwytamy. Kaszy kucharz dziś włożył więcej niż zazwyczaj, sam tego dopilnowałem. Herbaty też jest pod dostatkiem. Jedzenia wystarczy dla wszystkich, sam sprawdzałem.
Już podczas tego przemówienia w tylnych szeregach plutonów trwały nerwowe roszady. Członkowie poszczególnych grup zajmowali dogodne pozycje, a na twarzach wszystkich żołnierzy rosło napięcie. Starlej wydał nareszcie z niecierpliwością oczekiwany rozkaz: „z prawa pojedynczo krokiem, ... powtarzam: KROKIEM ... marsz” i całe prawe skrzydło popędziło jak tabun koni, a za nim z obłędem w oczach rzucili się pozostali. Starlej zaczął wrzeszczeć:
- Stać, żeby was diabli!
Ale nikt go nie słuchał. W przypływie rozpaczy chwycił pierwszego z brzegu pędzącego żołnierza jakby mógł tym zatrzymać owczy pęd całej kompanii i puścił go dopiero wtedy, gdy podstawowa masa żołnierzy już ich obu minęła wwalając się do stołówki. Tym schwytanym był małego wzrostu Azer z naszej drużyny. Dobiegł do naszego stołu jako ostatni. Pech tak chciał, że Azerowie tym razem zdobyli wyjątkowo mało jedzenia, a dla tego ostatniego małego Azera herbaty i kaszy nie wystarczyło. Gryząc kromkę chleba, którą podzielili się z nim jego towarzysze, rozżalony na starleja, który poirytowany pojawił się przy stołach, urażonym głosem wskazując na swój pusty kubek zaczął głośno u niego pytać zniekształcając po azersku słowa:
- Таварищ старший лейтенант, гдэ мой цай? (Towarzyszu starszy lejtnancie, gdzie moja herbata?).
Rozwścieczony starlej, gdy to usłyszał, oboma rękami zrobił gest w stronę Azera, jakby chciał wybrać u siebie z rozporka spodni i podsunąć mu pod nos coś grubego i długiego, wrzasnął:
- Вот тебе чай!
Poczem zły wyszedł ze stołówki.
Moja grupa składała się z 3 lub 4 Rosjan, jadaliśmy za tym samym stołem i codziennie walczyliśmy o jedzenie z tymi samymi Azerami i Uzbekami, należącymi do naszej drużyny. Walka zazwyczaj ograniczała się do szarpaniny i popychania się okraszanego przekleństwami i wyzwiskami, jako że wszyscy mieli zajęte ręce i palili się do zjedzenia tego, co udało się schwycić za stołem. Zdarzało mi się przybiegać pierwszym i dzielić się później kaszą z Rosjanami z mojej grupy, zdarzało się przybiegać jednym z ostatnich i prosić współtowarzyszy o podzielenie się jedzeniem. Czasem nabrzmiewająca bójka między grupami była rozładowywana przez krótkie negocjacje: część kaszy za część chleba lub odwrotnie. Zdarzały się i pechowe sytuacje, gdy naszej grupie nie udawało się schwycić lub wywalczyć dostatecznej ilości kaszy i chleba.
Podczas pełnienia dyżuru w kompanii do obowiązków dyżurnego sierżanta i trzech żołnierzy należało rozstawienie kociołków z jedzeniem, menażek i kubków z czajnikami pełnymi herbaty na stół. Gdy któryś z żołnierzy naszego stołu miał dyżur, starał się na nasz stół postawić pełniejszy kociołek albo gdy nikt tego nie widział, dokładał do naszego kociołka z kociołków na innych stołach. Wówczas bójki za naszym stołem przybierały mniej gwałtowny charakter, bo do podziału było więcej jedzenia. Niestety, żołnierze z innych stołów zachowywali się podobnie. Zdarzało się, że w naszym kociołku kaszy bywało znacznie mniej niż w innych i któraś z grup naszego stołu ze stołówki wychodziła głodniejsza niż zwykle...

Czw 04 Lis, 2010 10:55

Powrót do góry
sisu
Chorąży

Chorąży




Posty: 194
Odpowiedz do tematu Odpowiedz z cytatem

Bardzo ciekawy opis, czy wspomnienia są lub będą dostępne w pełnej wersji?

Pon 21 Lut, 2011 12:30

Powrót do góry
kresowiak
Szeregowiec

Szeregowiec




Posty: 13
Odpowiedz do tematu Odpowiedz z cytatem

Nie publikowałem dotychczas nigdzie tych wspomnień, chociaż mam w przyszłości taki zamiar. Spisuję je zresztą sporadycznie od kilku lat i bez przekonania, że zainteresuje się tym jakieś szersze grono czytelników. Może dlatego to tak powoli idzie. Dotychczas nabrało się tego około 40 stron i kilka zdjęć, ale tylko kilka rozdziałów jest ukończonych. Prawdę mówiąc, to Polaków, takich jak ja, na wschodzie były tysiące, może wród odwiedzających to forum znalazło by się więcej chętnych do podzielenia się wspomnieniami ze służby w armii sowieckiej? Ale chyba to nie ten temat na taką dyskusję.
Pozdrawiam.

Czw 24 Lut, 2011 14:13

Powrót do góry
de Villars
Moderator
Generał dywizji

Generał dywizji





Posty: 8072
Pochwał: 6
Skąd: Kraków
Odpowiedz do tematu Odpowiedz z cytatem

Jeśli dobrze patrzyłem, tylko w amerykańskim zestawie jest papier toaletowy. Czyżby przewidzieli, że po spożyciu takich kombinacji można dostać rozwolnienia? Twisted Evil
_________________
Dmą w rogi zaklęte
Dudni ziemia, kurz staje
Jako burze w szale
Idą, idą Wandale!
Szaleją topory
Dzicy jako zwierzory
Szpony bogów w szale
Idą, idą Wandale!

Czw 24 Lut, 2011 14:29

Powrót do góry
maxikasek
Moderator
Generał broni

Generał broni





Posty: 10850
Pochwał: 36
Skąd: obecnie Szczecin
Odpowiedz do tematu Odpowiedz z cytatem

W naszych najnowszych SRG i SRS też. Taka odrobina luksusu- zamiast liści Laughing
_________________
Prawo Balaniego:
Jak długo trwa minuta, zależy od tego, po której stronie drzwi toalety się znajdujesz.

http://www.powrotlegendy.pl/

Czw 24 Lut, 2011 15:52

Powrót do góry
rewton
Szeregowiec

Szeregowiec




Posty: 1
Skąd: Polska
Odpowiedz do tematu Odpowiedz z cytatem

kresowiak dawaj dalej ą nuż okaże się się że nowy Suworow nam się objawił.Reasumując szykuje się nowy hit na wzór "Żołnierzy wolności",tyle że we współczesnym wydaniu. Laughing

Wto 22 Mar, 2011 0:13

Powrót do góry
kresowiak
Szeregowiec

Szeregowiec




Posty: 13
Odpowiedz do tematu Odpowiedz z cytatem

Mam ukończonych około 70 stron takich wspomnień z czasu służby w sowieckiej armii, tylko nie za bardzo wiem, jak i gdzie to można byłoby opublikować. Może ktoś mógłby coś na ten temat doradzić?
Pozdrawiam

Czw 12 Sty, 2012 9:38

Powrót do góry
Grot-Dziobecki
Major

Major





Posty: 1915
Pochwał: 3
Skąd: Warszawa
Odpowiedz do tematu Odpowiedz z cytatem

kresowiak, niestety nie pomogę Ci zbytnio z publikacją (chociaż wiem, że na forum są użytkownicy, którzy coś już wypuszczali na rynek), niemniej jednak zachęcam do publikacji, patrząc na próbkę - podoba mi się to.

Czw 12 Sty, 2012 12:44

Powrót do góry
kresowiak
Szeregowiec

Szeregowiec




Posty: 13
Odpowiedz do tematu Odpowiedz z cytatem

Grot-Dziobecki napisał:
kresowiak, niestety nie pomogę Ci zbytnio z publikacją (chociaż wiem, że na forum są użytkownicy, którzy coś już wypuszczali na rynek), niemniej jednak zachęcam do publikacji, patrząc na próbkę - podoba mi się to.

Wielkie dzięki za słowa uznania. Mam wykształcenie techniczne, nigdy niczego nie publikowałem, dlatego mam pewne kompleksy co do tego, czy da się to czytać.
Pozdrawiam

Czw 12 Sty, 2012 13:39

Powrót do góry
Bati
Generał dywizji

Generał dywizji




Posty: 8197
Pochwał: 27
Skąd: Kraków
Odpowiedz do tematu Odpowiedz z cytatem

Myślę z tego drobnego fragmentu iż wspomnienia warte wydania i przeczytania.Wprawdzie też polonistyki ani historii literatury nie kończyłem ale w twoim tekście nie widzę błędów składniowych czy stylistycznych.Przecież w momencie wydawania książki w każdej redakcji są ludzie których zadaniem jest wyłapywanie i ewentualna poprawa błędów.Osobiście do tej pory nie spotkałem żadnej pozycji, która to opisywała by relacje w CA w okresie ostatnich dekad.Tak więc siadaj i pisz, bo chyba warto.Pozdrawiam

Czw 12 Sty, 2012 14:01

Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Możesz dodawać załączniki w tym forum
Możesz ściągać pliki w tym forum



Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Forum.
Redakcja magazynu "Inne Oblicza Historii" nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.