| | FAQ | Szukaj | Użytkownicy | Rangi | Rejestracja | Profil | Wiadomości | Zaloguj
Linki | Ekipa | Regulamin | Galeria | Artykuły | Katalog monet | Moje załączniki

Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
krakus57
Użytkownik zbanowany

Użytkownik zbanowany






Posty: 2561
Pochwał: 16
Odpowiedz do tematu Odpowiedz z cytatem

powstanie 1863

Warto przeczytać tą recenzję i...pomyśleć. Gdyby w Polsce było więcej Kaczmarskich , Rembeków ( warto zapoznać się z jego życiorysem ) niż Sienkiewiczów zapewne inaczej wyglądałaby świadomość narodowa.

PT VEB Tobie szczególnie polecam treść tego załącznika .

MJR


Jan Engelgard: Powstanie 1863 bez patosu

Stanisław Rembek (1901-1985) był w Polsce zupełnie nieznany do czasu premiery filmu Juliusza Machulskiego pt. „Szwadron” (1992). Ten niezły, dobrze zrobiony film – przeszedł jednak w tym czasie prawie bez echa. Trafił na zły czas odchodzenia Polaków od historii – gdyby wszedł na ekrany dzisiaj, pewnie miałby powodzenie o wiele większe.


https://www.youtube.com/watch?v=ZwnJn3f5fhI&list=PLE7B5A4746F3F841B&index=250

Jako się rzekło, Rembek „zaistniał” w świadomości wielu Polaków właśnie dzięki „Szwadronowi”, a potem „Wyrokowi na Franciszka Kłosa” (2000), filmowi w reżyserii Andrzeja Wajdy. W tych latach ukazał się też dziennik pisarza z czasów okupacji. Jego sylwetkę przypomniało kilka artykułów prasowych. Mogliśmy się z nich dowiedzieć, że Rembek był dobrze zapowiadającym się pisarzem już przed wojną, po 1945 to wszystko się skończyło. Dopiero po 1956 znowu zaistniał, wydając w IW PAX „Balladę o wzgardliwym wisielcu oraz dwie gawędy styczniowe”. Książkę tę dedykował pisarz Bolesławowi Piaseckiemu, zamieszczając taką sentencję: „Bolesławowi Piaseckiemu jako ubogi dowód pamięci o wytrwałej pomocy okazanej w najcięższej epoce życia poświęcam”. Książkę wznowiono dwukrotnie jeszcze w latach 70. Po raz czwarty ukazała się na początku tego roku, dzięki wydawnictwu „Zysk i S-ka”.

Kiedy zaczynałem lekturę, znałem oczywiście mniej więcej treść owych dwóch gawęd styczniowych, bo na ich podstawie Machulski nakręcił „Szwadron”. Nie znałem za to części pierwszej, czyli opowiadania „Ballada o wzgardliwym wisielcu”. I nie rozczarowałem się – to świetna literatura, trzymająca w napięciu, głęboka i wstrząsająca. Najkrócej mówiąc – bohaterem opowiadania jest płk Aleksander Kamiński, Polak służący w armii rosyjskiej, m.in. na Kaukazie. W 1863 roku pełni funkcję zastępcy prokuratora wojennego. Ma do rozstrzygnięcia sprawę niejakiego Juliana Chodakowskiego, młodego czeladnika cukierniczego oskarżonego o udział w zamachu na obywatela Matuszewskiego. To jedyny pojmany po zamachu, który polegał na zasztyletowaniu delikwenta w pokoju hotelowym. Kompani Chodakowskiego zbiegli, on został pojmany w kawiarni hotelowej, kiedy udawał, że czyta gazetę. Kamiński ma wątpliwości, czy brał on udział w zamachu, mimo że przyznał się do winy. Nie ma zamiaru skazać go bez dowodu, ale tu niespodziewanie poddany jest presji różnych sił. Najpierw administracja rosyjska, to go nie dziwi. Podczas rozmowy z płk. Gryszynem dochodzi do takiego dialogu:

„- Cóż z tego, że się przyznał, kiedy niczego nie udowodnił. Powtarzam: wina musi być udowodniona przez zeznania świadków. Toć to nonsens, żeby jedynym świadkiem w jakiejś sprawie był sam oskarżony, i ja nie mogę się ośmieszać, opierając na takiej podstawie akt oskarżenia i przedstawiając go sądowi, złożonemu przecież z doświadczonych prawników. W dodatku jego zeznania mają charakter czystych bredni obłąkańca. Wymienia w nich dziesiątki osób, z których żadnej nie udało się dotychczas policji utożsamić i sprowadzić do konfrontacji z oskarżonym. Zresztą przypuśćmy nawet, że udałoby mi się sporządzić to oskarżenie, to czymże i w jaki sposób będę je popierał na przewodzie sądowym?

Pułkownik Gryszyn zdawał się nie słuchać zupełnie. Coraz to nowym banknotem zapalał cygara, rzucając wszystko za każdym razem w ogień kominka. Wreszcie znalazł odpowiednie, zaciągnął się nim z widoczną ulgą i zwinąwszy wargi w trąbkę, jął wypuszczać przed siebie faliste kółka dymu. Naraz dmuchnął z siłą w stronę pułkownika i szarpnął się w przód na fotelu.

- Wiecie – powiedział twardo, najwidoczniej umyślnie opuszczając tytuły – przystąpmy od razu do rzeczy. Po co się mamy kłócić o głupstwa? Chodzi przecież o rzecz jedynie w tej chwili ważną: o to mianowicie, że w tym kraju rząd prawowity musi zdobyć większy posłuch i postrach niż jakiś samozwańczy Rząd Narodowy. A można to osiągnąć tylko w jeden sposób: każde przestępstwo musi być wykryte i ukarane dla przykładu. I jest to zdanie nie tylko moje, ale i jego ekscelencji namiestnika. Rozumiecie, pułkowniku?”.

Prawie natychmiast po wyjściu z Zamku Kamiński jedzie na spotkanie z Naczelnikiem Rządu Narodowego, z którym, jak się okazuje, utrzymuje kontakty z obawy przed uznaniem go za zdrajcę. Kiedy przedstawia swoje wątpliwości co do Chodakowskiego, nagle jest zaskoczony stanowiskiem swojego rozmówcy, który też naciska na niego, żeby uznał winę podsądnego i żądał w sądzie wyroku śmierci. Kamiński grozi wyjazdem z kraju, ale przedstawiciel Rządu ostrzega go, że w razie czego będzie ścigany w każdym miejscu, do którego się uda. Kamiński obrusza się i mówi, że nie jest poddanym Rządu Narodowego. Wtedy dochodzi do takiej wymiany zdań:

„- Tylko jakiego? Może carskiego? Bo kto nie z nami, ten przeciw nam. Nikt nie może uchylać się od udziału w walce o wyzwolenie nie tylko naszego, ale wszystkich uciśnionych ludów. Bo chyba obywatel nie wątpisz, że klęska despotyzmu rosyjskiego musi pociągnąć za sobą klęskę reakcji w całej Europie, od Kamczatki do Gibraltaru. Dla wszystkich ludów wtedy nastąpią równe prawa do wolności, oświaty, szczęścia i dobrobytu. Zniknie podział na uciskających i uciskanych, na wyzyskiwaczy i wyzyskiwanych. Wszelkie dobra zarówno duchowe, jak i ekonomiczne zostaną podzielone w sposób racjonalny i sprawiedliwy. Czyż może istnieć cel bardziej wzniosły i szlachetny, cel bardziej godny wszelkich ofiar i poświęcenia?

- I dla tego wzniosłego i szlachetnego celu mam poświęcić swój honor i sumienie? Mam dlań, jak inny, tylko o wiele bardziej ode mnie znany prokurator imieniem Piłat Poncki, wydać na śmierć niewinnego?

Naczelnik ściągnął na mgnienie oka wargi i rozszerzył nozdrza. Źrenice błysnęły mu gniewnie. Widać było, że zupełnie nie spodziewał się oporu, że nigdy dotychczas z nim się nie zetknął, że w ogóle nie potrafił go sobie wyobrazić.

- Jakiego niewinnego? O kim obywatel mówisz? Ja… My mamy żądać stracenia niewinnego? Chodakowski jest winien nieposłuszeństwa, a poza tym musi być oddany pod sąd dla dobra sprawy. Cóż z tego, że może być przez to skazany na śmierć? Toć nie ma dnia ani godziny, żeby nie ginęli w Polsce sto razy lepsi od niego. W jednym tylko miesiącu sierpniu stoczono według otrzymanych przez nas raportów przeszło sześćdziesiąt bitew i potyczek, czyli przeszło dwie na dzień. „Nie czas żałować róż, gdy płoną lasy”, jak powiedział Słowacki. Czyż według obywatela Chodakowski dopiero by wtedy był winien, gdyby na rozkaz władz narodowych rzeczywiście zabił Matuszewskiego?…

- Ależ naczelnik sam mówiłeś, że ów Glixelli był mierosławczykiem i działał na własną rękę.

- To wszystko jedno. Chodakowski o tym nie wiedział, a my nie możemy puścić płazem nawet zamiaru nieposłuszeństwa. W tym zaś wypadku nie możemy się również zgodzić, żeby jego sprawa przeszła z twoich rąk w inne, być może dla nas niedogodne. Musisz ją więc obywatel doprowadzić do końca. Potem sami wyślemy obywatela za granicę, byś tam głosił to, com dziś mówił: że terroru w kraju nie uprawia rząd, tylko samozwańcze szajki mierosławczyków. Bo opinia Zachodu zaczyna się już burzyć przeciwko nam. Trzeba więc przeciwdziałać. Sądzę, że poparte wiarygodnymi dowodami świadectwo rosyjskiego prokuratora wojennego będzie miało w tym względzie odpowiednią wagę”.

Kamiński dowiaduje się w czasie przeprowadzanego śledztwa, że Chodakowski, pod wpływem zakonnika, przed którym się spowiadał, odmówił udziału w mordowaniu ludzi. Zakonnik radził mu, że jeśli chce walczyć, to niech idzie do partii powstańczej, walczącej w polu, a nie zabija podstępnie być może niewinnych ludzi. Kamiński jest coraz bardziej przekonany o niewinności Chodakowskiego. Cóż ma jednak robić, kiedy jego śmierci domagają się z jednej strony władze rosyjskie, z drugiej przedstawiciele Rządu Narodowego? Szuka więc pomocy u swojego bliskiego przyjaciela, który reprezentuje obóz „białych”. Podczas spotkania przedstawia mu problem i oto co słyszy:

„Mówisz więc, kochany panie Aleksandrze, że Chodakowski nie chciał mordować i że ty również jesteś wrogiem terroru. Wybornie! My też jesteśmy. I właśnie dlatego wyrok na Chodakowskiego byłby wodą na nasz młyn. Sprzymierzyliśmy się, co prawda, z czerwonymi w spodziewaniu interwencji ze strony Napoleona, Anglii, Austrii i Turcji, ale przecie nie możemy cierpieć, żeby ster spoczywał ciągle w ręku jakichś anarchistów, terrorystów i komunistów. Wiesz, kto wchodzi w skład naszego rządu? Smarkacze! Jacyś początkujący literaci czy akademicy. Wiem o dwóch. Jeden to jakiś Adam Asnyk, który przed powstaniem wydrukował parę wierszyków w lwowskim „Dzienniku Literackim”, a więc zapewne sam jest Galilejczykiem. Drugi to Józef Narzymski. Ten znów wydał w Poznaniu dwie komedyjki, notabene nigdzie niewystawiane. Platon radził, żeby poetów w ogóle usuwać z państwa, a my w ich ręce oddaliśmy losy naszej ojczyzny. Otóż wszystkie te nieprawości i okrucieństwa, jakich się dopuszczają władze moskiewskie, muszą wreszcie skompromitować Rosję w oczach całego cywilizowanego świata. Ale z drugiej strony u nas, w kraju, muszą także wywołać reakcję zdrowo myślących rodaków przeciwko rządom czerwonych, którzy swoim terrorem wywołują represje i oddają władzę nad nami takim indywiduom jak Berg czy Murawiew. I wtedy właśnie do władzy dojdziemy my. Czyż taki cel nie wart zaiste nędznego żywota jednego warszawskiego ulicznika?”.

Wszyscy żądają śmierci niewinnego człowieka. Kamiński zostaje sam, bo z przerażeniem odkrywa, że jego żona jest fanatyczną zwolenniczką Rządu Narodowego i zasypuje go patriotycznymi frazesami, dając do zrozumienia, że tajne władze powstańcze są dla niej ważniejsze niż mąż. Kamiński w toku dalszego postępowania otrzymuje ostateczny dowód niewinności Chodakowskiego – rewolwer przy nim znaleziony. Sprawdza bębenek – jest pełny, ma sześć kul. Na pewno podsądny nie oddał z niego ani jednego strzału. Ale w tym momencie Kamiński się załamuje – nie jest w stanie wytrzymać nacisku. Wkłada rewolwer w otwór pieca i strzela – w bębenku zostaje już tylko pięć kul. To jest dowód przesądzający o skazaniu Chodakowskiego.

Podsądny zawisł niedaleko miejsca dokonania zamachu, Kamiński był tam i od tego momentu przeżywa załamanie nerwowe, nocami jawi mu się skazany, nie daje mu spokoju. Tę gehennę kończy samobójczy strzał w skroń. „Nikt też i nigdy nie dowiedział się, dlaczego zastrzelił się w swoim gabinecie warszawski prokurator wojenny, pułkownik Aleksander Kamiński” – kończy Rembek.

Opowiadanie Rembeka, jak i cała jego książka, jest polemiką z lukrowanym, hurrapatriotycznym obrazem powstania, żyjącym w tzw. tradycji. Czasy przed wybuchem powstania nazywano u nas „rewolucją moralną”. Owszem, była to rewolucja, ale na pewno nie moralna. W swoim opowiadaniu o wzgardliwym wisielcu pisarz w mistrzowski sposób, niczym w soczewce, pokazał ogromną złożoność tego czasu, pokazał ludzi owładniętych fanatyzmem i swoistą gorączką ideologiczną. Z drugiej zaś innych, którym nie pozwolono pozostać uczciwymi i wiernym własnemu sumieniu. Naczelnik Rządu Narodowego uzmysławia to Kamińskiemu z brutalną szczerością: „Bo kto nie z nami, ten przeciw nam”. A kto się nie chce temu poddać, tego czeka kula z rewolweru lub sztylet, nawet na końcu świata. Prokurator Kamiński chce być uczciwy, nie chce skazywać niewinnego na śmierć, ale wszyscy szepczą mu do ucha: „Zabij! Zabij! Dla dobra sprawy”. Jakiej sprawy? – zastanawia się Kamiński. Czy jest taka sprawa, dla której można zabić w majestacie prawa niewinnego człowieka?

W książce Rembeka nie ma podziału na dobrych Polaków i złych Rosjan, jest podział na dobrych i złych ludzi. Bohater trzeciego opowiadania, porucznik Fiodor Jeremin, jest dobrym Rosjaninem, który z przerażeniem patrzy na to, co się dziej. Złym jest kapitan Jan Dobrowolski (w „Szwadronie” świetnie zagrany przez Janusza Gajosa), Polak w służbie rosyjskiej, zupak i zabijaka, cham i prymityw. Podstępny i przebiegły jest porucznik Jegor Żuryn (zdecydowanie łagodniej przedstawiony w wersji filmowej). Złowieszczy jest Naczelnik Rządu Narodowego, a cyniczny jest przyjaciel Kamińskiego, przedstawiciel „białych”.

Rembek nie chce widzieć powstania jako czarno-białej kliszy. Interesują go raczej postawy ludzi w sytuacji ekstremalnej, poddanych działaniu sił, na które nie mają wpływu, sił Dobra i Zła, jak pisze. Nie znaczy to, że proza Rembeka jest pozbawiona akcentów patriotycznych, daje temu wyraz nie raz. Przeplata to jednak wstawkami o „walce dwóch bratnich narodów” i kreśląc w pierwszym opowiadaniu dwuznaczność moralną postępowania tak „czerwonych”, jak i „białych”. Kończąc, zachęcam do lektury, to proza wielkiej próby.


Jan Engelgard

Stanisław Rembek, „Ballada o wzgardliwym wisielcu oraz dwie gawędy styczniowe”, Zysk i S-ka, Poznań 2013, ss. 343.

PS . Engelgard myli się w ocenie Dobrowolskiego . wystarczy przeczytać DOKŁADNIE Rembeka . Postać Dobrowolskiego to autentyk czyli Jan Włodzimierz Stanisławowicz Dobrowolski , Polak , który był w armii Imperatora ( jak tysiące innych ) póżniejszy konwertyta na prawosławie co umozliwiło mu awanse w armii , doszedł do stopnia generała , zginął w wojnie Krymskiej . Równie autentyczną postacią jest płk. Markiewicz . U Rembeka występuje wiele postaci historycznych i są one opisane zgodnie z faktami przez autora.

Sob 08 Lis, 2014 8:49

Powrót do góry
Jarecki
Redakcja
Sierżant

Sierżant





Posty: 82
Pochwał: 1
Odpowiedz do tematu Odpowiedz z cytatem

Odnaleziono szczątki Zygmunta Sierakowskiego

Jak podał "Wprost"
Ministerstwo Kultury Litwy poinformowało, że z pierwszych ustaleń wynika, że na wileńskiej Górze Giedymina zostały odnalezione szczątki Zygmunta Sierakowskiego, jednego z przywódców powstania styczniowego.
W trakcie prac prowadzonych przez archeologów z litewskiego Muzeum Narodowego na wileńskiej Górze Zamkowej zostały odnalezione cztery groby. W ramach drugiego etapu badań w tym miejscu przeszukanych zostało około 36 m powierzchni, a ziemię przekopano na głębokość 1,1 do 2,7 metra.
Jak podaje muzeum, w mogiłach znalezione zostały szczątki łącznie siedmiu osób. Większość z nich została pochowana bez należytego szacunku - z rękami związanymi z tyłu, bez trumien, a ciała przysypano wapnem. Przy zwłokach znaleziono przedmioty osobiste, które mogą ułatwić identyfikację, m.in. medaliki, krzyżyki i guziki z ubrań.
Na dłoni prawej ręki jednego ze zmarłych znaleziona została złota obrączka z wygrawerowanym napisem w języku polskim „Zygmunt Apolonia 11 sierpnia/30 lipca 1862 r.”. Ministerstwo podaje, że „w oparciu o fakty historyczne i badania archeologiczne przepuszcza się, że tu został pochowany jeden z przywódców powstania z 1863 roku Zygmunt Sierakowski”. Archeolodzy zakładają, że dla wyjaśnienia sprawy konieczne może być przeprowadzenie badań DNA.


A więc szukamy rodziny w Polsce? Question

_________________
Quidquid agis, prudenter agas et respice finem.

Czw 27 Lip, 2017 11:44

Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Możesz dodawać załączniki w tym forum
Możesz ściągać pliki w tym forum



Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Forum.
Redakcja magazynu "Inne Oblicza Historii" nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.