| | FAQ | Szukaj | Użytkownicy | Rangi | Rejestracja | Profil | Wiadomości | Zaloguj
Linki | Ekipa | Regulamin | Galeria | Artykuły | Katalog monet | Moje załączniki

Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Brzęczyszczykiewicz
Starszy szeregowiec

Starszy szeregowiec




Posty: 22
Skąd: krakow
Odpowiedz do tematu Odpowiedz z cytatem

Operacje amerykanów na Antarktydzie

Jak to było ? Co tak naprawde wiadomo? Czemu amerykanie raz robią z Byrda wariata, drugi raz sami Go wysyłają?

Wto 14 Gru, 2010 20:29

Powrót do góry
Darko16
Ефрейтор

Ефрейтор




Posty: 32
Skąd: Podlasie
Odpowiedz do tematu Odpowiedz z cytatem

Nie wiadomo jak tam było i prędko się o tym nie dowiemy. Ale skoro Byrd miał stopień admirała to - nie mógł być wariatem Exclamation Question Exclamation

Wto 14 Gru, 2010 21:56

Powrót do góry
szponiasty
Redakcja
Podpułkownik

Podpułkownik





Posty: 3194
Pochwał: 2
Archiwum: APwB / OKBZN
Odpowiedz do tematu Odpowiedz z cytatem

będzie o tym art w magazynie ,

Pią 17 Gru, 2010 21:05

Powrót do góry
saddam44
Major

Major





Posty: 1666
Pochwał: 5
Skąd: Guantanamo Bay
Archiwum: Langley, Virginia
Odpowiedz do tematu Odpowiedz z cytatem

Hola Hola Saddam założył już temat wieki temu Mr. Green
I to nie tylko Byrd "zwariował" jak to mówią warto dokładnie prześledzić ile osób związanych z operacją Highjump "zwariowało" w podobnych okolicznościach jak oni zginął generał Patton, też w "wypadku".
Ostatnie sensacje związane z WikiLeaks dostaczają nam dużo więcej sensacji więc poczekajmy z "chorobą" Byrda podobno Kopernik kiedyś sobie tam coś heliocentrycznego wymyślił i też był wariatem.[/list]

_________________
Tatarska jazda, półksiężyc i gwiazda.

Pią 17 Gru, 2010 21:30

Powrót do góry
marek8888
Użytkownik zbanowany

Użytkownik zbanowany




Posty: 4484
Pochwał: 5
Skąd: Sekcja polska NKWD
Odpowiedz do tematu Odpowiedz z cytatem

Witam,
Przecież Byrd został uznany za "normalnego" na podstawie rozkazu Ika nakazującego mu objecie dowodztwa kolejnej wyprawy :wink:
W ostatnim Nexusie pojawiła się zresztą seria "wróżb" na ten temat - przy których to co wiemy o rzekomej Nowej Szwabii to prawdziwy pikuś :wink:
Tak swoją drogą przecież i my miliśmy/mamy stacje na Antarktydzie - żadnych związanych z tym przecieków? :wink:
Pozdrawiam

_________________
Czy można dostąpić selektywnej mądrości lub przekwalifikować się na prawdziwego człowieka ot tak po prostej lekturze dzieł Jacka Kaczmarskiego? Tak - na IOH można...

Pią 17 Gru, 2010 23:10

Powrót do góry
marek8888
Użytkownik zbanowany

Użytkownik zbanowany




Posty: 4484
Pochwał: 5
Skąd: Sekcja polska NKWD
Odpowiedz do tematu Odpowiedz z cytatem

Więc jak - naprawdę nasi polarnicy nigdy nie powiedzieli lub napisali niczego na ten temat?

Pozdrawiam

_________________
Czy można dostąpić selektywnej mądrości lub przekwalifikować się na prawdziwego człowieka ot tak po prostej lekturze dzieł Jacka Kaczmarskiego? Tak - na IOH można...

Sro 29 Gru, 2010 21:48

Powrót do góry
IjonTihy
Komandor porucznik

Komandor porucznik





Posty: 3510
Pochwał: 6
Odpowiedz do tematu Odpowiedz z cytatem

Dyskusja jest tutaj: http://forum.ioh.pl/viewtopic.php?t=10869

temat do zamknięcia

_________________
Armia to przede wszystkim porządek i ład. Tym dziwniejsze jest, że prawdziwa wojna pod względem porządku i ładu przypomina ogarnięty pożarem burdel.

Wto 04 Sty, 2011 20:38

Powrót do góry
erkael56
Kapitan

Kapitan





Posty: 1319
Skąd: Małopolska
Odpowiedz do tematu Odpowiedz z cytatem

Antarktyda: Ostatni szaniec Hitlera?

Nikołaj Michajłow

W 1999 roku, na Antarktydzie odkryto nieznanego, śmiercionośnego wirusa. Zapewne dostał się on tutaj z Kosmosu w rezultacie spadku meteorytu. Jednakże wirus ten mógł być także częścią nazistowskiej broni B.
Antarktydę często nazywa się skarbnicą Ludzkości. To tutaj właśnie pod wielometrową warstwą lodu znajduje się ogromna ilość pożytecznych kopalin, w tym ropa naftowa i gaz ziemny. Rządy wiodących krajów świata nie żałują środków, by się utrzymać na Lodowym Kontynencie. Ale eksploratorzy Antarktydy wciąż napotykają na jakieś niepojęte zjawiska. Wielu uczonych jest przekonanych: tajemnice tej ziemi są w stanie wywrócić do góry nogami nasze wyobrażenia o otaczającym nas świecie i historii.

U-booty z „Konwoju Führera”

Wśród antarktycznych badań i ekspedycji szczególne miejsce zajmuje amerykańska ekspedycja pod dowództwem kontradm. Richarda Byrda, nosząca kryptonim High Jump, przeprowadzona w latach 1946-47. Jej rezultaty nie są zupełnie jednoznaczne i dlatego jest uważana za najbardziej tajemniczą.
Wyprawa ta obliczona początkowo na rok, została nieoczekiwanie zakończona na 5 miesięcy wcześniej. Wszystkie zebrane przez nią materiały do dziś dnia są utajnione. I tylko dzięki skąpym relacjom można było spróbować dojść do prawdy – ale nie w pełnym wymiarze.
Aby to zrozumieć, należy zacząć od najwcześniejszych czasów. W 1945 roku – 10 lipca i 17 sierpnia – argentyńskim władzom poddały się dwa niemieckie U-booty. Pierwszy z nich, okręt podwodny U-530 z załogą 16 osób i dowodzony przez W. Bernharda. Jeńcy opowiedzieli, że przedtem dopłynęli do brzegów Antarktydy i zabudowali tam lodową jaskinię, w której złożyli jakieś skrzynki – najprawdopodobniej jakieś superważne dokumenty III Rzeszy i liczne rzeczy należące do Adolfa Hitlera. Ta operacja nosiła kryptonim Walkiria 2.
Drugi U-boot U-977, którym dowodził H. Schäffer powtórzył podróż tego pierwszego i – wedle słów jego załogi – przewieźli oni na Antarktydę prochy Hitlera i Ewy Hitler née Braun.
W 1983 roku służby specjalne przejęły poufny list od H. Schäffera do W. Bernharda mówiący o tym, że zamierza on opublikować swe pamiętniki. W liście zawarta była prośba by tego nie robić i przypomnienie zarazem, że wszyscy załoganci składali przysięgę milczenia i chronienia tajemnicy.
Wiadomym jest, że jeszcze w 1938 roku, hitlerowcy zainteresowali się Antarktydą i w latach 1938-39 zorganizowali dwie ekspedycje do tych ziem. Zbadane terytorium otrzymało nową nazwę – Nowa Szwabia – Neuschwabenland – i stała się częścią III Rzeszy. W 1943 roku, Grossadmiral Karl Dönitz oświadczył:
Niemiecka flota podwodna jest dumna z tego, że na drugim końcu świata zbudowała dla Führera niedostępną twierdzę.
To może oznaczać, że do 1943 roku na Antarktydzie została wybudowana niemiecka tajna baza. Do transportu towarów używano specjalnej eskadry U-bootów ze zgrupowania „Konwój Führera”. Według niektórych relacji, przy końcu wojny z tych okrętów w porcie Kilonii zdemontowano wyrzutnie torpedowe i załadowano je kontenerami z różnymi towarami. Poza tym okręty przyjęły na pokład pasażerów, których twarze były skryte poza chirurgicznymi maseczkami.
Internowani niemieccy marynarze opowiadali, że w czasie roku wojny przewieźli oni setki specjalistów ds. budowy w warunkach antarktycznych i kilka tysięcy więźniów z obozów koncentracyjnych. Do tego dostarczono tam ogromną ilość paliwa i żywności.

Dziwna ekspedycja naukowa

Bezsprzecznie taka informacja nie mogła pozostać bez echa ze strony dowództwa wojsk amerykańskich. Do brzegów Lodowego Kontynentu została wysłana eskadra okrętów US Navy pod dowództwem znanego badacza polarnego i polarnika, kontradmirała Richarda Byrda, który od 1926 roku był uważany za pierwszego lotnika, który przeleciał nad Biegunem Północnym.
Według oficjalnej wersji, ekspedycja ta z grubsza była naukową, tym niemniej była ona finansowana przez US Navy. W jej skład wchodziło 13 okrętów i kilkanaście samolotów. Celem ekspedycji było zbudowanie stałej naukowej stacji antarktycznej. Jednakże ekspedycja ta składała się z 4600 ludzi, w których jedynie 25 było naukowcami!
Operacja zaczęła się 26.VIII.1946 roku, a skończyła się pod koniec lutego 1947 roku. Wszystkie dokumenty dotyczące tej lodowej wyprawy od razu zostały utajnione – i do dziś dnia są ukrywane w amerykańskich archiwach, bez prawa ich opublikowania.

Latające dyski

Tym niemniej wiele relacji i świadectw na temat nieudanej ekspedycji przedostało się do prasy. Najważniejsze, czego nie udało się ukryć: eskadra wróciła do USA w mocno niepełnym składzie. Straty wyniosły 1okręt, 13 samolotów oraz zginęło (czyt.: zostało zabitych) 68 ludzi ze stanu osobowego.
A zatem co się stało na Antarktydzie w lutym 1947 roku? Amerykańskie gazety napisały: eskadra pod dowództwem adm. Richarda Byrda otrzymała rozkaz ODSZUKANIA I ZNISZCZENIA domniemanej antarktycznej bazy hitlerowców. Ale wojenna wyprawa o mało co nie zakończyła się zgubą Amerykanów. Na podejściu do wybrzeży Ziemi Królowej Maud, okręty zostały zaatakowane przez dziwne aparaty latające w kształcie dysków. Walka z nimi trwała 20 minut, a w jego wyniku jeden okręt został zatopiony i zestrzelono kilka samolotów.
Po kilku latach, jeden z pilotów D. Sunderson udzielił wywiadu magazynowi „Kreis”. Lotnik ów twierdził, że dyskoidalne aparaty latające przelatywały z taką prędkością pomiędzy masztami okrętów, że strumienie powietrza zrywały anteny radiowe! A do tego dyski nie wydawały żadnych dźwięków. Kilka amerykańskich myśliwców zostało zestrzelonych promieniami, które emitowały te „latające talerze”. Takimi promieniami został podpalony jeden z niszczycieli, wskutek czego okręt ten zatonął.
Latające dyski znikły tak szybko, jak się pojawiły. Amerykanie zrozumieli: im pokazano, że są tutaj niepożądanymi gośćmi i że następny atak będzie śmiertelny dla wszystkich, którzy przeżyli. O tym incydencie natychmiast zameldowano drogą radiową do Waszyngtonu, skąd otrzymano rozkaz: wracać do Stanów bez jakichkolwiek prób zniszczenia wojennomorskich baz.

Fabryki w masie lodowca?

Skąd na Antarktydzie mogły się znaleźć takie latające aparaty? Sam kontradmirał Byrd niejednokrotnie powtarzał, że one były zbudowane w tajnych niemieckich fabrykach lotniczych, które znajdowały się w lodowym pancerzu Szóstego Kontynentu. (Zbudowanie takowych byłoby zupełnie niemożliwe ze względu na ruch lodowców antarktycznych, który wynosi średnio 200 m/rok. Jeżeli już, to rzeczone fabryki mogłyby znajdować się tylko we wnętrzu jakichś dużych jaskiń przystosowanych do produkcji. W tym akurat Niemcy byli najlepsi… – przyp. tłum.)
Wkrótce po śmierci Byrda, w 1957 roku, opublikowano niektóre fragmenty dzienników admirała. Wynika z nich, że tamtego dnia poza straszliwym atakiem poleciał on na powietrzny zwiad i „latające talerze” zmusiły go do lądowania. Po wylądowaniu podszedł do niego niebieskooki blondyn i łamaną angielszczyzną polecił mu przerwać ekspedycję. Według notatek Byrda, ten człowiek był Niemcem z tajnej hitlerowskiej kolonii na Antarktydzie.
Czy cos takiego mogło mieć miejsce w rzeczywistości? Sądząc wedle znanych faktów – tak. Rosyjscy badacze – S. Kriwosziejew i G. Sanin piszą o tym, że aktywność Niemców na Antarktydzie była wiadoma radzieckiemu wywiadowi. I rzeczywiście, istnieje notatka służbowa z dnia 10.I.1939 roku, w której I Zastępcy narkoma NKWD – gen. NKWD W. Mierkułowowi zameldowano właśnie o tym. Nieznany z nazwiska zwiadowca melduje o tym, że według jego rozeznania partia niemieckich naukowców pracuje na Antarktydzie. Z innych dokumentów będących w dyspozycji historyków wynika, że w 1940 roku, na Antarktydzie, na osobisty rozkaz Führera zaczęto budowę dwóch tajnych baz. Były to miejsca ewakuacji i jednocześnie poligony do wypróbowywania nowoczesnych technologii.
Historycy podliczyli, że pod koniec wojny na terytoriach kontrolowanych przez III Rzeszę istniało ponad 600 podziemnych fabryk i laboratoriów. To oznaczało, że Niemcy mieli ogromne doświadczenie w tym zakresie.
Samo zrozumiałe, że proces zbudowania podobnej bazy na Antarktydzie wymagał zgromadzenia ogromnych sił i środków, ale rzecz jest całkowicie wykonalna i nie ma w tym niczego nadzwyczajnego.
W opublikowanej w 1969 roku książce ministra uzbrojenia i przemysłu III Rzeszy – Alberta Speera – wskazuje się na to, że pierwsza demonstracja latającego aparatu w kształcie dysku Sack AS-6 miała miejsce jeszcze w 1939 roku, a do 1944 roku aparat już był gotowy do seryjnej produkcji i eksploatacji. Tym sposobem, techniczna możliwość sterowania „latającymi talerzami” przez Niemców – bezsprzecznie - była.

Tajne spotkanie

Amerykańscy dziennikarze piszą, że w dniu 10.III.1947 roku, admirała Richarda Byrda przyjął prezydent USA – Harry Truman. Spotkanie to było absolutnie tajne i tym niemniej, po upływie wielu lat jej treść stała się wiadoma dla prasy.
Byrd przekazał Trumanowi dokument zaadresowany do rządu USA i zatytułowany „List intencyjny o współpracy”. Pod nim widniał podpis M. Hartmanna – przedstawiającego się jako człowieka odpowiadającego na Nowej Szwabii za prace naukowe i ich wdrożenia.
Aby zademonstrować Amerykanom gotowość do współpracy, Hartmann przekazał im dokumentację techniczną najnowszego aparatu latającego. Dziennikarze twierdzili, że wręczono ją Byrdowi w czasie spotkania z tajemniczym niebieskookim blondynem.
Czy była to prawda, czy była to tylko kolejna kaczka dziennikarska? Dowodem na prawdziwość tej hipotezy jest ten fakt, że właśnie w tym czasie w USA zaczął się prawdziwy boom na latające aparaty w kształcie dysku. Prace nad nimi trwały od lat 30., i są one związane z nazwiskiem znanego konstruktora Heinricha Zimmermanna. Aparat nazwany Latający Blin wykonał swój pierwszy lot w 1942 roku, ale był to nieudany model i miał bardzo złe charakterystyki lotu. Po 1947 roku, nieoczekiwanie nabrał on doskonałych właściwości lotnych i miał możliwość wykonywania pionowy wzlot, a zamiast silników tłokowych zastosowano odrzutowe, dzięki czemu ów dyskoidalny samolot osiągał nieprawdopodobną w tym czasie prędkość 3000 km/h. Na bazie tej maszyny zostały później skonstruowane dyskowate UAV.
Oczywiście jest to tylko jedna z możliwych wersji – będąca nawet dostatecznie logiczną. Antarktyczna ekspedycja High Jump do dziś dnia budzi całą masę pytań. I nikt nie postawił kropki na zakończenie jej historii…

Moje 3 grosze

Ze swej strony pragnę tylko dodać, że rzecz w zasadzie jest całkiem możliwa, tzn. Niemcy na pewno w Antarktyce byli i być może chcieli mieć tam miejsce schronienia dla samego… Adolfa Hitlera. No właśnie – do dziś dnia nie wiadomo, co NAPRAWDĘ stało się z Führerem III Rzeszy, który na pewno nie zginął w ruinach Berlina.
Po drugie – Niemcy na pewno mieli swój program kosmiczny i nad nim – w miarę swych możliwości – pracowali. Wyprowadzenie działań wojennych w Kosmos dałoby im przewagę nad całą resztą świata już w latach 40. ubiegłego stulecia i nie wiadomo, do jakich rezultatów by doszli, gdyby im nie przeszkodzono…
Po trzecie – czy Truman poszedłby na współpracę z Niemcami po wojnie? Oczywiście! Przykładem jest SS-Sturmbannführer dr Wernher von Braun i jego rakiety, dlatego też mógłby pójść na współpracę z nazistami z Antarktydy, byle tylko mieć kolejny punkt przewagi nad Sowietami.
A co to wszystko oznacza? Skoro cywilizacja na tak niskim poziomie rozwoju wyprowadza wojnę w Kosmos, to co dopiero cywilizacja o wysokim poziomie rozwoju technicznego? Nie ma się co łudzić, że postęp technologiczny idzie w parze z rozwojem duchowym i moralnym – bo tak nie jest. A mówię to na przykładzie naszej cywilizacji. Tak zatem nie ma co wołać o Kontakt z Obcym Rozumem, bo może to być wysokorozwinięta cywilizacja technologiczna z jakimś Hitlerem na czele…

Tekst i ilustracje – „Tajny XX wieka” nr 42/2015, ss. 20-21
Przekład z j. rosyjskiego – ©Robert K. Leśniakiewicz

Sro 03 Sie, 2016 8:10

Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Możesz dodawać załączniki w tym forum
Możesz ściągać pliki w tym forum



Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Forum.
Redakcja magazynu "Inne Oblicza Historii" nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.