| | FAQ | Szukaj | Użytkownicy | Rangi | Rejestracja | Profil | Wiadomości | Zaloguj
Linki | Ekipa | Regulamin | Galeria | Artykuły | Katalog monet | Moje załączniki

Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Leuthen
Kapitan

Kapitan




Posty: 843
Pochwał: 6
Skąd: Wrocław
Odpowiedz do tematu Odpowiedz z cytatem

Film zbyt straszny, by pokazać go publiczności

" "Wiosną 1945 roku – opowiada narrator, a w tle widać idylliczny kadr z niemieckiej wsi – wojska alianckie posuwające się w głąb Niemiec dotarły do Bergen-Belsen. Brytyjscy żołnierze mijali schludne, uporządkowane sady i zadbane farmy, które cieszyły oko i wzbudzały szacunek dla tutejszych mieszkańców. Przynajmniej do chwili, gdy goście poczuli ten zapach…".

Tak rozpoczyna się brytyjski film o Holokauście, którego nigdy nie pokazano widzom. Przeleżał na półce 70 lat, ponieważ uznano go za zbyt drażliwy politycznie. Wspomniany zapach wydzielały martwe ciała, gnijące lub spalone. Jego źródłem byli też niedożywieni, często też wyniszczeni chorobami więźniowie obozu koncentracyjnego w Bergen-Belsen, wegetujący w pobliżu kwitnących niemieckich gospodarstw. Gdy alianci wypuszczali na wolność udręczone ofiary Trzeciej Rzeszy, w brytyjskim Ministerstwie Informacji Sidney Bernstein otrzymał zlecenie przygotowania filmu dokumentalnego, który świadczyłby o zbrodniach nazistowskich Niemiec.

Bernstein zebrał wyjątkowy zespół, w skład którego wszedł przyszły minister w laburzystowskim rządzie Richard Crossman, autor lirycznego scenariusza, i Alfred Hitchcock, który z powodu tego filmu przyleciał specjalnie z Hollywood. Razem zabrali się do pracy nad dokumentem zatytułowanym "German Concentration Camps Factual Survey" (Niemieckie obozy koncentracyjne – faktografia). Napływały do nich wciąż nowe rolki filmów wysyłanych przez brytyjskich, amerykańskich i radzieckich kamerzystów, obrazy nakręcone w 11 obozach śmierci, m.in. w Auschwitz, Buchenwaldzie, Dachau i Bergen-Belsen. Oprócz zwłok zdjęcia ukazywały wyniszczone ciała ocalałych i ludzkie szczątki w piecach.

W nagraniu z Majdanka pokazano olbrzymie torby z włosami pochodzącymi od zamordowanych. Starannie je sortowano i ważono, żeby "nic się nie zmarnowało", informuje narrator i przypomina, że wykorzystywano również zęby ofiar. Bernsteina zainteresował jeszcze stos okularów. "Zakładając, że co dziesiąty człowiek nosi okulary, to jak liczną grupę ludzi powinniśmy sobie teraz wyobrazić?" – pada pytanie w filmie.

W 70 lat po tych zdarzeniach reżyser i antropolog André Singer przygotował dokument "Night Will Fall" (Zapadnie noc), opowiadający o niezwykłym przedsięwzięciu, jakim było sfilmowanie obozów oraz próbujący wyjaśnić losy projektu Bernsteina. Singer dotarł do niektórych ocalałych więźniów, którzy znaleźli się na kliszach w 1945 roku, i przeprowadził z nimi wywiady. W tej grupie znalazła się Anita Lasker-Wallfisch, dziś w wieku 89 lat, pamiętająca dzień, w którym Brytyjczycy wkroczyli do Belsen-Bergen. – Nie mogliśmy w to uwierzyć. Niespodziewanie usłyszeliśmy język angielski. "Proszę zachować spokój. Nie opuszczajcie obozu. Pomoc jest już w drodze". Coś takiego nam mówiono – wspomina.

Lasker-Wallfisch i jej siostra Renate do Belsen-Bergen trafiły z Auschwitz, podróżując wraz z wycofującymi się przed Armią Czerwoną Niemcami. Obie dziewczyny występowały w obozowej orkiestrze, przygrywając rano na wiolonczeli wychodzącym do pracy więźniom i wieczorem, gdy wracali. Przygotowywały też koncerty dla SS. – Trudno to wszystko opisać – Lasker-Wallfisch wspomina dzień swojego wyzwolenia. – Całe lata szykowałyśmy się na śmierć, a nagle oni przyszli po nas. Miałam wtedy 19 lat. Każdy brytyjski żołnierz był dla mnie bogiem. Nie tego się spodziewałam – nie tego, że przeżyję – opowiada. Po wojnie siostry zamieszkały w Wielkiej Brytanii. Anita znalazła pracę w English Chamber Orchestra i została uznaną solistką. Los sióstr był jednak wyjątkowy.
– Powinienem był o tym wiedzieć, lecz nie wiedziałem – twierdzi Singer. – Wielu z tych, których wtedy uratowano, pozostawało w obozach nawet pięć lat po ich wyzwoleniu. Często nie mieli dokąd pójść, z całą pewnością nie mogli pojechać do Wielkiej Brytanii czy USA. Nie chcieliśmy ich.

Singer miał okazję rozmawiać z jeszcze jednym wybitnym byłym więźniem obozu, Chorwatem Branko Lustigiem. W Belsen był dzieckiem, w dodatku tak schorowanym, że kiedy usłyszał dudy szkockich żołnierzy, sądził, że to grające na trąbkach anioły przyjmują go do nieba. Wiele lat później Steven Spielberg poprosił Lustiga, by został producentem "Listy Schindlera".

Chorwacki filmowiec dzieli się z nami własną teorią dotyczącą rezygnacji Brytyjczyków z dokumentu Bernsteina. – W tamtym czasie Wyspiarze mieli przecież aż nadto problemów z Żydami – zauważa. Londyn musiał poradzić sobie z ruchem syjonistów zabiegających o utworzenie żydowskiego państwa w brytyjskim mandacie, Palestynie, a ukazanie Zagłady w całej jej potworności mogło tylko podsycić te roszczenia.

Singer przyznaje, że miał już nieprzyjemności z powodu powoływania się na teorię Lustiga. – Powód, dla którego film trafił do kosza, nie został dobrze udokumentowany, ale niewykluczone, że Branko trafił w sedno – zauważa. I przypomina, że w 1945 roku urząd ministra spraw zagranicznych objął Ernest Bevin, niechętny idei Izraela. Ale w tej sprawie brak twardych dowodów. – Jedynym zachowanym dokumentem jest notatka Foreign Office, gdzie napisano, że realizacja "tak okrutnego filmu" jest nie najlepszym pomysłem – podaje reżyser. To stwierdzenie mogło też wiązać się z żywionym przez Brytyjczyków przekonaniem, że z powodu rosnącej potęgi ZSRR Niemców trzeba hołubić jako potencjalnych sojuszników. Czy faktycznie pokazanie filmu Bernsteina widowni mogłoby doprowadzić do izolacji Niemiec i przewagi Rosji radzieckiej w ramach zimnej wojny? Singer ma co do tego wątpliwości.

Tego dylematu nie rozstrzygniemy. Dokument o obozach został odłożony na 70 lat na półkę, a Berstein zmarł w 1993 roku z uczuciem żalu, że swego projektu nie doprowadził do końca.

Niemniej jednak ujęcia z obrazu Bersteina okazały się cennym materiałem dla oskarżenia w procesach w Norymberdze i Lüneburgu w 1945 roku. Anita Lasker-Wallfisch opowiada, jak w Lüneburgu przyszło jej zeznawać przeciwko m.in. Josefowi Kramerowi, komendantowi z Bergen-Belsen, zwanemu "bestią z Belsen". Jej słowa znalazły wsparcie w materiale filmowym i wytrąciły oskarżonemu z rąk podstawowy argument: – Kramer utrzymywał, że nie miał żywności, którą mógłby przekazać więźniom i to dlatego ludzie ci byli w tak bardzo złym stanie. Nagrania pokazały, że to nieprawda – opowiada Singer. Kramer oraz inni oficerowie z Bergen-Belsen jeszcze w tamtym roku zostali powieszeni. (…)

Próżnię, jaka pozostała po wycofanym dokumencie Berstaina, spróbował wypełnić film z 1945 roku Billy’ego Wildera "Młyny śmierci". Obraz ten, zrealizowany przez reżysera, austriackiego Żyda, miał służyć jednak celom propagandowym i pognębić Niemców, podczas gdy Bernstein z Crossmanem stworzyli dzieło ku przestrodze dla całej ludzkości. Przy "Młynach śmierci" film Bernsteina był "dziełem sztuki", twierdzi Singer, "głównie za sprawą pełnego liryzmu scenariusza Crossmana".

Niewątpliwie Niemcom dokument Wildera nie przypadł do gustu. Reżyser wspomina, że podczas projekcji w Würzburgu z początku na widowni siedziało 500 osób, z których do końca seansu wytrwało 75. Trudno powiedzieć, czy "German Concentration Camps Factual Survey" spotkałoby się z podobnym przyjęciem. Z pewnością niełatwo byłoby słuchać nad Renem oskarżeń Crossmana pod adresem ludzi mieszkających w okolicach Dachau i powołujących się brak wiedzy. "Niemcy wiedzieli o Dachau, lecz ich to nie obchodziło", napisano w scenariuszu.

A na sam koniec filmu pada jeszcze stwierdzenie: "Jeśli świat nie wyciągnie lekcji z tych obrazów, zapadnie noc. Może jednak Bóg sprawi, że żyjący czegoś się nauczą". Czy Singer podpisałby się pod tymi słowami? – Chciałbym, żeby to przesłanie okazało się prawdą, jednak po 1945 roku mieliśmy do czynienia z wieloma zbrodniami ludobójstwa, przed którymi nie ustrzegły nas lekcje z przeszłości.

Mimo wszystko Singer uważa, że te przykre, potworne obrazy powinny być pokazywane. – Urodziłem się 4 maja 1945 roku, więc należę do pokolenia, które sporo wie o tych sprawach, lecz moi dorośli synowie już nie mają takiej wiedzy – zauważa. – Potrzebujemy tych obrazów dla przyszłych pokoleń.

Czy sądzi, że jego "Night Will Fall" będzie kiedyś pokazywane w szkołach? – Tak – stwierdza. – Chociaż trzeba się liczyć z dużym sprzeciwem wobec wyświetlania tego filmu. Wielu powie, że jego treść jest zbyt przygnębiająca. Ale przecież żyjemy w czasach, gdy przykre obrazy serwuje się nam w dużych ilościach. Uważam, że filmy takie jak mój czy Bernsteina, użyte we właściwym kontekście, tylko ułatwią zrozumienie przeszłości. Bez tych dokumentów nie będziemy w stanie w pełni pojąć koszmaru, jakim jest wojna."


http://wiadomosci.onet.pl/prasa/film-zbyt-straszny-by-pokazac-go-publicznosci/gy5xk


Zwiastun filmu
https://www.youtube.com/watch?v=lbB9NCYzQVU

Pon 26 Sty, 2015 20:57

Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Możesz dodawać załączniki w tym forum
Możesz ściągać pliki w tym forum



Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Forum.
Redakcja magazynu "Inne Oblicza Historii" nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.